> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№73-74 lipiec-sierpień 2010

Z miłości do demolki („From Paris with Love” Pierre’a Morela) Jacek Szafranowicz

Do Paryża przyjeżdża twardy Jankes i zaprowadza porządek – tak w skrócie można by streścić fabułę „From Paris with Love” – najświeższej bomby atomowej z fabryki Luca Bessona, specjalizującej się we współczesnym kinie akcji, stylistycznie gdzieś na przecięciu serialu „24 godziny” i żelaznych klasyków lat 80. pokroju „Commando”.

Nie chcąc popadać w rutynę po śmiercionośnym „Taken”, duet Besson/Morel ocieplił nieco wymowę swojej kolejnej opowieści i zafundował nam współczesną odsłonę przygód słynnego tandemu Buda Spencera i Terrence’a Hilla – infantylnego, absurdalnego i uroczego zarazem. Zderzenie w tym celu dwóch tak różnych osobowości ekranowych jak Jonathan Rhys Meyers i John Travolta było zatem świetnym pomysłem. Pierwszy, jako Reece – ugodowy, zahukany żółtodziób i drugi, jako Wax – nie uznająca półśrodków żywa legenda CIA od zadań specjalnych przebijają się tu przez kolejnych, coraz liczniejszych przeciwników, jakby cała ta afera była inscenizacją gry komputerowej. Pewnym jest więc od początku, że kto tu nie dostanie w papę i jak wymyślnie nie zaliczy gleby, nasi bohaterowie z kolejnych opresji wyjdą bez większego uszczerbku na zdrowiu; zwłaszcza że Wax jest niczym zmartwychwstały „Człowiek Demolka”, a przy tym Amerykański do cna. Gdzie mu tam zwiedzać muzea czy sycić duszę widokiem katedry Notre-Dame! To facet z innej epoki, żeby nie powiedzieć: wymiaru. Wykolczykowany, ogolony na łyso przypomina goryla wyrwanego z buszu, który, gdy przez następne pięć minut nie skręci komuś karku ani nie wpakuje kuli w łeb, gotów jest sprawić wrażenie, że coś fundamentalnego w świecie tego filmu zostaje zaburzone. Brak mu ogłady, za jedyne pożywienie uznaje cheeseburgera z McDonalda, ale to właśnie on jest tu siłą napędzającą komediowość całej tej farsy, bowiem swoim rozpasaniem doprowadza swojego znerwicowanego partnera do szału. Travolta jest tu zresztą znakomity – pełen dystansu do roli, zręcznie balansuje na granicy dobrego smaku, a kiedy jest o krok od jej przekroczenia, Rhys Meyers w odpowiednich momentach dodaje swoje trzy kulturalne grosze i natychmiast przywraca równowagę.

Specjalnie piszę o „From Paris with Love” ogólnikowo – bowiem i po co miałbym niepotrzebnie psuć Wam zabawę. Głosy, jakie miałem okazję słyszeć – że Besson znalazł łatwy patent na sukces, zapraszając do Paryża hollywoodzkiego aktora, aby ten pobiegał sobie, poskakał i postrzelał – niewątpliwie są trafne. Koniec końców, każdy dowcip, choćby najlepszy, opowiada się raz. Myślę jednak, że dopóki Besson będzie znajdował pomysły na zręczne ożywianie formuły, nie ma się co obawiać, że tak wzorowo zrealizowane produkty, jakimi są „Taken” czy „From Paris with Love”, podzielą losy wydumanej trylogii „Transporter”. Ja zresztą już teraz zastanawiam się, kto następny dostanie owo zaproszenie. Billy’ego Boba Thorntona raczej nie ma co się spodziewać, ale taki, dajmy na to, Ray Liotta, nadałby się w sam raz, nieprawdaż?

© 2010 Jacek Szafranowicz

verte.art.pl > Film > Recenzje > Z miłości do demolki („From Paris with Love” Pierre’a Morela)

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Monika Mohylowska