> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№28 październik 2006

Cień tradycji w ponowoczesnym świecie („Cień wiatru” Carlosa Ruiz Zafóna) Emilia Walczak

Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie. Carlos Ruiz Zafón

Cytat powyższy, pochodzący z powieści Carlosa Ruiz Zafóna „Cień wiatru” — którą to książkę można by przy okazji potraktować także jako zbiór rozproszonych na jej stronach tego typu właśnie trafnych aforyzmów — wolno zinterpretować nam zarówno bardziej, jak i nieco mniej metafizycznie. Jeśli wybrać tę drugą możliwość, a więc, podług własnych możliwości i wiedzy, spróbować dopatrzyć się w powieści licznych intertekstualnych tropów, wtedy najistotniejszym punktem odniesienia staje się postać José Ortegi y Gasseta, którego nazwisko pojawia się u Zafóna kilkakrotnie — i to w takich kontekstach, które pozwalają przypuszczać, iż autor ceni sobie tegoż kontrowersyjnego hiszpańskiego „wolnomyśliciela” lat 40. Zapewne z tej sympatii wynika między innymi to, że akcja powieści osadzona jest w latach 40. i 50. XX wieku, kiedy po pierwsze Ortega y Gasset działał najprężniej, a po drugie, kiedy kultura nowoczesna przez niego krytykowana nie zdążyła jeszcze przeobrazić się w ponowoczesną — czyli, według Zafóna, jak można przypuszczać — w ogóle żenującą i zgoła niegodną uwagi. Bo, co widać, uwaga tego młodego pisarza skupiona jest na literaturze i sztuce pierwszej połowy XX wieku, jak i na dorobku kulturowym stulecia poprzedniego. To z nich zdaje się czerpać inspiracje.

Jest w „Cieniu wiatru” oczywiste nawiązanie do „Imienia róży” Umberto Eco — w postaci Cmentarza Zapomnianych Książek; jest też drobiazgowość i porządek świata przedstawionego znamienny dla powieści realistycznej XIX wieku. Odnajdziemy także coś z poetyki filmowego neorealizmu włoskiego lat 40. — rozdział „Dni popielcowe 1945-1949” przywodzi na myśl „Złodziei rowerów” Vittoria De Siki z 1948 roku: mały Zafónowski Daniel przemierza z ojcem ulice Barcelony pogrążonej w powojennej nędzy. A jeśli już mowa o filmach — a musi być o nich mowa, bo Zafón jest też człowiekiem kina, gdyż poświęca się scenariopisarstwu — dość trafnym, choć bardzo swobodnym i być może dziwnym zabiegiem interpretacyjnym byłoby zestawienie „Cienia wiatru” i „Gosford Park” Roberta Altmana, filmu z 2001 roku, podobnie jak książka Zafóna. Dlaczegóż tak? Bo doprawdy trudno orzec, co w tej hiszpańskiej powieści jest najważniejsze: Tajemnica czy też może wszystkie towarzyszące próbie jej rozwiązania zdarzenia poboczne dotyczące życia uczuciowego głównego bohatera. U Altmana również — istotnym nie jest wcale to kto zabił, a w zamian języczkiem u wagi stają się wszystkie drobne niuanse i intrygi. One zostają wzniesione na piedestał ważności. Dość podobnie w „Cieniu wiatru” — tutaj zagadka Juliana Caraxa równoważy się z życiem codziennym Daniela Sempere i z całą jego życiową inicjacją.

Tak zatem pamiętajmy, że „Cień wiatru” to nie tylko dobrze napisany thriller i kryminał przetłumaczony na 36 języków, mający służyć rozrywce. To także niezwykle mądra, pełna poczciwego poczucia humoru, pozbawiona artystowskiego nadęcia bardzo istotna książka o ludzkich uczuciach, jaka została napisana w ostatnich latach.

© 2006 Emilia Walczak

verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Cień tradycji w ponowoczesnym świecie

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski