Najnowszy film Billa Condona, mimo że nominowany kilkakrotnie do tegorocznej nagrody Oskara, nie jest bynajmniej arcydziełem kina. W dziedzinie najnowszego musicalu trudno jest przecież dorównać filmowi „Chicago” (2002) Roba Marshalla, który bezdyskusyjnie podwyższył poprzeczkę pozostałym twórcom tego wymierającego gatunku. Ale, zdaje się, nie o doskonałość tu chodzi, lecz o fakty. A fakty zostały dość sprytnie przemycone przez twórców filmu… I tak film „Dreamgirls” można oglądać na dwa sposoby: jako — gdzieś do połowy czasu trwania — wartko przedstawioną opowieść o muzycznych latach 60. i 70. w USA, z Beyoncé Knowles i Eddiem Murphy na ekranie, lub też jako historię tria The Supremes. Pierwszy model odbioru jest adekwatny dla pospolitego widza, dla którego muzyka w tym filmie, zresztą doskonale stylizowana na brzmienie lat 60. i 70., może się wydać czymś egzotycznym i ciekawym lub — w wersji bardziej pesymistycznej — który stwierdzić może po prostu: e, bez sensu; drugi model natomiast — dla tych, którzy wiedzą, co znaczy magiczne słowo-klucz do świata muzyki: „MOTOWN”.
„Motown” jest legendarną wytwórnią, która wypromowała takie gwiazdy, jak m.in. The Temptations, Four Tops, Marvin Gaye, Stevie Wonder, Martha Reeves & The Vandellas, Gladys Knight & The Pips, Brenda Holloway, Jimmy Ruffin, The Jackson 5 czy w końcu: The Supremes. Dwa ostatnie są dla „Dreamgirls” kluczowe — film jest bezsprzecznie o The Supremes, a imitacja The Jackson 5 w filmie się pojawia, wykonując piosenkę do melodii hitu „ABC” w programie Eda Sullivana, który, nota bene, pojawia się tu także (!) na wmontowanym materiale dokumentalnym (fragment „Ed Sullivan Show”).
Akcja filmu zaczyna się w momencie, kiedy filmowe The Dreamettes (rzeczywiste The Primettes) biorą udział w konkursie zespołów wokalnych, aby stać się sławne i podbić serca przyszłych fanów na całym świecie. Niestety nie jest to wcale takie proste, bo jury jest skorumpowane. I gdyby nie niejaki Curtis Taylor Jr (w tej roli Jamie Foxx) — rzeczywisty Berry Gordy Jr, szef wytwórni „Motown”, przyszły mąż rzeczywistej Diany Ross (filmowej Deeny Jones, w tej roli wspomniana Beyoncé), który załatwia im rolę chórków dla niejakiego Jamesa „Thunder” Early (to akurat nie jest alter ego Jamesa Browna!), dziewczyny nigdy nie zdobyłyby rozgłosu. Wkrótce, stając się coraz bardziej popularne, odłączają się od Jamesa i zaczynają karierę solową jako The Dreams (The Supremes), a niedługo potem przemianowują się na Deena Jones & The Dreams (Diana Ross & The Supremes, od 1966). Potem z zespołu odchodzi Effie (rzeczywista Mary Wilson, w tej roli Jennifer Hudson). Jedynym pominiętym faktem z życia samej Diany Ross jest to, że w 1969 roku odeszła z zespołu — w „Dreamgirls” Deena Jones & The Dreams śpiewają razem aż do późnych lat 70. O przeskoczeniu tego incydentu przesądza po prostu konstrukcja filmu — nie ma tu głównego bohatera, wszyscy są równouprawnieni. Dlatego reżyser nie skupił się na szczegółach z życia samej Diany, aby nie zakłócać sprawiedliwych proporcji. Lecz cała reszta jest zupełnie przejrzysta i dlatego można zdecydowanie stwierdzić — to jest film o The Supremes.
Ponadto pewien konkretny kontekst — złotych czasów muzyki soul, r’n’b, funk — jest wielokrotnie akcentowany — wiemy, kim są J. B. i Ottis, o których brzmieniu toczy się w filmie rozmowa — to oczywiście James Brown i Ottis Redding. Jest więc „Dreamgirls” apologią tamtego etapu rozwoju muzyki, zważmy chociażby na pokazany w filmie — z jakże wielką pieczołowitością! — proces tłoczenia płyty winylowej, niekwestionowanego symbolu lat 60. Później era disco, lata 70. — doskonale oddana atmosfera występu Deeny Jones & The Dreams, ze wszystkimi charakterystycznymi elementami stosownymi dla tego rodzaju muzyki. Tak, „Dreamgirls”, mimo że to nie arcydzieło ekranu, jest niesamowitą, emocjonującą podróżą przez świat muzyki, która żyje wciąż w sercach co niektórych.
© 2007 Emilia Walczak
verte.art.pl > Film > Recenzje > Wehikuł czasu
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski