> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№69 marzec 2009

Zapomniany debiut buntownika („The Indian Runner” Seana Penna) Jacek Szafranowicz

Sean Penn – tej osoby żadnemu miłośnikowi kina przedstawiać chyba nie trzeba. Krótko po trzydziestce ten znakomity aktor miał już za sobą kilka znaczących ról – jak choćby tę w „Ofiarach wojny” Olivera Stone'a, burzliwe małżeństwo z Madonną, odsiedziany wyrok w więzieniu za pobicie oraz... debiut reżyserski: „Indiański biegacz”, o którym po dzień dzisiejszy mało kto słyszał. Dlaczego tak się stało, nie nam tu dociekać, jedno natomiast jest pewne – przepadł wówczas film niezwykle szczery, ostry, bezkompromisowy, który mógł wywindować Penna do miana jednego z naczelnych talentów odradzającego się po zachowawczym zastoju lat 80. kina autorskiego w wydaniu amerykańskim.

Historia – inspirowana piosenką Bruce’a Springsteena „Highway Patrolman” ze wspaniałej „Nebraski” – opowiada losy dwóch braci, którzy prezentują dwie odmienne postawy wobec życia. Starszy, Joe (David Morse), przykładny mąż i ojciec, pracuje jako szeryf, prowadząc stateczne, odpowiedzialne życie. Drugi, młodszy, Frank (życiowa rola Viggo Mortensena) po odesłaniu z Wietnamu do cywila nie może poukładać sobie życia. Bezrobotny, wycofany, żyje na krechę w zapchlonym motelu, pije i wszczyna awantury, aż w końcu ląduje w więzieniu. Po wyjściu na wolność Joe postanawia pomóc mu stanąć na nogi – ściąga go do rodzinnego miasta, organizuje mieszkanie i załatwia pracę; w tym czasie Frank poznaje też dziewczynę i niebawem się żenią. Sielanka jednak nie trwa długo, bowiem z natury nieprzewidywalny i wybuchowy Frank, osiągając status Joe’go, usiłuje się z niego wydostać. Prostota takiego życia, systemu, w którym wszystko ma swoje określone miejsce i czas, przytłacza go, nuży, a nade wszystko przeraża. W efekcie niszczy wszystko po kolei – upokarza żonę, rzuca pracę i odwraca się od życzliwego brata, opuszczając miasto, czego Joe nie jest w stanie zrozumieć. To prawda, że Joe od samego początku nie rozumiał Franka – uważał, że jedyne, czego mu potrzeba, to ustabilizować się. Mimo całego wysiłku i cierpliwości, aby taką bazę dla niego zbudować, nie potrafił on jednak przeniknąć okaleczonej psychiki brata, stworzyć atmosfery, w której ten mógł się przed nim otworzyć. Nie żeby Penn kogokolwiek tutaj oceniał – bardziej pragnie zwrócić uwagę na fakt, że rzadko udaje nam się pomóc drugiemu człowieku w taki sposób, w jaki on sam by sobie tego życzył, przez co nasze dobre intencje wydają się nam daremne, pozostawiając w nas poczucie pustki i straconego czasu. Z drugiej zaś strony życie pośród innych ludzi nie zakłada, jak chciałby tego Frank, że zawsze pozostaniemy absolutnie wolni, mogąc robić, co nam się żywnie podoba. Możemy znaleźć równowagę, jednak do tego potrzeba zaufania do drugiej osoby, ale przede wszystkim: do samego siebie, i jeśli tego nie dostrzeżemy, prędzej czy później zostaniemy sami, zgorzkniali, pełni żalu i jeszcze bardziej zagubieni niż przedtem... 

To poruszające studium miłości braterskiej, niezrozumienia i społecznej niedojrzałości Penn kręci z dala od producenckich hal, wyciągając piękno z industrialnego klimatu stanu Nebraska. Ujmuje je w surowe, ziarniste kadry, nostalgicznie odwołując się do kina lat 70.; obiera za główne punkty odniesienia humanistyczną twórczość Hala Ashby’ego, Roba Rafelsona i Johna Cassavetesa, któremu zresztą film dedykuje.

Mimo że Penn odnosi dziś sukcesy zarówno na polu aktorskim, otrzymując Oscara za rolę w „Milku” Gusa Van Santa (2008), jak i reżyserskim, zbierając jednogłośny zachwyt krytyki za zrealizowane niedawno „Wszystko za życie” (2007), tak jednak „Indiański biegacz” pozostaje najdłużej w pamięci jako świadectwo jego nieprzeciętnego talentu. Kto wie, czy któregoś dnia, odgrzebany, odrestaurowany i kompetentnie wydany na DVD nie okaże się, paradoksalnie, najważniejszym momentem w jego niezwykłej karierze.

© 2010 Jacek Szafranowicz

verte.art.pl > Film > Recenzje > Zapomniany debiut buntownika („The Indian Runner” Seana Penna)

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski