> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№12 czerwiec 2005

Antynomie („Tommaso del Cavaliere” Juliana Stryjkowskiego) Jarosław Bytner

W dłuższym opowiadaniu „Tommaso del Cavaliere” (1982) najważniejszy w twórczości Juliana Stryjkowskiego motyw poszukiwania wartości moralnych wśród zawirowań historii staje się mniej znaczący. I trudno się temu dziwić, skoro na jego miejscu pojawia się miłość. Kompozycyjnie, wykorzystując chwyt antynomii, Stryjkowski nie dokonuje niczego rewolucyjnego, interesujące jest natomiast to, że służy on nie tylko ukazaniu „mijania się” kochanków (czy lepiej: potencjalnych kochanków), ale — jak się wydaje — jest zasadą konstrukcyjną całego utworu. Przyglądając się bohaterom, ich wzajemnym relacjom oraz uczuciom, można dostrzec, iż z różnych perspektyw dwaj główni bohaterowie, Michał Anioł i del Cavaliere, jawią się dwiema zupełnie innymi postaciami. Dla Mistrza Tomasso jest wcieleniem miłości i piękna, jest wymarzonym kochankiem, z rozpaczliwej tęsknoty za którym choruje. Dla bohatera-narratora natomiast, już po pierwszej wizycie młodzieńca na Macel d’Corvi, było oczywiste, że Tomasso stanie się nieubłaganą koniecznością, klejnotem złowieszczym — fatum! (11). Potem niewiele dowiadujemy się o tytułowym bohaterze, przede wszystkim dlatego, iż pojawia się on już tylko epizodycznie. Narrator informuje nas jeszcze o jego tchórzostwie po ukazaniu się listów Aretino i o pośmiertnym pocałunku, który składa na twarzy Mistrza.

O tym ostatnim, wiemy już znacznie więcej. Michała Anioła, człowieka i artystę, poznajemy w optyce (często retrospektywnej) narratora. Tak jeden, jak i drugi jego wizerunek konstytuują opozycje. To genialny artysta, który arogancko lży konkurentów (Leonarda da Vinci, Rafaela), nie uznaje autorytetów (spór z papieżem Leonem X i wysłannikami Soboru). To ludzkie oblicze Mistrza to nie tylko bezkompromisowość w walce o niezależność swojej sztuki, ale także zapalczywość i upór, to skąpstwo (praktyki handlowe, pieniądze pożyczane na kredyt), to chorobliwa podejrzliwość, drwiące i szydercze usposobienie. I z drugiej strony poznajemy go jako nieśmiałego, subtelnego i uwikłanego w niemożliwe do spełnienia uczucie kochanka.

Antynomiczne są także relacje pomiędzy bohaterami. Miłość kochającego Michała Anioła narratora jest tak samo beznadziejna, jak miłość Mistrza do Tomassa. A lekceważący, obojętny stosunek emocjonalny del Cavaliere do Michała Anioła miałby swój odpowiednik w ironicznym, pobłażliwym i równie obojętnym odnoszeniu się artysty do bohatera-narratora.

W opowiadaniu ważnym problemem jest także relacja pomiędzy miłością a sztuką. Miłość staje się tu siłą uniemożliwiającą wszelką działalność artystyczną, kreatorską. Kochający Tomassa Michał Anioł słał do niego listy, a gdy te pozostawały bez odpowiedzi: Mistrz przestał rzeźbić. (…) Od lat niczego nie dokończył (19). I w żadnym też przypadku dla nieszczęsnego starca wzgardliwe milczenie nie stało się impulsem do tworzenia. U Stryjkowskiego bowiem sztuka nie może zastąpić miłości, bo piękno sztuki zostało tu strzaskane prawdą miłości.

Antynomiczny jest wreszcie — co wydaje się oczywiste — związek pomiędzy miłością i śmiercią, rozumianymi tu jako bycie pełne, konieczny warunek istnienia, rozkwitu sił witalnych, szczęścia po prostu, które przeciwstawione zostaje niebyciu, duchowemu, psychicznemu i w końcu fizycznemu unicestwieniu. Dla Michała Anioła zmieszane zostały jak w kielichu słowa „miłość” i „śmierć” (19). I w konsekwencji relacja pomiędzy miłością a śmiercią nabiera charakteru dialektycznego. Miłość i Śmierć. Miłość w ramionach Śmierci. Raczej Śmierć w ramionach Miłości. Jak Pietá (19). Miłość to antynomia. W „Tommaso del Cavaliere” definicja miłości jest refleksyjna i elegijnie piękna. I nie pozwala zapomnieć o jej niezmiennym uwikłaniu w ból, rozpacz niespełnienia oraz rozstania, te międzyludzkie, tymczasowe, i te ostateczne.

I nie pozwala też zapomnieć — jeśli można o tym zapomnieć — że miłość jest najważniejsza. Dlatego przecież Stryjkowski wysunął na pierwszy plan Tomassa, umieszczając go w tytule utworu, mimo, że jest on zaledwie bohaterem epizodycznym. Trafnie skomentował ten chwyt Leszek Bugajski: Podkreślił tym zabiegiem [Julian Stryjkowski — JB] szczególną rolę miłości w życiu artysty, nawet jeśli jest to miłość zła, wyklęta, nawet jeśli później pojawia się ona w zawoalowanej formie — jako „skłonność”, za którą trzeba odpokutować. (…) Również więc wtedy, gdy towarzyszy tej miłości poczucie winy, jest ona konieczna, stwarza stan specjalnego napięcia, stwarza nową jakość w życiu artysty, nadaje mu nowy sens i pokazuje jakąś drogę wśród splątanych układów władzy, wiary, cenzury, ideologii, kłopotów codziennych.1

© 2005 Jarosław Bytner

1 L. Bugajski, Władza, wiara i miłość, [w:] Pozy prozy, Warszawa 1982, s. 15-16.

verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Antynomie

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski