> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№29 listopad 2006

Wszystko po staremu („Clerks II” Kevina Smitha) Emilia Walczak

Może ktoś za chwilę spadnie z krzesła, albo zgubi pantofle, ale muszę wyznać, że twórczość Kevina Smitha cenię sobie wysoko. Moim zdaniem doskonale przedstawia, zwłaszcza w obu częściach „Clerksów”, beznadziejnie nudne życie szarych, średnio lub mało inteligentnych ludzi z suburbii, zupełnie jak Hal Hartley czy wczesny Jim Jarmusch, tyle że w komediowym tonie, przechadzając się po przedmieściach New Jersey z krzywym zwierciadłem w dłoniach.

W życiu bohaterów z pierwszej części „Clerksów” tak naprawdę nic się nie zmieniło, mimo że panowie Randal i Dante pracują teraz w fast-foodzie, a Jay i Cichy Bob przeszli przez odwyk i zostali nawróceni. Przed Dantem otwiera się co prawda perspektywa nowego, wspaniałego życia na Florydzie, ale ostatecznie nie chce on żadnych wielkich zmian i wybiera dotychczasowe życie u boku przyjaciół. Jakże to wzruszające!

Oprócz tego momentu rozrzewnienia, jest też w całym tym znamiennym Smithowskim absurdzie przemyconych kilka niegłupich zdań. I chociaż Cichemu Bobowi nie udaje się tak spektakularna mowa, jak w filmie „W pogoni za Amy”, to rekompensują to wypowiedziane w odpowiednim momencie słowa Jaya: Some asshole, co zdaje się być przebłyskiem jego inteligencji, jakiej nigdy dotąd nie przejawiał w żadnym z wcześniejszych filmów, których, wraz z Bobem, byli niewątpliwym kolorytem.

Kevin Smith jest znany z tego, że zawsze w swoich filmach miał dobrą muzykę (przykład: utwór „This Is Love” PJ Harvey wykorzystany w „Jay i Cichy Bob kontratakują”), a płyty ze ścieżkami dźwiękowymi do nich sprzedawały się znakomicie. W „Clerks II” bardzo trafionym pomysłem było wykorzystanie piosenki „ABC” zespołu Jackson Five, a entuzjazm, jaki wywołuje ona w bohaterach filmu dowodzi, że produkcje legendarnej wytwórni „Motown” mają w sobie ponadczasową moc oddziaływania. Może nie do końca o taką apologię chodziło Smithowi, a bardziej o dobór odpowiedniego tła muzycznego do „teledysku” w samym środku filmu (kto widział, ten wie, a pomysł to był wyśmienity), ale — podsumowując — muzyka naprawdę jest świetna!

Jeśli w czyjeś poczucie estetyki godzi tak zwana erotyka międzygatunkowa (co według Randala byłoby po prostu oznaką zacofania) albo fakt, iż polskie tłumaczenie wymagało „konsultacji wulgarystycznej”, lub też jeśli należy do jakiejś pro-rodzinnej partii politycznej albo jej nacjonalistycznych bojówek, bądź też jeśli przed premierą „Dogmy” odmawiał różaniec pod kinem w intencji o szybką śmierć bluźnierców, to z pewnością nie jest to film dla niego. Ale jeśli ma szeroki margines tolerancji i jednocześnie potrafi pochwycić specyficzny humor Kevina Smitha — będzie zachwycony tą alternatywną wobec miałkich i nijakich produkcji prosto spod sztampy Hollywoodu komedią.

© 2006 Emilia Walczak

verte.art.pl > Film > Recenzje > Wszystko po staremu

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski