> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№54 grudzień 2008

Z cyklu „Marina Cwietajewa — namiętnica”:

Duma i nienawiść Maria Natalia Kistowska

Kobieta. Istota z natury niepraktyczna, dumna nędzarka i samobójczyni, prowokatorka. Córka, żona, matka, kochanka, a wreszcie — POETKA — Marina Iwanowna Cwietajewa.

Niezbyt urodziwa, za to ekscentryczna do granic możliwości, buntownica z wyboru, wybitna postać literatury rosyjskiej nie tylko ze względu na swoją twórczość, ale także osobowość, od dawna badaną, spójną, a jednocześnie do głębi rozwarstwioną. Marina Iwanowna — jeden z najwyraźniejszych symboli poezji rosyjskiej srebrnego wieku. Josip Brodski powiedział: Myślę, że nikt nie pisał lepiej, w każdym razie nie po rosyjsku1.

Cwietajewa była jedynym poetą2, z którym Brodski nie śmiał rywalizować — z góry świadom był sromotnej przegranej. Poetka przez całe swoje życie utrzymywała stosunki epistolarne, i nie tylko, z wybitnymi postaciami swojej epoki, zapisała się na kartach historii bardzo dobitnie, z dużą ilością przecinków, dziś w sieci figuruje jako znana lesbijka3. Wiele ocen współczesnych badaczy swoje źródło ma faktycznie w osobie poetki. Właściwie cokolwiek o niej powiedzieć, będzie prawdą, jednego tylko powiedzieć nie można: że Marina Cwietajewa to artystka beznamiętna, że ona, a zatem jej twórczość, jest tylko pustą głębią, o czym traktować będzie niniejszy artykuł.

Za każdym razem, kiedy dowiaduję się, że ktoś mnie kocha — dziwię się, nie kocha — dziwię się, ale najbardziej dziwi mnie, kiedy komuś jestem obojętna.4 Doskonale wiedziała, że obojętnym wobec niej, Mariny Cwietajewej, być się nie da. Taka osobistość nie mogła pozostać niezauważona z wielu względów, które swój początek biorą z niczego innego, jak z siły (s)twórczej Cwietajewej. M. Wołoszyn pisał5: Ku Pani dusza tak radośnie rwie się!6.

Jednak wachlarz uczuć, jakie wzbudzała poetka, jest szeroki, od radości bowiem, aż po niechęć. Do chwili obecnej pytamy, JAKA była? Jakaż więc? Odpowiedzi, enigmatycznej, ale zarazem najpełniejszej, udziela nam Maria Biełkina: (…) trudna! Trudna i różna, z różnymi różna, z tymi samymi różna. Ale różna nie od tych różnych, z którymi, tylko różna od siebie samej7.

Na czym polega fenomen Mariny Cwietajewej? Mając na uwadze fakt, iż na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, podejmuję jednak to wyzwanie i kontynuuję swoje rozważania, koncentrując się na drodze prowadzącej do odpowiedzi.

Wydaje się, iż miarą podstawową dla poetki były jej uczucia, to, jak głęboko i wyraziście odczuwała, znajdowało swój wyraz w języku, jakim się posługiwała, a odznaczał się on właśnie wysoce emocjonalną składnią, właściwą tylko Cwietajewej i rozpoznawalną do dziś.

Srogi Bóg,
Z drogi — Bóg,
Ostrogi w bok — Bóg!
...............
Zbiegów i bosych — Bóg,
Rozwianowłosych — Bóg,
Wzlot, plusk, chlust, wytrysk — Bóg,
Sam bies u wioseł — Bóg.
8

Poezja artystki, konstruowana jak kaskady emocjonalnych uniesień, pokazuje mistrzostwo posługiwania się materią języka, wyrażenia takiej ilości uczuć w krótkiej formie wiersza. W jednym wersie osiąga ona wyrazistość, im dalej w głąb utworu, tym bardziej porywiście. Nic zatem niezwyczajnego, w z(a)dziwieniu M. Wołoszyna: Kimże Pani jest? (…) Kto dał Pani taką wyrazistość barw? Kto dał taką dokładność słów? Śmiałość wszystko wypowiedzieć9.

Poszukiwania osobliwości wyrazowych popychają często do tworzenia kalamburów. Poetka łamie składnię i prozodię języka rosyjskiego, przemienia muzyczność jego brzmienia w kaskadę eksklamacji10. Skłonność do uniesień, do zachwytów i zabójczej pogardy wydaje się od początku jej cechą główną — pisze Seweryn Pollak — cechą, która w późniejszej, dojrzałej poezji była zarówno jej siłą, jak jej słabością11.

Włodzimierz Orłow twierdzi słusznie, iż w poezji artystki nie sposób znaleźć ani śladu ciszy, uspokojenia i kontemplacji, cała ta poezja jest w burzy, w porywie wichru, w działaniu, w czynach. Każde uczucie rozumiała Cwietajewa wyłącznie jako aktywne działanie12. Córka Mariny Cwietajewej, Ariadna Efron, ogrom uczuć swojej rodzicielki opisywała w tej sposób: Te Everesty uczuć (zawsze Everesty w skali wysokości, Etny i Wezuwiusza w skali żaru). Powietrze jej uczuć było rozżarzone i naładowane elektrycznością, nie rozumiała, że niepodobna nim oddychać. (…) mieszkańców dolin widziała jako alpinistów, nie rozumiała, że człowieka męczy wysokość, że dostaje od niej choroby górskiej13.

Życie Mariny Iwanowny Cwietajewej to życie wypełnione namiętnościami, nie ma tutaj miejsca na brak uczucia, każdego rodzaju uczucia; to samo dotyczy jej twórczości, w której nie istnieje stagnacja, choćby chwilowa. Pisarstwo przeniknięte namiętnym życiem, życie — namiętnym pisaniem.

W języku, w słowie pisanym istniała — żyła tak jak inni w przestrzeniach rzeczywistości. Piszę, więc jestem — zdawała się mówić, wysyłając te niezliczone sygnały, nieustannie potwierdzające jej zakotwiczenie w życiu, jak gdyby lękała się, że coś, czego doświadczyła, a nie zapisała, ulegnie zniszczeniu14.

Pomimo faktu, iż Marina Cwietajewa była nieśmiała — w co oczywiście nie chce się wierzyć — kiedy występowała publicznie, przypominała wychodzącego na arenę toreadora: postawa dumna, uniesiona głowa, krótko ostrzyżone włosy nadawały jej sylwetce wygląd bezczelnego gawrosza, a zarazem cnotliwej panienki — tak opisał jej wystąpienia w „Dniu poezji rosyjskiej” I. Erenburg. Zakazy, taboos, rygory i bariery rodzą w poetach (…) napięcie, w samej artystce wzbudzały one wręcz pogardę, jej zadaniem było właśnie przekraczanie tych barier, które postawione zostały przez epokę czy samych jej przedstawicieli. W naszych czasach tarcze herbowe nie znajdują zastosowania, ona zaś stawiała je z pełnym uniesienia patosem, z zuchwalstwem godnym największych heretyków, filozofów, buntowników15, do niej należało bowiem ostatnie słowo, nie pozostawała dłużna ani wielbicielom, ani krytykom. Od dialogu jednak artystka wolała monolog, rzecz jasna swój.

Dialog — w dialogu jakby nie mogła się zmieścić, był dla niej za ciasny.16 Maria Biełkina przywołuje przezabawną sytuację, kiedy na spotkaniu Marina usiadła obok pewnej milczącej kobiety i całe przyjęcie mówiła doń, a kobieta spokojnie słuchała. Po tym przyjęciu Cwietajewa przyznała, że kobieta była wspaniałą i rozumiejącą słuchaczką, podczas kiedy jej rozmówczyni była zwyczajnie głucha!

Artystka utrzymywała, iż w dialogu z życiem nie jest ważne jego [życia] pytanie, ale nasza odpowiedź17. Odpowiedź Cwietajewej wyraźnie naznaczona jest pasją i namiętnością, dumą, miłością i nienawiścią. Właściwie niezmiernie trudno jest rozdzielić te przeplatające się wzajem uczucia.

Duma artystki przejawiała się przede wszystkim w tym, iż do samego końca nie porzuciła pióra, poezja to jedyna droga, którą mogła obrać, mogła jeszcze zmywać naczynia, niczego prócz pisania i zmywania nie umiała18.

Wybitna poetka, nawet kiedy brakowało środków do życia (w momencie gdy spadek po ojcu okazał się zapasem niewystarczającym), nie pokazywała tego po sobie, nie złamała się. Kiedy przyszło jej zarabiać na rodzinę, starała się z całych sił zapewnić im i sobie byt, parając się tłumaczeniami, za które płacono (za twórczość mało kto uiszczał honoraria). Przygotowuję książkę, uzupełniam sprawdzam (…) i jestem prawie pewna, że nie wezmą, zdziwiłabym się, gdyby wzięli — pisała w listach Marina Cwietajewa. Jednocześnie wiedziała, iż więcej zrobić, jako pisarka, już nie mogła: no — jak swoje zrobiłam, okazałam maksimum dobrej woli (…) — wiem, że wiersze są dobre…19. Tłumacząc, między innymi wiersze M. Lermontowa (poetka była trójjęzyczna — prócz ojczystego, władała biegle niemieckim i francuskim), twierdziła, że zatyka usta tym, którzy pytają, dlaczego nie pisze. Zadziornie odpowiadała wtedy: dlatego, że czas jest jeden, jest go mało, a pisać dla siebie w zeszycie — to luksus, za przekłady płacą, za swoje nie20.

Cwietajewa żyła w poczuciu obowiązku, często mówiła o tym, iż trzeba zrobić, co można, tak została wychowana przez matkę pianistkę. Gdy pytano, dlaczego jej ręce są takie czarne, odpowiadała z honorem: dlatego, że obieram ziemniaki. Na emigracji Marinę dopadła bieda i nieumiejętność dopasowania się do obcej przestrzeni. Ogrom czasu artystka poświęcała sprawunkom domowym, którym nie było końca: wyprawy na rynek (wczesnym rankiem — wtedy jest taniej), rozpałka, opieka nad dziećmi, pranie, sprzątanie czy gotowanie. Nędzy, w której żyję, nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, nie mam środków do życia, prócz pisania… po prostu powoli zdychamy z głodu.21 Nie zawsze wszakże mogła cokolwiek tłumaczyć, jednak nie złamała się wtedy. Z matczyną troską zajmowała się mężem oraz sprawowała opiekę nad dziećmi, przeżyła dramat, kiedy umarła z wycieńczenia jej młodsza córka, Irina, jednak wszystko to nie doprowadziło jeszcze do tragedii. Nie tylko praca tak absorbowała Marinę…

Kochanką poetka była zawsze, kochanką życia, kochanką kochanków i kochanek. Od dumy nie mogła się jednak uwolnić nawet w imię miłości. Kiedy mąż, S. Efron, zmęczony jej ustawicznymi romances, podjął próbę rozstania, Cwietajewa kategorycznie odmówiła, zbyt dumna, by pozwolić mu się porzucić. To ona porzucała, a porzucony od razu zyskiwał w jej oczach uznanie: spostrzegła, że odrzucony przez nią obiekt uczucia staje się (…) cenniejszy, niezastąpiony (…), obiekt ów rozbudza w niej i wzbogaca wyobraźnię poetycką22. Tym sposobem nieobecni byli dla poetki ważniejsi niż bliscy, albowiem, jak mówiła: Nie lubię niczego, co przesadnie kochane23. Mąż pisał wtenczas w swoich zeszytach o tym, iż czuje się jak kamień wiszący u szyi żony, który ciągnie ich oboje na dno: oznajmiłem Marinie swą wolę rozstania z nią. Przez dwa tygodnie trwała w nastroju prawdziwie furiackiego rozzłoszczenia24. Cwietajewa nie pozwoliła na rozłąkę, mimo iż najbardziej ceniła sobie swobodę: skrzydła to wolność, tylko wtedy, gdy rozpostarte w locie, u pleców są tylko ciężarem25. Swoja decyzję — niezgodę na rozstanie — argumentowała dość zastanawiająco — uważała bowiem, że jeśli zostawiłaby męża (choć to on chciał ją zostawić!), pozbawiłaby siebie spokoju choćby na minutę i odebrałaby sobie także wszelakie szanse na szczęście. Siergiej skapitulował: próbuję więc żyć z przymkniętymi oczami, by nic nie widzieć26 — przyznawał przyjaciołom.

Poetka zdaje się rozdarta, skrajnie różna w różnych momentach (zawsze rozbijałam się na kawałki27), każda część jej duszy zaprzecza z niebywałym powodzeniem innej, co objaśnił I. Erenburg: Marina Cwietajewa łączyła w sobie staroświecką grzeczność buntowniczością (…), skrajną dumę ze skrajną prostotą28. Pojawiające się zwątpienie odsuwała i dumnie kroczyła wciąż naprzód, walczyła o to, by pozostać sobą do końca: do ostatniego wiersza będę pisać mocno, słabych wierszy — nie dam29.

Dumna, wolna i uparta Marina Cwietajewa była bezlitosna wobec poetyckiej gładzizny, komunałów i wtórności oraz łatwostrawnego estetyzmu, który najczęściej lśni odbitym światłem. Jej nienawiść do estetyzmu, parnasizmu i do zamiany istoty na cechy jest bezgraniczna. Artystka nie mogła znieść żadnego z kolorów szarości, jeśli coś nie było dla niej wyraziste — nie istniało, nie rozumiała, jak można żyć spokojnie, bez wichrów namiętności. Targało nią więc całe życie, nieustannie pragnęła, opisując te pragnienia dość wiernie. Marina Iwanowna uważała, że pisanie, tworzenie, podobne jest do „otwarcia żył”, z których nieustannie i niepowstrzymanie chlusta zarówno życie, jak i wiersz.

Wyrazistość emocji, ostrość odczuwania oraz splecione w niej przeciwności dawały mieszankę wybuchową, którą tłumaczyć zdają się tylko dwa słowa: Marina Cwietajewa. Prowadzić mnie można tylko na kontrastach, tj. na wszechobecności wszystkiego30. Nienawiść Marina Iwanowna przejawiała także wobec czynności prozaicznych, nienawidząc oddawała się oczywiście temu uczuciu całą sobą.

Jednym z nienawistnych jej zajęć okazał się sport, wszelkie przejawy nadmiernej niż niezbędna aktywności fizycznej, czemu dawała wyraz bardzo jasno: sport to strata czasu i siły. Niżej od sportsmena upada tylko jego publika31. Należy jednak zaznaczyć i zauważyć, iż taka forma aktywności nie była jej potrzebna — sama ona była huraganem, chodziła szybko, poruszała się w przyspieszonym tempie (dającym wrażenie zdenerwowania lub odwrotnie — właściwej jej pewności), często wytykano jej właśnie niejaką kanciastość gestów. Chudła od zmartwień, lecz ciągle gdzieś biegła, nawet na chwilę się nie zatrzymując — nawet w myślach! Rytm jej życia można określić jako nerwowy, co znajduje swoje odzwierciedlenie w jej wierszach: Cwietajewa tak się spieszy, że nie ma czasu na wymienianie własności przedmiotów, nie chce go tracić na metafory. (…) W poszukiwaniu zwięzłości i tempa był element nerwowości32. Syntaks Cwietajewowski nazywa Orłow dzikim, i w nim właśnie dopatruje się charakteru pisarstwa poetki.

Marinę wychowywała matka, ojciec profesor był zbyt zajęty, by pełnić tę funkcję. Matka Cwietajewej, Maria Meyn, była znakomitą pianistką, jednak swoje niespełnienie przelewała na córkę33, tragizm jej zachowania pogłębiał fakt, iż spodziewała się syna, urodziła się jednak Marina… I jak sama poetka przyznawała, nie była ulubionym dzieckiem mamy, doskonale zdając sobie z tego sprawę. Jedyne, na co stać było Marię Meyn po urodzeniu córki, to słowa: przynajmniej będzie muzykiem.

W tej relacji nienawiść poetki skierowana była nie w stronę matki, ale muzyki przez nią (poetkę) wykonywanej. Dokładniej: Marina Iwanowna nienawidziła z całego serca czynności samego grania (chociaż grała wyjątkowo dobrze). Wyraz swoim uczuciom dała w utworze „Matka i muzyka” (1934), gdzie czytamy: Pot spływa, palce mam czerwone — gram całym ciałem, całą swoją niemałą siłą, całym ciężarem, całym naciskiem, a najważniejsze, całym swym wstrętem do grania34. Nadzieje matki na to, iż córka zostanie pianistką, nie spotkały się z marzeniami córki, która już jako dziecko wiedziała, że w ślady matki nie pójdzie. Marina Cwietajewa od dziecka bowiem pisała wiersze, jednak fakt posiadania TAKIEJ matki też nie był bez znaczenia dla wybranego przez nią zawodu; jak sama pisze: mając taką matkę, pozostało mi tylko jedno, stać się poetką. Abym mogła wyzwolić się z jej daru, który by mnie zadusił albo przemienił w kogoś, kto przekracza wszelkie prawa ludzkie35.

Dzięki temu, że wcześniej niż zdania potrafiła przywołać nuty, świat zdawał jej się do końca życia jawić nie w kolorach, ale w dźwiękach, sama zresztą zapewniała, że pisze ze słuchu, przyznając się jednocześnie do całkowitej obojętności na wrażenia wzrokowe (co pogłębiać może fakt, iż poetka była krótkowzroczna)36.

Co znaczące, po śmierci matki Cwietajewa nigdy już nie zasiadła do fortepianu, już sam jego widok napawał ją nerwowym podnieceniem. Aby nie rozpamiętywać przykrych „muzycznych” doświadczeń, rzuciła się w wir nauki i zaciekle się uczyła, jednak ta zaciętość nie pozwoliła jej ukończyć szkoły. Nie zakończyła edukacji z jednego tylko powodu — nie umiała bowiem dostosować się do sztywnych, jeśli w ogóle: do żadnych zasad. Dyscyplinę szkolną łamała przy każdej nadarzającej się okazji: czytała to, co surowo zakazane, przyłapana zaś na tym, krzyczała: TYLKO TRUMNA MOŻE WYPROSTOWAĆ GARBATEGO!37.

Namiętnie tępiła cudzą wyższość, z Bogiem włącznie, w którego nie wierzyła będąc z tego dumna, a jednocześnie chcąc głęboko wierzyć w to „coś”, bo wierzący jej zdaniem byli silniejsi. Siły jednakże nie brakowało jej w owym tępieniu wyższości osób trzecich, które moim zdaniem zabawnie i pełnie zawiera się w jej reakcji na korektę jej tekstu. Kiedy powrócił do niej poprawiony przez korektora tekst, na oryginał którego nieopatrznie naniósł swoje poprawki ów nieszczęśnik, wpadła w szał. Dowody tego szału odnajdujemy w zbiorze korespondencji pomiędzy Mariną Iwanowną a jej wydawcą W. Rudniewem. Pozwolę sobie, bez wyrzutów sumienia, przytoczyć słowa Mariny Cwietajewej niemalże w całości, albowiem mówią one nie tylko o tym, jak mocno to przeżyła, ale także o tym, jak sporym poczuciem humoru się charakteryzowała. W liście do Rudniewa z 1934 roku czytamy: ON OSZALAŁ. Kto to widział, żeby korektor w tekście nanosił swoje poprawki? Dalej artystka pisze o „spornej” formie gramatycznej, która nie spodobała się szaleńcowi (rzecz o czasowniku гнеть (gnieść, nękać), którego istnienie podważył, zauważając rezolutnie, iż istnieje tylko połączenie быть гнетомым (być nękanym): A przecież jeśli nie ma czasownika, nie ma i działania nim określonego, czyli zdaniem tego idioty [!!!] istnieją nękani, nękających nie ma! Marina ostro, kąśliwym żartem, kończy tę polemikę w te słowa: I taki filologiczny nieudacznik ośmiela się pouczać, i to w dodatku w tekście i jeszcze „moim zdaniem” (…) no w każdym razie niespotykany CHAM!38.

Powyższy fragment nie pozostawia wątpliwości co do nieustępliwego charakteru Cwietajewej, a także jej odwagi — wszak od tego wydawcy zależał jej los pisarski. Na tym nie kończy się walka Cwietajewej z wydawcą, namiętną krytykę uprawiała także wtedy, gdy jej teksty okazywały się „przydługawe”. Ze zdwojoną siłą tłumaczyła za każdym razem cierpliwie, dlaczego ten właśnie wycięty przez wydawcę kawałek jest istotny, dlaczego tekst nie może się bez niego obejść. W końcu, prawie dając za wygraną, mówiła: Ja — bez końca rękopisu, bez pointy, bez apoteozy — nie Ja39.

W całej swojej walce o siebie, walce i zmaganiach, aby pozostać sobą, a jednocześnie zaistnieć tak jak sobie tego życzyła, za każdym razem niemal dopowiadała i doprowadzała sprawę do końca, nie pozwalając, aby pozory lub wtórności zasłoniły ją samą jako jednostkę. Całą sobą zdawała się krzyczeć: Dajcie mi powiedzieć — DOPOWIEDZIEĆ40. Być może dlatego, iż nie było jej łatwo w ogóle istnieć, nie tyle ze sobą samą, co w odniesieniu do innych i właśnie z nimi dosłownie.

Była trudna, nieustępliwa, uparta, twarda i dumna. A jednocześnie niezwykle wrażliwa i skłonna do uczuć dalece różnych od dumy czy nienawiści właśnie, jednak o tym samym natężeniu i sile. Wszystko, co przeżywała, zapisała, bojąc się utracić niezapisane; żyła prowadzona przez samą siebie na kontrastach i skrajnościach. Być może nie potrafiła inaczej, być może inaczej nie mogła i były to aspekty autokreacji, być może właśnie te skrajności doprowadziły do tragedii, czyli jej samobójstwa. Nie ulega wątpliwości jednak, iż po dziś dzień jej poezja, proza, eseje i życie intrygują i pobudzają wyobraźnię nawet najbardziej leniwych czytelników. Problem odbioru polegać może jedynie (moim zdaniem) na trudności owej „rozwichrzonej” składni, bo tematyka nadal pozostaje wysoce aktualna. Niestety, spory na temat przynależności Mariny Cwietajewej do ugrupowania artystycznego, bądź to akmeizmu, bądź symbolizmu, a nawet futuryzmu, przesłaniają odbiór jej samej jako wyjątkowej. Jest to chyba jednak „zasługa” skłonności krytyków do kategoryzacji i daleko zakrojonej klasyfikacji omawianego materiału. Mam zatem nadzieję, iż niniejszy artykuł przyczyni się do alternatywnego spojrzenia na poetkę oraz zachęci do spojrzenia z punktu widzenia biografii, która, jak podkreślam, jest nierozerwalnie związana z jej twórczością (choć nadużyciem byłoby stwierdzenie, iż całe jej pisarstwo nosi znamiona autobiografizmu).

© 2008 Maria Natalia Kistowska

Części cyklu

1 D. Subbotko, „Marina Cwietajewa. Moja rzecz — zdrada”, [w:] „Wysokie Obcasy”, listopad 2007, s. 18.

2 Nie użyłam żeńskiej formy, ponieważ sama artystka naciskała na fakt, iż jest poetą, a nie poetką. Dopiero w prozie wyraźnie zarysowane zostaje kobiece „ja”.

3 D. Subbotko, dz. cyt.

4 Мысли, афоризмы и шутки выдающихся женщин. Энциклопедия женской мудрости и женского остроумия, red. К. Duszenko, G. Manczycha, Москва 2007, s. 516 (tłum. MNK).

5 Autorem mógł być także W. P. Kupczynin, badacze nie są pewni autorstwa.

6 tsvetaeva.da.ru (tłum. MNK).

7 Cyt. za: M. Biełkina, Losy pokrzyżowane, tłum. R. Lasotowa, Wrocław 1997, s. 19.

8 Cyt. za: W. Orłow, Szkice o poezji rosyjskiej, tłum.: R. Zimand, Warszawa 1972, s. 171.

9 Tamże, s. 172 (tłum. MNK).

10 H. Troyat, Marina Cwietajewa. Wieczna Buntownica, tłum. P. Amsterdamski, Warszawa 2004, s. 103.

11 S. Pollak, Srebrny wiek i później. Szkice o literaturze rosyjskiej, Warszawa 1971, s. 46.

12 Tamże.

13 Cyt. za: M. Biełkina, dz. cyt., s. 22.

14 J. Szymak-Reiferowa, „Epistolarna biografia Mariny Cwietajewej”, [w:] Ze studiów nad literaturą rosyjską XIX i XX wieku, t. 2, „Poetyka i konteksty kulturowe”, Lublin 1997, s. 201.

15 Cyt. za: H. Troyat, dz. cyt., s. 93.

16 M. Biełkina, dz. cyt., s. 22.

17 Мысли, афоризмы и шутки выдающихся женщин…, dz. cyt., s. 515.

18 D. Subbotko, dz. cyt., s. 18.

19 Cyt za: M. Biełkina, dz. cyt., s. 162.

20 Tamże.

21 М. Vinarova, „Марина Цветаева. Сломанный цвет”, [w:] „Имена”, октябрь 2007, s. 91.

22 H. Troyat, dz. cyt., s. 32.

23 M. Biełkina, dz. cyt., s. 55.

24 H. Troyat, dz. cyt., s. 127.

25 Мысли, афоризмы и шутки выдающихся женщин…, dz. cyt., s. 517 (tłum. MNK).

26 Cyt. za: H. Troyat, dz. cyt., s. 128.

27 Cyt. za: M. Biełkina, dz. cyt., s. 95.

28 Cyt. za: W. Orłow, dz. cyt., s. 121.

29 Tamże, s. 132.

30 Tamże, s. 150.

31 Мысли, афоризмы и шутки выдающихся женщин…, dz. cyt., s. 519 (tłum. MNK).

32 W. Orłow, dz. cyt., s. 171.

33 Matka jak gdyby żywcem pochowała siebie w głębi nas — na wieczne życie — to cytat z w utworu „Matka i muzyka” (1934), [w:] M. Cwietajewa, Dom koło starego Pimena, Warszawa 1917, s. 90.

34 M. Cwietajewa, dz. cyt., s. 97.

35 Tamże., s. 90.

36 Zob.: W. Orłow, dz. cyt., s. 164.

37 H. Troyat, dz. cyt., s. 26.

38 Cytaty pochodzą ze zbioru: M. Cwietajewa, W. Rudniew, Надеюсь сговоримся легко. Письма 1933-1937 годов, Мoskwa 2005, s. 32.

39 Tamże, s. 22.

40 Tamże, s. 23-24 (podkreślenia — MNK).

verte.art.pl > Literatura > Marina Cwietajewa… > Duma i nienawiść

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski