Wbrew temu, co często mówi się na świecie, „Lot nad kukułczym gniazdem” nie jest najbardziej reprezentatywnym filmem opowiadającym o życiu w szpitalu psychiatrycznym, choćby z tego jednego powodu, że Forman użył tam owego miejsca jako metafory, za pomocą której przejmująco wyraził swój sprzeciw dla niszczącej siły władzy wobec jednostki.
Z kolei „Manic” to, moi drodzy, jakby powiedział rodowity Amerykanin, tzw. real deal. Nakręcony w charakterze paradokumentu, w całości przy świetle zastanym przy użyciu kamery cyfrowej, przedstawia obraz trudnego życia na oddziale młodzieżowym jednego z kalifornijskich szpitali psychiatrycznych. Zręcznie unika jednak standardowych przy takich okazjach pułapek dydaktyzmu, jego celem nie jest nawoływanie rodziców, by poświęcali oni swoim dzieciom więcej uwagi. „Manic” jest dziełem wykraczającym poza tego typu, skądinąd trafne, banały. Szalenie przemyślany i inteligentnie napisany, bierze pod lupę przypadek nastoletniego Lyle’a (fantastyczny Joseph-Gordon Lewitt) i koncentruje naszą uwagę na trudnym, indywidualnym docieraniu do przyczyn własnych wybuchów agresji, poczucia niezrozumienia i samotności, których odkrycie trzeba okupić wysiłkiem równie wielkim jak pozostawanie w ciążącym stanie ciągłego gniewu i napięcia.
Żaden inny film nigdy nie dał mi poczuć tak silnie jak „Manic”, że pierwszy krok do rozwoju własnej osobowości, nabrania kontroli nad emocjami zaczyna się od zaakceptowania własnej bezradności wobec tego, czego zmienić już nie możemy. I choć nie dowiadujemy się, czy Lyle będzie w stanie tego dokonać, możemy zobaczyć, że ma taki zamiar, i to optymistyczne zakończenie nie ma w sobie cienia fałszu. „Manic” to nie tylko filmowe zwycięstwo, ale też po prostu ważny film o mikroświecie, który wciąż pozostaje tematem tabu.
© 2010 Jacek Szafranowicz
verte.art.pl > Film > Recenzje > Weź to na klatę („Manic” Jordana Melameda)
© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Monika Mohylowska