Mieszane uczucia, zmieszane historie, pomieszana współczesność w obiektywie pisarza, o którym mówi się, iż jego metafizyka jest zadziwiająco rzeczywista i metafizycznie namacalna. Lektura wakacyjna – z pewnością! Tramwajowa – kilkukrotnie ledwo zdołałam usunąć się dobrowolnie z pojazdu dojeżdżając na pętlę. Pozycja warta polecenia, nawet dla tych, którzy nie lubią Coelho – tym razem to zupełnie inna fabuła. Nie ma czarownic, brak alchemii, nie ma tajemniczych krain, nie ma nieszczęśliwych kobiet, nikt nie postanawia umrzeć, nikt nie przemierza kilometrów ani fizycznie, ani psychicznie. Pozostaje filozofowanie, które w przypadku Coelho czasem jest… męczące, choć banalność ubrana w piękne słowo zawsze w cenie. Gdybym była powierzchowna, powiedziałabym, że jest to kryminał, dobry kryminał ze świetnymi opisami zbrodni – przynajmniej na początku nie wiadomo, co się dzieje, a trup się ścieli, może nie gęsto, ale za to JAK! Autor przemieszał historie kilku osób, umieszczonych w strukturach Cannes, które albo chcą być,albo są gwiazdami. „Kultura celebrytów”, z którą mamy do czynienia w książce, jest przedstawiona bardzo trafnie, myślę, że najtrafniejszymi odbiorcami tej pozycji będą świadomi siebie i swojego uwikłania uczestnicy tej kultury. Statystyczny mieszkaniec blokowiska też przeczyta – w książce jest coś, co cenię szczególnie w beletrystyce – walory poznawcze. Jeżeli z książki nie dowiem się niczego nowego, to staje się to dla mnie nudną lekturą opartą na czymś, co znam. Coelho przegenialnie opisał i nazwał zachowania celebrytów oraz tych, którzy zlizaliby z ich stóp wszystko, łącznie z naszą swojską pasztetową.
Pisarz kojarzony z „Alchemikiem”, książką, która nadal pozostaje pozycją ulubioną, a niekiedy jedyną kojarzoną z autorem, osadził akcję w jednym miejscu, w jednym czasie, wszystko dzieje się w przeciągu 24 godzin filmowego szaleństwa. Miasto zakorkowane, w głowach dzikość i szał, w biodrach parcie na sukces i litry szampana i brak znajomości filmów, które rzekomo się oglądało – cóż, takie prawo Superklasy, jak nazywa ich Coelho. Co ciekawe – autor nie pisze o pieniądzach dosłownie, wszystko nimi pachnie, są wszechobecne, ale nie ma ich wprost. Jedno jedyne na całą książkę rozważanie – jak wygląda pranie brudnych pieniędzy – mogłoby posłużyć za świetny instruktaż przyszłemu „biznesmenowi”. Obłuda, strach, fałszywe uśmiechy, złość, zawiść i determinacja, z jaką jeden z bohaterów walczy o… No właśnie, o cóż walczy Igor tak naprawdę? Czy walczy o miłość? O Ewę?
Książka jest bardzo wciągająca, czyta się jednym tchem, chociaż przy końcu tchu braknie, mieszane uczucia są efektem podwójnego pragnienia: czytania i wyrzucenia. Jurij Andruchowycz wyzwala podobne uczucia i reakcje – pachnąc Chanel Egoiste, z jednej strony mamy ochotę się o niego wycierać niczym kot, z drugiej zaś chcemy uciekać, byle więcej go nie poczuć. Siła odczuć jest wprost proporcjonalna, a zatem stoimy w miejscu bujając się raz OD,a raz DO. Coelho stworzył tym razem pozycję, którą chce się przeczytać jak najszybciej, ale (!) przy jednoczesnym poczuciu nudy i zmęczenia odczuwamy ciekawość i ogromne pragnienie dobrnięcia chociażby do następnego rozdziału… I tak w kółko. Żartując z mistrza, który zawarł także wątek miłości homoseksualnej – modelka i jej fotografka ostatecznie zwyciężają w bitwie o sławę, pozostając zupełnie niezamierzenie niezależnym tandemem zawodowo i prywatnie; można powiedzieć, że lesbijki wygrywają – nikt ich nie zabił, nie pokłóciły się, nie oszukały i przede wszystkim obca jest im hipokryzja celebrytów, choć z racji wykonywanego zawodu są aktywnymi uczestniczkami tej kultury. Jest to wątek silnie poboczny, lecz ważny z punktu widzenia idei, nazwijmy ją ideą miłości i wolności, ten motyw tłumaczy nieszczęście, jakie wiąże się z posiadaniem pieniędzy i superpozycji w świecie rządzonym przez Superklasę. Przy czytaniu polecam skupianie się na wszystkich wątkach; niestety, pisarzowi nie udało się zrównoważyć tych historii, na prowadzenie zdecydowanie wysuwa się historia Igora, w ostatecznym rozrachunku wszystkie postaci spotykają się niemal na tym samym tarasie, choć się nie znają, są ze sobą połączeni mackami zależności. Wątki pobocze są natomiast zacnym uzupełnieniem historii zrozpaczonego Rosjanina. Finał powieści jest zaskakujący i wszystko rozgrywa się w ciągu siedmiu linijek tekstu – pod żadnym pozorem nie należy tych stron wertować!!!
PS Dla rosjoznawców i Rosję kochających – świetna lektura, jak Rosjanin odnajduje się w targanej żądzą sławy Europie!
© 2009 Maria Natalia Kistowska
verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Coelho schodzi na ziemię („Zwycięzca jest sam” Paula Coelho)
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski