> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№4 październik 2004

Folwark zwierzęcy podbija kosmos („Robot” Adama Wiśniewskiego-Snerga) Joanna Maria Tyka

Po czym poznać geniusz twórcy? W przypadku pisarza science-fiction o nieprzeciętnych zdolnościach stanowi częstokroć wybitna erudycja w zakresie nauk matematyczno-fizycznych. Dobry przykład to twórczość Adama Wiśniewskiego-Snerga, która niedawno stała się obecna w moim życiu czytelniczym. Uznanie dla geniuszu wzmaga tu często podkreślany przez krytyków fakt biograficzny — Adam Wiśniewski-Snerg nie zdobył wykształcenia na uniwersytecie, gdzie najprawdopodobniej kształciłby swój wszechstronny umysł.1 Jego debiutancki utwór „Robot” jest dziełem samouka.

Na miano geniusza fizycznego zasługuje również bohater powieści, tytułowy robot. Brak wiarygodnych źródeł informacji na temat otaczającego świata jest przyczyną, dla której automat BER-64 nieustannie podejmuje wysiłek określania swojego położenia w oparciu o znane mu prawa fizyki. Niepewność doprowadzająca umysł do obłędu wpisana jest zarówno w teraźniejszość jak i przyszłość pobytu robota wewnątrz schronu zamieszkanego przez ludzi cudem ocalałych z katastrofy wielkiego miasta. Największa jednak udręka bohatera wiąże się z niemożnością ustalenia rzeczywistych źródeł swojego pochodzenia: wątpliwość czy jest człowiekiem, czy też tylko zbuntowanym robotem towarzyszy nieustannie jego rozważaniom jako pochodna naczelnego dylematu: czy można wytyczyć granice świata sterowanego przez „ludzkość” i czy istnieje gdzieś jeszcze przestrzeń do wolnego życia. Przy sposobności chętnie wyjaśnię ten nazewniczy zabieg ze strony autora. „Ludzkość” dla robota oznacza przynależność do wyższej rasy maszyn. Maszyny kontrolują populację zwierząt, czyli ludzi genetycznie powołanych do istnienia. Ten stan rzeczy z kolei znajduje swoją teoretyczną wykładnię na ostatnich stronach powieści jako Teoria Nadistot. Można zakwestionować naukowy charakter głoszonych tu sądów, nie można odmówić koncepcji urzekającej finezji intelektualnej oraz genialnego współbrzmienia z treścią przewidywań i refleksji nad losem cywilizacji obecnych we wnikliwych rozważaniach robota. Pokrótce, Teoria Nadistot głosi, że we wszechświecie nieustannie ewoluuje łańcuch złożony z poszczególnych generacji istnień, od najniższego szczebla rozwoju aż po ogniwa najbardziej zaawansowane pod względem umysłowym i technologicznym, do pewnego stopnia przypominający znany na ziemi łańcuch pokarmowy. Z układu wynika, że żadnej generacji nie można uznać za wyjątkową w sensie obiektywnym.2 Ponieważ obraz generacji sąsiadującej w łańcuchu nie jest wyobrażalny dla reprezentantów niższego szczebla, prawda ta znajduje posłuch tylko w przypadku obserwacji skierowanej w przeciwną stronę. Dalej, metafizyka Wiśniewskiego-Snerga zmierza ku katastroficznemu obrazowaniu niebezpieczeństw mających nadejść ze strony maszyn — ogniwa stojącego o jeden poziom wyżej niż mieszkańcy Ziemi. W powieści „Robot” wypadki posunęły się do przodu gwałtownie i znienacka — olbrzymia kulista szklana czasza okryła miasto, zaś nieznana technologiczna superpotęga uniosła hermetyczne środowisko w przestrzeń orbitalną nadając mu prędkość przyspieszenia porównywalną z ruchem gigantycznego fotonolotu. Podobnie jak w filmie „Matrix” w reżyserii Andy’ego i Larry’ego Wachowskich kontrola maszyn przybiera postać skrajną — poprzez dobór artykułów przemysłowych czy spożywczych doprowadzanych do zniewolonego miasta aż po emitowanie własnych przekazów medialnych i produkcję miraży pozwalających dokonywać bieżących ustaleń meteorologicznych. W amerykańskiej produkcji funkcję taką pełnił bioport. Sygnały zmysłowe przekazywane były wprost do dróg nerwowych bądź do mózgu za pomocą elekrod umieszczonych na ciele ludzi hodowanych w elektrowni. Związki pomiędzy filmem „Matrix” a powieścią „Robot” zostały gruntownie przestudiowane na fali zamieszania wokół sprawy domniemanego plagiatu polskiego utworu, niemniej nie trzeba oceniać stopnia nachalności tych roszczeń, aby odnaleźć wspólne dla obu bijące źródełko monogenicznego przekazu. W powieści antynomie na osi: podmiot i świat przezeń postrzegany komplikują się z racji wyłonienia się dwóch odmiennych perspektyw poznawczych: człowieka z miasta i człowieka uwięzionego wewnątrz schronu. W pierwszym przypadku ludzie są świadomi tego, że ich życie sterowane jest przez zdalne samoorganizujące się systemy cybernetyczne i nadal pozostają w fizycznym kontakcie z otaczającą ich zewsząd mutacją dawnego świata. Utrata kontaktu ze światem ma miejsce pod ziemią. Robot z dużym zafrapowaniem obserwuje tam niesłychane możliwości reprodukcyjne maszyn i z biegiem czasu zaczyna rozumieć ich rzeczywiste konsumpcyjne zamiary wobec ludzi: podobnie jak w filmie „Matrix”, dla wyższej generacji istot hodowla ludzi okazuje się być jednym ze źródeł pozyskiwania energii. U Wachowskich mowa jest o energii cieplnej wytwarzanej przez ludzkie ciała. Nie jest to pomysł szczęśliwy, zwłaszcza, że, zgodnie z zasadą zachowania energii, nie powinna być ona większa niż energia zawarta w żywności dostarczanej niewolnikom. Jakkolwiek wirtualnego świata w prozie Wiśniewskiego-Snerga nie tworzą prawa fizyki, odgrywają one tam znacznie większą rolę. Ludzie ze schronu zamknięci w komorach miksyjnych dostarczają swym panom pokarmu, na który składa się wiedza i złożona konstrukcja psychiczna, a zatem umysł w całej okazałości, ewolucyjnie poświadczony dowód wyższości człowieka nad zwierzęciem. Zgodnie z Teorią Nadistot, maszyny dążą w ten sposób do rozwiązania swoich problemów aprowizacyjnych. W opiniach krytycznych obecne są spekulacje, że obiektem pożądań hodowcy może być moc obliczeniowa ludzkiego mózgu użyta do sterowania reakcjami syntezy jądrowej. Z pewnością obraz „konsumpcyjnego stołu maszyn” kreowany w powieści sprzyja tego typu quasi-naukowym sądom, podobnie jak niemal każde niecodzienne zjawisko tam przedstawione (najciekawsze z nich dotyczą modyfikowanej przez Mechanizm czasoprzestrzeni). Wielu wskazówek dostarcza tu drobiazgowa analiza przeprowadzona przez robota, który, na własny użytek, porządkuje chimeryczną rzeczywistość kierując się najpierw narządami zmysłu, a następnie oceną sprawdzalności praw fizycznych w zmieniających się nieustannie warunkach czystej empirii. Uporczywe dążenie bohatera do zaspokojenia ciekawości poznawczej względem zagadkowej materii idzie w parze z nieprzeciętną wrażliwością umysłu pisarza i, obecną w rozważaniach robota, krytyczną obserwacją cudzych poczynań, zwłaszcza osób mających wpływ na politykę wewnątrz schronu, tzw. decydentów. Jedną z miłych cech robota jest wyczulenie na cudzą krzywdę. Jego myśli wydają się wprost zapisem całego mnóstwa ciepłych empatycznych wzruszeń, tyle, że dość powściągliwym w formie.

Bardzo obiecująca w sensie poznawczym wydaje się być próba porównania utworu „Robot” z inną powieścią polskiego pisarza science-fiction, Jacka Dukaja.3 Mam na myśli „Irrehaare”, czyli cyberpunkową opowieść o istnieniu oszukańczego świata i wiedzy o nim pompowanej wprost do umysłów uwięzionych ludzi przez władców-stworzycieli sztucznego środowiska. Zarówno świadomość poznawcza człowieka, jak i aparatura gwarantująca trwałość doświadczenia stały się raz na zawsze niezbywalnymi elementami systemu. Walka możliwa jest jedynie wewnątrz obcego ustroju, w gotowości bojowej trwają ponadjednostki funkcjonujące na podobieństwo systemu oraz roboty…

© 2004 Joanna Maria Tyka

1 Strona poświęcona w całości twórczości pisarza: snerg.vi.pl

2 A. Wiśniewski-Snerg, Robot, Kraków 1973, s. 277.

3 Zob. też: Łukasz Jonak, „Matrix” i „Irrehhare”, czyli koniec cyberpunka, [w:] „Nowa Fantastyka”, nr 12/1999.

verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Folwark zwierzęcy podbija kosmos

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski