Who watches the „Watchmen”? To pytanie można interpretować różnie, począwszy od konotacji filozoficzno-poetyckich1 po dosłowne wręcz: kto ogląda2 „Strażników”? Jeżeli wziąć pod uwagę frekwencję widzów podczas jednego z premierowych pokazów kinowych (który, nawiasem mówiąc, odbył się dobrych parę miesięcy temu) tej ekranizacji słynnego komiksu3 Alana Moore’a, można by odpowiedzieć: niewielu. Czy ten brak zainteresowania spowodowany był faktem, iż film traktował o superbohaterach, czy też tym, że owe postaci o nadnaturalnych mocach nie dorównały w Polsce sławie Spidermanowi?
Ważniejszym zdaje się jednak rozstrzygnięcie wątpliwości, czy stawianie „Strażników” (org. „Watchmen”) na tej samej półce, co innych Super-, Hiper- i X-Menów, byłoby w ogóle słusznym posunięciem? Dla osób, którym ta powieść graficzna nie jest obca, odpowiedź jest zapewne prosta. Moore bowiem pisał o superbohaterach w dość nietypowy sposób, czyniąc taką klasyfikację stosunkowo problematyczną. Dla niego owe postaci były w większym stopniu pretekstem do swoistej analizy mechanizmów rządzących kulturą (popularną) w Stanach Zjednoczonych, niż obiektem fascynacji per se. „Strażnicy” są więc komiksem w pewnym sensie „zaangażowanym”, i nie jest to w żadnym razie nadinterpretacją. Moore sam kiedyś zaznaczył, że jego „teksty” skierowane są do odbiorców, którzy nie zmieniają kanału, gdy zaczynają się wiadomości4.
Przyjąwszy taką właśnie postawę, stworzył on powieść graficzną, w której czytelnik dostrzec może wpływ ideologii na przestrzeń publiczną. Na terytorium tym, będącym w polu emanacji kultury popularnej, odbiorcy doświadczali bowiem od 1938 roku surogatu idei supermocarstwa amerykańskiego w postaci Supermana i innych Übermenschów, którzy pomagali im podtrzymać wrażenie bezpieczeństwa, potęgi i niezniszczalności ich zbiorowej fantasmagorii. Co więcej, Moore w sposób bardzo wnikliwy osadził swoją historię w kontekście Ameryki lat osiemdziesiątych, która przesiąknięta była nostalgią5, lękami oraz paradoksami poprzednich i, jak dobrze zorientowany odbiorca na pewno zauważy, przyszłych dekad.
Pomijając ciekawe nawiązania do Boba Dylana, Biblii i Eadwearda Muybridge’a (!!!), można w „Strażnikach” odnaleźć trafne zestawienia różnych zjawisk kulturowych, np. tradycyjnych przebieranek w święto Halloween z równie głęboko zakorzenioną w kulturze amerykańskiej ideą zamaskowanego bohatera, a także paralelne konstrukcje fabuły i przytaczanych przez autora „komiksowych” cytatów. Jednak najważniejszą rolę zdają się tu pełnić wątki polityczne, związane z wyścigiem zbrojeń, rzekomo nieuniknioną nuklearną zagładą, mccarthyzmem, jak i skłonnością Stanów Zjednoczonych do kontrolowania globalnej sytuacji ekonomicznej i politycznej.
Czytając ten komiks, z czasem można się więc zorientować, że nie tyle Superman (czy raczej w tym przypadku: Ozymandiasz lub Dr Manhattan), co Ameryka jest strażnikiem pilnującym przysłowiowego „pokoju na Ziemi”; czuwającym nad światową „równowagą” sił. Mimo wszystko, podobnie jak bohaterowie opisani przez Moore’a, jest ona w pewnym sensie „wyjęta spod prawa” i ukrywa się pod maską kolektywnego snu, co pozwala jej na uniknięcie konsekwencji za ewentualne nadużycia. Na pytanie who watches the „Watchmen”?, przytoczone na początku tego tekstu, należałoby zatem udzielić Moore’owi oraz rzymskiemu poecie Juwenalisowi odpowiedzi o nieco pesymistycznym wydźwięku. Nikt bowiem nie zdołał jeszcze wybudzić obywateli tego kraju z ich snu o Ameryce.
© 2009 Magdalena Rucińska
2 W języku angielskim „to watch” znaczy nie tylko pilnować, obserwować, lecz także: oglądać.
3 W oryginale ukazał się on w 12 zeszytach, natomiast w Polsce – w 3 tomach.
4 Wypowiedź taką czytelnik znajdzie we wstępie do „V jak Vendetta” Moore’a.
5 U Moore’a atmosfera jest dosłownie przesiąknięta nostalgią, a właściwie perfumami Nostalgia, produkowanymi przez jednego z bohaterów komiksu.
verte.art.pl > Film > Recenzje > Who watches the „Watchmen”? („Watchmen” Zacka Snydera)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski