Sztukmistrzu, rozkładaj swoje instrumenty.
Wysokie echo powraca z gór, słychać huk wiosennych potoków.
Dziecinnym oczom, jak twoim kiedyś, objawia się pierwszy raz
piękno ziemi.
Sztukmistrzu, budujesz gwiazdę, która będzie wędrować
po niebie dopiero co urodzonych.
Podczas gdy ty usuwasz się bez żalu, myśląc o tym, jak trudno
było przeżyć życie.
I nauczyć się, że dostajemy nie to, czego chcieliśmy,
a dwie największe cnoty to rezygnacja i upór.
I że świadomość nie daje pociechy, bo jest świadomością błazna
fikającego koziołki na scenie i chciwego oklasków.
Nabyłeś nie żądanej wiedzy o sobie i innych,
wypełniłeś się po brzegi litością i podziwem.
Oby ci, którzy ciągnąć dalej mają dzieło, zaczynali tam,
gdzie ty kończyłeś, mistrzu pokonanej rozpaczy.
Pochwalający, odnawiający, uzdrawiający, wdzięczny za to,
że były dla ciebie i będą dla innych wschody słońca. „Sztukmistrz”
Interpretacja jako osobiste przemyślenia na temat dzieła literackiego, zależna od jego zawartości treściowej, powinna być mu całkowicie podporządkowana. Twórczość Czesława Miłosza narzuca interpretatorom duże wymagania, uczy zarazem prostoty, a bogactwo odniesień do pozostałej twórczości tego poety jest wspaniałą lekcją literatury, nauką obcowania z dziełem i jego twórcą.
„Sztukmistrz” Czesława Miłosza jest wierszem pełnym, zdawałoby się, doskonałej prostoty, pisanym w latach starości i zawierającego przesłanie dla potomnych: Oby ci, którzy ciągnąć dalej mają dzieło, zaczynali tam, gdzie ty kończyłeś… Rozpatrywanie wiersza w tym znaczeniu nasuwa jednoczesne przekonanie, że niniejszy utwór powinno się interpretować po zapoznaniu się z całokształtem twórczości poety, bowiem „Sztukmistrz” jest swoistym podsumowaniem literackich osiągnięć Czesława Miłosza. Zatem treść i forma wiersza jest treścią i formą świadomą, celowym zamierzeniem artystycznym Miłosza. „Sztukmistrz” jest wierszem z kluczem autobiograficznym i bez znajomości tego klucza wiersz nie może być w pełni czytelny dla odbiorcy, a tym bardziej zdaje się niemożliwy do pełnej, wyczerpującej interpretacji.
Z pewnością zamysł zbiorczej analizy własnej twórczości, podsumowania jej w lakoniczny sposób dojrzewał w poecie powoli, to znaczy zbierał on myśli, zapiski (?) na jakiś ostatni moment, w którym osiągnie stopień świadomości pozwalający mu na przejście na drugą stronę. Dowodem na to są chociażby wiersze z „Drugiej przestrzeni” — wydanej dwa lata po tomie „To” — a będące konsekwentnym dopełnieniem wizji poetyckich Czesława Miłosza, który z kolei w „Ziemi Ulro” daje wyraz wiary w ocalenie, w drugą przestrzeń po eschatologicznym oczekiwaniu, którym wypełnione jest życie. Nasuwa to wniosek, że wiersz „Sztukmistrz” jest podsumowaniem, ale i kontynuacją drogi twórczej. Co odpowiada wizji Miłosza o jego twórczości, która jest zarazem spójnością i sprzecznością.
Miłosz także posługuje się w „Sztukmistrzu” charakterystyczną dla siebie metodą pisania — wiersz dorasta sobie po linijce1, stając się — wraz z przechodzeniem do kolejnych, eschatologicznych faz — przedestylowany, tzn. że w przekonaniu Miłosza reprezentuje poezję czystą. Zarazem podjęte przed laty wyzwanie, że poezja jest ogromną destylacją, z uwagi na późny, jesienny wiek poety jest próbą niedokończoną. Kontynuacja zamierzenia w sensie formalnym i dalszą destylacją poezji powinni zająć się inni, młodsi, którzy zaczną, tam, gdzie Miłosz skończył… Jednak on sam nie kończy jeszcze całkowicie, dlatego wiersz „Sztukmistrz” jest podsumowaniem dającym możliwość kontynuacji. Miłosz chce dać na nią szansę sobie i innym.
Poeta podsumowuje własne życie-twórczość w jednym wierszu. Określa się przy tym mianem Sztukmistrza. Mistrzowska sztuczka polega na tym, że wiemy o tym i z twórczości i z autobiografii autora: maga, sztukmistrza, czarodzieja…, będącego dosłownie i w przenośni nauczycielem młodszych pokoleń, który nie uważa się jednak za mistrza, bowiem jak sam stwierdza w „Ziemi Ulro”: (…) obierając dwudziestolatków za swoich partnerów popadałem w ciągłe zwątpienie, bo licho wie, ile z naszych słów natrafia na wrodzoną tępotę czy brak przygotowania i z góry trzeba zakładać, że jeżeli jeden na dziesięciu coś uchwyci, to już dobrze. Za każdym prawie razem zaczynając kurs czułem, że niczym ich nie rozruszam, niczym w ich (…) umysł nie przeniknę, tak że rok po roku przypominałem magika na scenie wyciągającego króliki z cylindra, bez pewności jednak, że sztuka znów się uda. Sztuczką, za pomocą której Miłosz pragnie nauczać literatury jest także niniejszy wiersz, do którego interpretacji należy zapoznać się z twórczością samego Miłosza. Dlatego można przyjąć, że Miłosz w wierszu „Sztukmistrz” pragnie przeprowadzić lekcję pokazową — lekcję literatury i życia.
Sztukmistrzu, rozkładaj swoje instrumenty.
Dowodem na to jest pierwszy wers wiersza: Sztukmistrzu, rozkładaj swoje instrumenty. Instrumenty są wszystkimi gatunkami literackimi, którymi Miłosz się posługuje — eseistyka jest jednym z fortepianów, na którym gram — przyznaje np. w jednym z nielicznych wywiadów. Sztukmistrz streszcza nam w wierszu całą swoją twórczość, a konsekwentnie kontynuowane motywy zamyka w formie krótkich, oddzielonych od siebie wersów. W myśl zasady, że wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie, / pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją, / że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument — przyznaje Miłosz w „Ars poetica”.
Wiersze są zatem sposobem zatrzymania minionej chwili, są zapisem refleksji, wyzwolonej od doznań negatywnych, od cierpienia. Dlatego, że Miłosz pragnie, aby jego poezja była pochwalająca, odnawiająca i uzdrawiająca. Zarazem pełna prostoty, w której zachowany jest stały, niezmienny punkt widzenia. Utworu nie rozsadzają wątki uboczne, dygresje, epizody. Miłosz chwyta w nim fragment rzeczywistości, bez pretensji, by powiedzieć słowami wszystko, bez aspiracji, by wszystko w wierszu wyjaśnić. Wiersz ma raczej na celu zasugerować, stworzyć wrażenie, dzięki któremu możliwe będzie zrozumienie i zinterpretowanie całości.
Dlatego Sztukmistrz rozkładający instrumenty jest bohaterem modelowym, przedstawionym jednoznacznie, bez ogniw pośrednich. Miłosz wprowadzając podmiot liryczny, zwraca się bezpośrednio do niego, a więc prowadzi dialog ze Sztukmistrzem, czyli z samym sobą, co jest czysto poetyckim monologiem. Unika przy tym pokus zarówno katastroficzno-apokaliptycznych, jak i melancholijno-elegijnego pesymizmu. Chłodnej ocenie poddaje człowieka-artystę i stworzony przez niego kawałek rzeczywistości-poezji, a ocena jego dokonań wypada optymistycznie.
Natomiast związek muzyki i poezji, widoczny w określeniu „instrumenty” można interpretować w odwołaniu do fragmentu pism Oskara Miłosza, który traktuje o związku tych dwóch sztuk, z których jednak muzyka potrafi wyrazić teraźniejszość, poezja natomiast jedynie przeszłość.2 Dlatego, że jak pisze Czesław Miłosz w „Ziemi Ulro”: poezję zwabiła w swoje pokoje świadomość. Poeta ustanawia dystans pomiędzy swoim słowem i tym, co się naokoło niego i z nim samym dzieje, z góry wiedząc, że każdy przeżywany przez niego moment jest już miniony, ponieważ jest dla niego materiałem, (…). Zarazem ten przymus wzięcia na siebie roli widza w teatrum mundi, na którego scenie porusza się także on sam jako mała laleczka, zadaje się wynikać z konieczności oczyszczenia. (…) Nie znaczy to, że w uległości wobec udawania kryje się przepis na poezję. Każdy chciałby doświadczyć pełni życia, czy też zmienić się w muzykę, a nie służyć literze, stawia więc opór.
Słowa Miłosza zawarte w wierszu nie stawiają oporu. Instrumenty podkreślają muzyczność, którą chce w twórczości osiągnąć Miłosz. Muzyczność wiersza przejawia się nie w jego rytmie, ale w potrzebie uchwycenia teraźniejszości, zanim stanie się ona przeszłością. Dlatego, że inspiracją staje się wysokie echo czy huk wiosennych potoków — doznania słuchowe, które są krótkotrwałe, a jednak potrafiły zapaść głęboko w pamięć podmiotu lirycznego, choć dzielą go od tych doznań długie lata późniejszego życia. Poezja Miłosza jest w tym kontekście powrotem do źródeł, ciągłym nawoływaniem. Dlatego Miłosz wraca do lat dziecinnych, pragnie jeszcze raz spojrzeć na wszystko oczami urzeczonego przyrodą dziecka.
Wysokie echo powraca z gór, słychać huk wiosennych potoków.
I zaczyna się apokatastasis. Powraca z gór wysokie echo — symbol wspomnień z dzieciństwa — z hukiem wiosennych potoków. Zaczyna się odczytywanie, powtarzanie jakiejś historii w stanie oczyszczonym z wątków ubocznych, przywróceniem stanu sprzed Grzechu Pierworodnego. Możliwość ta łączy się u Miłosza z jego wiarą w odtworzenie rzeczywistości zawierającej tylko pierwotne elementy. Przekonaniem, że chwila powinna żyć wiecznie. Czym bowiem jest echo nawoływania w górach lub huk wiosennych potoków, jeśli nie krótką chwilą, w której odradza się przyroda, a podmiot liryczny wraca do lat dziecinnych, które dawno minęły.
Pragnienie znalezienia się na początku drogi, bystry nurt wspomnień porywa Miłosza urzeczonego jak kiedyś pięknem przyrody. Jesienny schyłek jego życia stapia się z wiosną początków, aby koniec mógł, żyć wiecznie…, aby implikował początek.
Bowiem tylko w świecie przyrody Miłosz czuje się zupełnie sam. Niesłychanie silnie odbiera on zmysłowe piękno przyrody, dlatego potrafi razem z nią współistnieć. Stwarza bowiem ona poczucie niewinności na zasadzie braku pokus. Przyroda nie wydaje sądów tak jak ludzie, nie rywalizuje z człowiekiem.3 Natomiast obcowanie z nią wspomaga autorefleksję, kontemplacja prowokuje wspomnienia. Jest zarazem symbolem wieku niewinności, charakterystycznym dla okresu, w którym jest się dzieckiem.
Dziecinnym oczom, jak twoim kiedyś, objawia się pierwszy raz
piękno ziemi.
Dlatego w tym wersie bohater liryczny Miłosza zmienia maskę, kostium i rolę. Przestaje być mistrzem i czarodziejem, a zaczyna być dzieckiem. Identyfikuje się więc z filozofią Schopenhauera, przyznając, że dar artysty i filozofa ma swój sekret w utajonej wrogości wobec świata dorosłych. Dlatego tutaj, podobnie jak we fragmencie prozy pt. „Strona 17” Miłosz pragnie podkreślić, że Każde dziecko jest genialne, ponieważ jest widzem chciwym, żarłocznym umysłem jeszcze nie schwytanym przez wolę gatunku, a ja dodałbym tak samo prowadzonym przez Erosa, ale który jest jeszcze swobodny i tańczy, nie wiedząc o celu i służbie.
W powyższym wersie Miłosz mały i duży to ta sama osoba, na początku i pod koniec życia. W myśl zasady, o której wspomina, że nigdy nie przestał być dzieckiem, nie należy jednak utożsamiać starości autora ze zdziecinnieniem, ale z chęcią powrotu do prapoczątku, który uosabia postać dziecka. Motyw dziecka jest znamienny dla całej twórczości Miłosza i funkcjonuje tu pewna ciągłość. Natomiast sam problem dzieciństwa wydaje się na tyle ważny, że znajduje uzasadnienie np. w „Dolinie Issy”.
W „Sztukmistrzu” natomiast, Miłosz — sobie tylko znanym sposobem — oczyszcza pamięć ze wszystkiego, co było cierpieniem i wraca do stanu sprzed Grzechu Pierworodnego, jego Dziecinnym oczom, jak twoim kiedyś, objawia się pierwszy raz piękno ziemi.
I choć autor nie może odtworzyć świadomości dziecka, gdyż są to sprawy wymykające się pamięci, to znajduje inne rozwiązanie na odtworzenie charakterystycznego dla wieku dziecinnego klimatu. Broni wizji Rajskiego Ogrodu, podobnie jak w „Piosence pasterskiej” — i otwiera perspektywę bardziej uniwersalną. Świat Miłosza mimo wszystko, a nawet na przekór wszystkiemu jest zawsze jednym i tym samym — rajem dzieciństwa, a wszelki raj musi istnieć poza czasem. Jednak nie ma on charakteru idyllicznego, a istota raju polega raczej na danej człowiekowi możliwości zapanowania nad złem i cierpieniem.
Powrót do dzieciństwa jest także ponawianym procesem odradzania, zwycięstwem nad czasem, którego historyczność i ciągłość zostaje w ten sposób zachwiana. Powrót do źródeł staje się rytuałem oczyszczenia, po wykonaniu którego rzeczywistość staje się znów dziecinną ziemią ułudy, zaczyna oczarowywać swą nieskończoną pięknością, by od początku aż do końca życia mogła powracać ekstaza o wschodzie słońca.
W ten sposób świat i życie stają się zadaniem dla nieskażonej niczym wyobraźni. Bodźcem dla niej jest piękno ziemi, a warunkiem niezbędnym niewinność. Dlatego świat na nowo odkrywany może być tylko przez wcielenie się Sztukmistrza w dziecko. Jest to zarazem świeże odkrywanie rzeczywistości, postulat bycia poetą, który zwraca się wciąż na nowo ku rzeczywistości, a nie ku światu znaku pisanego.
Możemy odczytywać ten wers jako wskazówkę doświadczonego pisarza dla innych, młodszych, aby pamięć o dzieciństwie i co za tym idzie o wizji Rajskiego Ogrodu. Po to, by nie zaginęła, by nie zniszczył jej świat pełen ironii i groteski. Należy bowiem poszukiwać u źródeł, które są gwarantem Piękna, a przypominanie o tym może zachować je od unicestwienia. Doszukać się tu możemy zatem skłonności klasycyzujących autora, dla którego zawód pisarza jest misją, przekazywaniem w swej twórczości Piękna.
Sztukmistrzu, budujesz gwiazdę, która będzie wędrować
po niebie dopiero co urodzonych.
Dlatego doświadczony Sztukmistrz buduje gwiazdę, która jest metaforą powołania poety z wiarą odtworzenia rzeczywistości w oczyszczonej formie. Budując gwiazdę dla dopiero co urodzonych wierzy w profetyczny charakter poezji, w moc wyobraźni twórczej, w nowy renesans wyobraźni. Poezja musi być ocaleniem, ponieważ każdy wiersz jest ekstatycznym doświadczeniem, które można określić jako uniesienie pięknem świata.
Przy tym Sztukmistrz wierzy, że gwiazda ta będzie wędrować po niebie dopiero co urodzonych, a więc, że stanie się inspiracją dla tych, którzy należą do trochę innego wymiaru, dla poetów. A gwiazda owa jest swoistym uniwersum, pewną trwałą wartością, którą należy budować konsekwentnie, nie pytając o przyczynę, a będąc pewnym dobroczynnego skutku i wpływu na innych.
Gwiazda w takim kontekście może być także synonimem nadziei, symbolem spełniających się życzeń Sztukmistrza dotyczących dopiero co urodzonych. Być może budując gwiazdę Miłosz-czarodziej chce, by inni starali się jak najdłużej zachować wiek niewinności, by jak najdłużej pozostawali dziećmi. Przemawia bowiem w tym wersie symbolami charakterystycznymi dla bajek, nasuwającymi liczne, pozytywne skojarzenia.
Zdaje sobie jednak sprawę — przybierając postać Sztukmistrza — że sztuka nie zawsze się udaje, że gwiazdę trzeba budować, bo nic nie spada samo z nieba… Do tego potrzeba trudu. Może zatem powiedzieć, że to właśnie Miłosz buduje gwiazdę, którą jest jego bogata twórczość, jak również życie — poświadczenie długiej historii, której był świadkiem, a jest przedstawicielem.
Owo budowanie zdaje się zatem skromnym przypomnieniem o własnym dorobku twórczym, które może być przykładem i podporą dla młodszych pokoleń. Jednocześnie Sztukmistrz zdaje sobie sprawę z ważności jaką ma duchowa opieka. On sam odwołuje się w swojej twórczości do przykładu swego krewnego Oskara Miłosza, a także do Mickiewicza, Swedenborga, Dostojewskiego czy Blake’a.
Gwiazda jest zatem symbolem także jego cichego życzenia, by być przykładem dla innych, którzy dalej mają ciągnąć dzieło. Stać się nauczycielem i opiekunem pisarzy, którzy zostaną powołani, a ich gwiazda wkrótce zabłyśnie.
Być może Sztukmistrz ma również nadzieję, że kiedy nadejdzie koniec, jego gwiazda będzie świecić jeszcze długo: jasno, pochwalająco, odnawiająco, uzdrawiająco… I będzie drogowskazem wędrującym po niebie, dopiero co urodzonych, którzy ciągnąć dalej mają dzieło.
Podczas gdy ty usuwasz się bez żalu, myśląc o tym, jak trudno
było przeżyć życie.
Sztukmistrz „ten sam i nie ten sam”. Ten, co w przeszłości, w dzieciństwie; a zarazem już „nie ten sam” — zmieniony przez czas — usuwa się bez żalu, powołując się jednocześnie na słowa Jakuba, że trudno było przeżyć życie.
Jednocześnie wers ten może być przestrogą dla młodych pisarzy, iż droga, którą będzie prowadzić ich gwiazda jest trudna, co potwierdza sam żywot budowniczego gwiazdy (Miłosza), który wypowiada się na ten temat w następujący sposób: Myślę, że i świat jest zły, i że być może, jestem jakoś napiętnowany na podobnej zasadzie co Buddenbrook Tomasza Manna. Został artystą, co było skażeniem rodu.4 W ten sposób Miłosz pozbawia dopiero co urodzonych złudzeń, sprowadza ich misję prawie do miana nieuleczalnej choroby, która charakteryzuje się marzycielstwem, ciągłym osłabieniem sił witalnych, zainteresowaniem sztuką, która doprowadza w ostateczności do klęski życiowej i śmierci. Ostrzega przed koniecznością życia artysty we wrogiej mu rzeczywistości, która jest zamachem, całkowitym lub częściowym, wobec jego własnej osobowości. Jednak zapowiedź ta nie jest przejawem pesymizmu, ale doświadczenia życiowego, chłodnego osądu człowieka, który wie, że wymienione trudności można pokonać.
Autor zwraca się w tym wersie również bezpośrednio do Sztukmistrza, ukrywa się pod maską swojego bohatera, jednocześnie jakby mówiąc do siebie, pragnie przekonać go o nieuchronnej przemijalności życia. Podmiot liryczny jest w ten sposób w pełni zależny od woli autora, od jego kondycji. Słucha nakazującego głosu, który poleca: Sztukmistrzu, usuwasz się bez żalu, myśląc o tym, jak trudno było przeżyć życie. Nie jest to stwierdzenie, ale rodzaj nakazu. Kim jest zatem Sztukmistrz? — nasuwa się natychmiast pytanie. Jest to Miłosz, który rozmawia ze sobą, a może Bóg wydaje mu polecenia, zna jego myśli i całe przeszłe życie…, więc nazywa Miłosza Sztukmistrzem? Odpowiedzi należy poszukać w zainteresowaniach filozoficznych poety, który powtarza za Gombrowiczem, iż jest Miłoszem i Miłoszem być nie chce — woli przybrać postać Sztukmistrza, Boga-człowieka. Manifestuje tym trwałe zespolenie ze wszystkim, co jest boskie w świecie, także z przemijaniem. Tym samym podkreśla rangę indywidualnego istnienia obdarzonego mocą wyobraźni, która nie doprowadza do unicestwienia, ale jest darem istot wyższych od człowieka i pomaga mu (dajmonion) tworzyć, a także przewidywać rzeczy przyszłe, ponieważ Miłosz wierzy w profetyczny charakter poezji. W jego przekonaniu podział na literaturę i religię zostaje zniesiony.5
Przekazanie powyższych wskazówek za pomocą Sztukmistrza Miłosz traktuje jako obowiązek. Uwagi owe są bowiem dziedzictwem myśli zaklętym w literaturę. A oto pierwsza z nich:
I nauczyć się, że dostajemy nie to, czego chcieliśmy,
a dwie największe cnoty to rezygnacja i upór.
Ciekawe to doświadczenie, dożyć starości. Mniej, niż obawiałem się, myślę o tym, co było, z wyjątkiem chwil, kiedy słabnie wola zwrócona ku temu, co powinienem zrobić dziś i jutro. Przeszłość jest ogromną księgą z obrazkami, ale podmiot jej nie ukazuje się wyraźnie, rozchwiany, nieuchwytny, proteuszowo zmienny i przez to zawstydzający. Medytacja pociesza odważaniem strat i nabytków, bo jednak nie tylko się traci: z upływem lat przybywa nam zmysłu architektonicznego i klarowność przęseł, linii jak w krysztale wynagradza za niedostatek ciepłych barw. Zarazem uczymy się rezygnacji, skoro już wiadomo, że dystans pomiędzy światem i jakąkolwiek wypowiedzią nie da się, choć kiedyś mieliśmy taką nadzieję, pokonać. — pisze z kolei Miłosz w „Ziemi Ulro”.
Rezygnacja i upór polega bowiem na umiejętności pogodzenia się ze światem, który w niczym nie przypomina Rajskiego Ogrodu z lat dziecinnych lub — w uniwersalnym znaczeniu — nie jest podobny do prapoczątków. Dlatego potrzebna jest ogromna siła charakteru, aby pogodzić się ze zmiennością wszystkiego i przemijaniem, a także utratą raju.
Wpisuje się w ten wers los człowieka, który nie dostaje tego, czego pragnie, ale musi osiągnąć to rezygnacją i uporem. Rezygnacją z osiągnięcia ideału, a uporem w dążeniu do rzeczy dla niego ważnych.
Tylko z wytrwałości bierze się wytrwałość — pisze Miłosz w „Czarodziejskiej Górze”, a ma na myśli wytrwałość wbrew przemijaniu i płynięciu, upór w poszukiwaniu jednego zdania.6 Jeśli odniesiemy to stwierdzenie do wcześniejszych ustaleń, to warto zauważyć, iż Sztukmistrz poleca pisarzowi dążenie do swoistej nieśmiertelności, którą daje poezja. W jej tworzeniu także przydatne są wspomniane w wierszu dwie najważniejsze cnoty, gdyż pozwalają one pokonywać dystans między rzeczywistością a wypowiedzią o niej, przyczyniając się do coraz doskonalszego odtwarzania rzeczywistości w poezji. Pozwalają zatem w ruchu wybrać model wieczny, który przyczyni się do zrozumienia własnego życia poprzez nadanie mu formy (opisanie). Możliwe jest to poprzez alegoryczne zrozumienie logicznych praw rządzących życiem, spisanie ich w formie krótkich symboli (rezygnacja i upór). Wiersz ten jest zatem sposobem porządkowania, podsumowania własnych doświadczeń życiowych, określeniem najlepszych zdaniem Miłosza sposobów życia, wypowiedzeniem się dla innych.
I że świadomość nie daje pociechy, bo jest świadomością błazna
fikającego koziołki na scenie i chciwego oklasków.
Raz tylko rodzimy się na ziemi i spędzamy mnóstwo czasu na różnych błazeństwach i małpiarstwach, na wpół domyślając się, co one naprawdę warte, ale trudno trzymając pióro schodzić poniżej poziomu swojej świadomości, bo w tym przynajmniej chce się zachować dla siebie szacunek. „Ziemia Ulro”
Dlatego świadomość — według Miłosza — nie dostarcza radości, bowiem odważa winy i zasługi. Zarazem przynosi złowieszcze przypomnienie, że kiedy przychodzi świadomość kończy się raj. Świadomość indywidualności własnego istnienia jest dobrem, ale człowiek płaci za nie, gdy musi liczyć się z opinią innych. Dlatego pisarz nieświadomie staje się błaznem, gdyż jego bycie osobno jest jednoczesnym trwaniem w czasie, w którym następuje konfrontacja z innymi, a jego twórczość jest jednoczesnym odsłanianiem własnego ja. Błazenada jest zatem nieunikniona. Uświadomienie sobie skutków tej konfrontacji jest zejściem poniżej poziomu swojej świadomości, ale po cóż analizować własną twórczość? Pyta jak zwykle wstydzący się swoich literackich dokonań Miłosz. Być może to także błazenada…?
Dlatego literacką karierę można robić wszędzie, nie zważając na sytuację polityczną, potrzeby rynku, odchodząc tylko, w razie potrzeby, stosunkowo jak najmniej od postawionych sobie wymagań. W wytyczonym programie twórczym należy być konsekwentnym, zachować szacunek dla samego siebie. Najlepiej zatem być niezależnym, a więc być literatem nie z zawodu, ale z powołania.
A więc Sztukmistrz pragnie sarkastycznie stwierdzić, iż świadomość bycia pisarzem nie daje pociechy, bo jest świadomością błazna fikającego na scenie i chciwego oklasków, a tego należy za wszelką cenę uniknąć. Dlatego opowiada się za nieświadomością własnej twórczości, nie dociekania jej przyczyn, istoty natchnienia etc. Neguje zatem wszelkie próby interpretacji swoich utworów, jako zbędne, z uwagi na to, że dosyć odsłania się w twórczości. Być może zatem nie chce być oceniany, porównywany z innymi, interpretowany, gdyż jego twórczość wypływa z podświadomości, a tłumaczenie jej nadaje jej sens tworu świadomego, którym jest nie w pełni.
Bardzo przewrotne rozumowanie, jeżeli chodzi o laureata nagrody Nobla…, ale skuteczne!
Nabyłeś nie żądanej wiedzy o sobie i innych,
wypełniłeś się po brzegi litością i podziwem.
U źródeł tej nie żądanej wiedzy o sobie i innych leży również nieświadomość, która wiążę się z poprzednim wersem utworu. W tym kontekście wiedza o sobie i innych nie byłaby przez Sztukmistrza wiedzą niechcianą, ale raczej zdobytą mimo woli, a która pozwoliła napełnić mu się po brzegi litością i podziwem.
Litością i podziwem wobec innych, co wiąże się z potrzebą poszukiwania przez człowieka mistrza, autorytetu. To jest szukanie ludzi, których można czcić7 — zauważa Miłosz, a więc litość wobec innych, zarówno jak podziw działa na poetów konstruktywnie. Poszukiwanie wzorców i odrzucanie pseudoautorytetów wypełnia całe życie człowieka tworzącego. Potrzeba ta jest ogólnie wpisana w samo człowieczeństwo o czym zaświadcza jeden z mistrzów Miłosza — Dostojewski. Bowiem istnienie w społeczeństwie wymaga ugięcia się przed autorytetami, co wzbudza litość poety dla samego siebie, natomiast według Fromma jest koniecznością. Odwrotność, czyli znalezienie prawdziwego mistrza, który pozwala wyzwolić się potencji twórczej i daje wolność wzbudza podziw.
Mistrz nie musi być dla poety osobowy. Wystarczy, by pozwolił pokonać mu litość-rozpacz wobec własnej sytuacji egzystencjalnej. Miłoszowi pozwoliła na to Mnemosyne — muza Pamięci, która jest symbolem dziedzictwa, wiedzy o sobie i innych. Pozwala na to także sztuka, którą tworzy, pod warunkiem, że poeta dąży do tego, by stać się mistrzem pokonanej rozpaczy tak jak Miłosz, który za pomocą Sztukmistrza (podmiot liryczny) daje nam symboliczny wzór do naśladowania.
Oby ci, którzy ciągnąć mają dzieło, zaczynali tam,
gdzie ty kończyłeś, mistrzu pokonanej rozpaczy.
Mistrzem pokonanej rozpaczy nazywa swojego Sztukmistrza Miłosz, w przeciwieństwie do Witkacego, który jest dla niego mistrzem rozpaczy. Bo jak pisze w „Traktacie moralnym”:
Wiersz mój chce chronić od rozpaczy,
Tej właśnie, jaką miał Witkacy,
Kiedy część prawdy widząc trafnie
Sam w swoje własne wpadł zapadnie
I w owym wrześniu, pełnym żalu,
Potężną dozą weronalu
Śmierć uznał za rzecz tak zaszczytną,
Że to, co zaczął, skończył brzytwą.
Witkiewicz nie interesował Miłosza jako dramaturg i twórca Czystej Formy. Natomiast jego wizja pesymistyczno-historyczna — bardzo — podkreśla w jednym z wywiadów. Wydaje mi się — dodaje — że i aprobata pesymistycznej, katastroficznej wizji Witkacego i obrona przed nią są — dziś powiem — zupełnie usprawiedliwione. To jest chyba poprawne odczytanie, dlatego że cała historiozoficzna koncepcja Witkacego spełniła się w dużym stopniu, ale jednocześnie świat się nie skończył. To całe zglajszachtowanie, ta szarość nastąpiło. Natomiast do końca religii, filozofii, sztuki jest jeszcze daleko.8
Miłosz ma rację. Apokalipsa Witkacego spełniła się trzykrotnie. Raz po pierwszej wojnie, kiedy — uchodząc za pogrobowca Młodej Polski — wieścił koniec stabilnego świata XIX wieku, zakończonego bratobójstwem Verdun i wybuchem rewolucji rosyjskiej. Raz pod koniec lat trzydziestych, kiedy w „Nienasyceniu” doczytano się zapowiedzi upadku międzywojennej Polski. I wreszcie dzisiaj, kiedy zdaje się mówić o kryzysie cywilizacyjnym, którego jesteśmy świadkami!9 Jednocześnie można powiedzieć, że analogie odczytywane na podstawie powieści Witkacego sprawdzają się w rzeczywistości na zasadzie niedopowiedzeń wypełnianych przez czytelnika, a jedynym zjawiskiem, które podkreśla Witkacy jest rozpacz i dekadencja wynikająca z braku metafizycznych przeżyć.
Jednak dla interpretacji powyższego wersu „Sztukmistrza” istotne są dwa fakty: (1) łączność między uznaniem Witkacego przez Miłosza za mistrza rozpaczy egzystencjalnej, (2) przejęcie pewnych wątków myśli Witkiewicza i pokonanie owej rozpaczy przez Miłosza.
Powieść „Nienasycenie” Witkacego miała bowiem wpływ na wizję „Zniewolonego umysłu”, który jest polemiką ze skrajnie pesymistyczną wizją przyszłego świata. Bowiem według Miłosza rozpacz, unicestwienie, dekadencja jednostek nie łączy się przekonywująco z zanikiem sztuki, religii czy filozofii. Należy zatem spojrzeć na cywilizację jeśli nie optymistycznie, to przynajmniej trzeźwo i… pokonać rozpacz. Ciągnąć dalej dzieło i polecać je innym. Zaczynającym tam, gdzie Miłosz skończy…
Pochwalający, odnawiający, uzdrawiający, wdzięczny za to,
że były dla ciebie i będą dla innych wschody słońca.
…wdzięczny za wszystkie wschody słońca, te które były przeznaczone dla niego oraz te przeznaczone już wkrótce tylko dla innych. Refleksja ta jest równoznaczna z pożegnaniem czytelnika i jednoczesną konkluzją, że nic się nie kończy. Nadal bowiem słońce będzie wschodzić dla innych. Dla Sztukmistrza-Miłosza pozostanie tylko zachód słońca, kojarzony z ostatecznym odejściem.
Dawniej wspominał o wdzięczności za wschody i zachody:
Gdziekolwiek jesteś, owijają ciebie kolory nieba
tak jak tutaj, przenikliwe oranże i fiolety,
(…)
Gdziekolwiek jesteś, dotykasz kory drzew
próbując jej chropowatości innej a domowej.
Wdzięczny za wschody i zachody słońca
gdziekolwiek jesteś, nie zdołasz być obcy. „Po ziemi naszej”
Teraz, pod koniec życia ważny jest dla niego kolejny świt, dzięki któremu owiną go kolory nieba — przenikliwe oranże i fiolety: jasności promieniste. I nie będzie to odejście, ale nowy początek, dzięki któremu Miłosz będzie nadal mógł być pochwalający, odnawiający, uzdrawiający, będzie mógł kontynuować tworzenie podobnie pięknych jak „Sztukmistrz” wierszy…
© 2002-2004 Małgorzata Zamojska
Esej powstał dwa lata temu. Dzisiaj rano Czesław Miłosz zmarł…
1 R. Gorczyńska (Ewa Czarnecka), Podróżny świata, Kraków 1992, s. 344.
2 Muzyka jest krzykiem Miłości; myślą o Miłości jest poezja… Jedna jest zachwyceniem daną chwilą i śpiewa: „Żyję i kocham”; druga jest poddaniem się władzy wspomnień i nawet kiedy próbuje wyrazić jak najprawdziwszą i wcale nie minioną miłość, zdaje się mówić: „żyłam, kochałam…” Oto zapewne dlaczego dwie szlachetne siostry, najpierw złączone w jednej sztuce, musiały się rozdzielić z upływem czasu (cytat z pism O. W. M. umieszczony w „Ziemi Ulro”).
3 R. Gorczyńska (Ewa Czarnecka), dz. cyt., s. 105.
4 Tamże, s. 26.
5 Tamże, s. 329.
6 Cz. Miłosz, Ziemia Ulro, Warszawa 1982, s. 11.
7 R. Gorczyńska (Ewa Czarnecka), dz. cyt., s. 179.
8 Tamże, s. 81.
9 J. Błoński, Witkacy. Sztukmistrz. Filozof. Estetyk, Kraków 2000, s. 315.
verte.art.pl > Literatura > Eseje > Czesław Miłosz — mistrz sztuki interpretacji twórczości własnej
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski