> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№5 listopad 2004

Ulotne ideały — zachwyt i rozczarowanie dorosłością w pojęciu największych polskich psychologów ekranu Emilia Walczak

Każdy wiek ma swoje przywileje. Lata dzieciństwa cechuje beztroska, zabawa, szaleństwo. Później przychodzi okres buntu, który przysłania całe racjonalne myślenie o świecie. W chwilę potem wstępuje człowiek w dziwny okres przejściowy — między tą właśnie niekonkretną kontestacją, a postawą pragmatyczną i całkiem konformistyczną — słowem — dojrzałą. Ten właśnie moment jest przeto najbardziej ze wszystkich absorbujący. Jest to czas wyboru, a może tylko złudzenia możliwością podjęcia jakiejkolwiek decyzji o dalszym życiu. Bo może niezależnie od nas samych skrępowani jesteśmy pewną konwencją społeczną, która dyktuje określony styl życia? Wielu reżyserów poświęciło szukaniu odpowiedzi na to pytanie temat swoich obrazów filmowych. Przedstawię trzy najbardziej znaczące, poruszające i wstrząsające — po prostu — moim zdaniem — najlepsze. Poza tym mają one element wspólny — bohatera osadzonego w środowisku studenckim. Będzie to kultowa już niemalże „Iluminacja” Krzysztofa Zanussiego, debiutancki „Indeks” Janusza Kijowskiego, a na koniec refleksyjny „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego. Chociaż bohaterowie wszystkich tych opowieści są płci męskiej, która z reguły podejmuje większe ryzyko życiowe i nierzadko kładzie wszystko na szalę losu, to jako kobieta podejmę się próby ich interpretacji, podchodząc do całości zagadnienia w miarę obiektywnie. Wszak wszyscy stawiani jesteśmy choć raz w życiu przed krytycznym momentem wyboru. Nie będzie to więc tylko rozwodzenie się nad „kinem moralnego niepokoju”, ponieważ filmy te, choć do tego nurtu należą, wykraczają ponad sytuację polityczną w kraju. Uwielbiam słuchać opinii ludzi, którzy mnie otaczają. Jeden z moich znajomych powiedział, że filmy należące do wspomnianego nurtu były wszystkie przeintelektualizowane i do siebie podobne. Może coś w tym jest? Marek Haltof napisał: (…) seria współczesnych filmów realistycznych stanowi opis konfliktu między państwem a jednostką i ukazuje przepaść dzielącą postępowe hasła od ich realizacji. Ze względu na cenzurę system nie jest bezpośrednio atakowany. Filmy wymierzone są w jego instytucje i funkcjonariuszy, ukazując korupcję i inne schorzenia społeczne. Mechanizmy manipulacji oraz indoktrynacji są przedstawiane metaforycznie. — i dalej — Filmy te przedstawiają też rozwój aroganckich elit, hipokryzji, konformizmu oraz innych społecznych i politycznych plag systemu komunistycznego.1 Oczywiście, ale zjawiska te nie są tylko i wyłącznie domeną tamtej rzeczywistości. Śmiem dopatrywać się w nich pierwiastków uniwersalnych. Według mnie, tak skonstruowany jest świat, niezależnie od tego, czy panuje akurat kapitalizm, socjalizm, czy anarchia. Filmy te są krytyką ogólnych zachowań ludzkich, leżących u podstaw współczesnej mentalności. Głównym pytaniem staje się wtenczas — czy można z nimi walczyć i w końcu nie ulec?

Niesforna iluminacja

Bohater filmu Krzysztofa Zanussiego „Iluminacja” z 1972 roku — Franciszek Retman (Stanisław Latałło) — to w zasadzie przeciętny młody człowiek: Franciszek jest oczywiście, przede wszystkim Jedermannem, jak my wszyscy, takim jakich wielu. I stereotypowe miejsca, w których żyje, i warunki. Wiele tu z Polski, ze sposobu bytowania polskiego studenta, statystycznie przeciętnego. Zwyczajny jest jego los przez cały czas. Przerwał studia. Zarabiał na życie, wreszcie powrócił na uniwersytet i studia ukończył. Niestereotypowe staje się dopiero to, co się we Franciszku dzieje i pytana, jakie stawia.2 To dopiero Zanussi, jako świetny psycholog ekranu pokazuje straszliwe jego wewnętrzne dylematy. Reżyser ten zawsze czynił prozaiczne sytuacje — ekstremalnymi, poprzez wprowadzanie widza w sam środek problemu, poprzez stworzenie możliwości utożsamienia się z bohaterami, myślenia ich kategoriami i odczuwania ich emocji. Dlatego też i tutaj, adekwatne do wieku bohatera poszukiwania odpowiedzi na egzystencjalne pytania powodują chwilę naszej zadumy. Jak, kiedy, gdzie i czy w ogóle osiągnąć jesteśmy w stanie tytułową iluminację? Podążamy za Franciszkiem i krok po kroku odrzucamy kolejne możliwości. Fizyka miała dawać jasne odpowiedzi — niewystarczające. Tatry, majestat natury — okazują się okrutne. Żona, dziecko — jakby zbytnio absorbując czas, coraz bardziej oddalają od prawdy. Może wiara? A może przeciwnie — biologia, badanie właściwości ludzkiego mózgu, tym samym rozumu? Wszystko na nic. Film pokazuje, iż do prawdy zbliża nas doświadczenie, nie sama chęć jej poznania. Ale jednak nie na tym chciałam się skupić. Na celu miałam wskazać na nonkonformistyczną postawę bohatera, na nie usatysfakcjonowanie prostym modelem życia. Franciszek chce czegoś więcej. Poszukuje, podejmuje ryzyko. Te wyznaczniki są właśnie cechą wspólną głównych bohaterów omawianych przeze mnie filmów i elementem decydującym o ich właśnie wyborze. Bohater, zarówno Retman, jak i pozostali, jest tu bardzo problematyczny, niejednolity, zmieniający się. Oto sedno.

Geniusz na wysypisku społeczeństwa — czyli „Życie i twórczość Józefa M.”

Janusz Kijowski od zawsze miał inklinacje do przedstawiania ludzi „niedopasowanych” do sytuacji, w jakich się znaleźli. Ale to właśnie „Indeks” (nawet pomimo „Kung-fu”) jest spośród jego filmów najlepszym. Film z roku 1977, odnoszący się do opowiadania „Brat” Andrzeja Pastuszka, lecz sytuujący akcję tuż po marcu ’68 w środowisku studenckim. Pozwolę sobie nie zgodzić się ze słowami Aleksandara Jackiewicza, który określił fabułę — samotna i przegrana walka z publicznym złem.3 To byłoby zbyt proste. Owszem — „publiczne zło” — to, co najbardziej odczuwa i z czym walczy główny bohater filmu, Józef Moneta (Krzysztof Zaleski). Ale to „zło” jest pojęciem bardzo względnym, z czego Moneta doskonale zdaje sobie sprawę. Dlatego jest to też walka z samym sobą, własnym niezdecydowaniem. Bo tak naprawdę cały film przedstawia konflikt zachodzący we wnętrzu naszego bohatera. Z jednej strony Moneta szydzi i gardzi tymi, którzy się ustatkowali, żyją według schematu: praca / dzieci / rodzina. Z drugiej, może też chciałby jak oni, ale duma mu na to nie pozwala, bądź też dlatego, iż urodził się wiecznym buntownikiem i nie daje się uwieść konwencji, nawet gdyby się już na to zdecydował. Dlatego też traci osobowość, gubi się. Czyta Kierkegaarda w węglowni itd. Jego życie jest pewnego rodzaju degrengoladą. Bronią Monety są palący cynizm i inteligencja. Z jednej strony asekuruje się nimi, z drugiej — dystansuje się wobec nich, traktując je jak zbytki łaski, jak przekleństwo. Józef M. pochodzi z prowincji. Może to jest jeden z jego głównych problemów? Mikro-niedopasowanie chłopaka ze wsi do życia w mieście przekłada się na makro-niedopasowanie do życia w ogóle? Raczej nie, gdyż problem, jaki Kijowski przedstawił dotyczy każdego obciążonego samoświadomością młodego człowieka. Po cóż zwracałby się z filmem swym do ludzi, gdyby nie pewność, że zostanie zrozumiany? Dlaczego wybrał akurat taki temat do swej pracy dyplomowej? Czyż nie dlatego, iż sam szukał odpowiedzi? Bez wątpienia udało mu się stworzyć podstawy do głębszych rozważań. Dowodem na to niech będzie fakt, iż piszę te słowa. A zatem jaką postawę wybrać? Jak żyć? Czy trzeba zepchnąć ideały na boczny tor, schować dumę i honor do kieszeni? Dopasować się? Kijowski zakończeniem odpowiada — „tak”. Choć nie jest to kwestią chwili, radykalną zmianą. To przychodzi samoistnie i jest normą uregulowaną społecznie.

Co ciekawe, opiekę literacką nad filmem sprawował Tadeusz Konwicki, który już wcześniej zauważył: Uwielbiam ludzi, którzy żyją, jakby pisali wiersz. Wszyscy kochamy tych oryginałów, co potrafili zerwać kajdany mieszczańskiej stabilizacji, namolnych konwenansów, lękliwej ostrożności życiowej; co szybują beztrosko nad naszymi głowami niczym ptaki z ptasią pamięcią, z ptasią logiką, z ptasią odpowiedzialnością za swój i nasz los. Tak, kochamy tych bożych ludzi, ale cała bieda w tym, że naprawdę ich nigdzie nie ma. Jeśli zdarzają się, to w filmach, w książkach, w anegdocie, czasem, bardzo rzadko, na kartkach historii.4 Słowa te, w kontekście historii Józefa M., są właściwie głównym wnioskiem, lecz wyciągniętym jeszcze przed całą jego nieszczęsną szamotaniną zobrazowaną przez Kijowskiego.

Czas pokaże…

Ostatni film nie do końca pasuje do tematu tych rozważań, gdyż pokazuje, iż wszystko jest kwestią przypadku, nie wyboru. Niemniej jednak obserwujemy w nim losy studenta, borykającego się z rzeczywistością i młodzieńczymi problemami dnia codziennego. Mowa oczywiście o filmie „Przypadek” (1981) Krzysztofa Kieślowskiego. Tutaj różnica postaw jest bardzo wyraźnie zaznaczona. Tyle, że dyktuje je los. Decydującym czynnikiem jest tutaj oczywiście pociąg, na odjazd którego Witek Długosz (Bogusław Linda) zdąży, bądź też nie. Później dopiero — to, kogo spotka na swej drodze. Dowodzi to jego słabości, niezdecydowania, ulegania wpływom, niekonsekwencji w myślach (poglądach) i działaniu. W pierwszej wersji daje się przekonać komunistom, a więc „ogółowi”. W drugim, zupełnie odmiennie — wiąże się z opozycją. Trzecia możliwość jest najbardziej problematyczna. Witek wraca na studia, żeni się, wkrótce zostaje ojcem. Ogólnie rzecz ujmując — jego sytuacja życiowa stabilizuje się. Nasz bohater przyjmuje postawę neutralną, ani nie popiera partii, ani też opozycji, chociaż ku jednemu i drugiemu ma okazje. Nie podejmuje żadnego ryzyka, a mimo tego, kończy tragicznie. Kieślowski przez cały czas pokazuje, że decyzje nasze wiszą jakoby w powietrzu i zależą jedynie od chwili, prozaicznej drobnostki, całkiem przypadkowego czynnika decydującego. Choć teoretycznie możliwość wyboru istnieje, to praktycznie zależy jedynie od tytułowego przypadku. Słowem — nie decydujemy za siebie sami. Reżyser w kontekście historii Witka Długosza powiedział: Człowiek jest jak gdyby przeznaczony do postępowania w pewien określony sposób niezależnie od okoliczności. Postać w filmie znajduje się na trzech różnych drogach, ale zasadniczo pozostaje taka sama.5 Może zatem nie warto zadręczać się pytaniem — co wybrać? — bo i tak zadecyduje o tym los. Może banalny frazes: czas pokaże jest jak najbardziej trafny? Może to właśnie on stanowi o całym sensie naszych dociekań?

© 2004 Emilia Walczak

1 M. Haltof, Kino polskie, przełożył M. Przylipiak, Gdańsk 2004, s. 182-183.

2 A. Jackiewicz, Moja filmoteka. Kino polskie, Warszawa 1983, s. 486.

3 Tamże, s. 524.

4 T. Konwicki, Kalendarz i klepsydra, Warszawa 1989, s. 175-176.

5 filmpolski.pl.

verte.art.pl > Film > Eseje > Ulotne ideały

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski