Z cyklu „Szekspir — obcowanie z geniuszem psychologii”:
(…) śmierć tkwi w żądzy,
Śmierć na lęki głucha Sonet CXLVII
Dla większości niewtajemniczonych w arkany literatury angielskiej William Szekspir pozostaje autorem jedynie wielkich tragedii. Jednak gdyby mierzyć popularność artysty liczbą wznawianych wydań jego dzieł, wówczas elżbietański dramaturg pozostałby w pamięci potomnych jako twórca dwóch poematów: „Wenus i Adonisa” oraz „Lukrecji”. Oba nawiązują do cyklu tragedii poświęconych namiętnościom, oba kreślą obraz pożądania, jednak każdy z nich skupia się na innym jego charakterze.
Poemat wyjątkowo swawolny i rozbuchany erotyzmem, oparty na „Metamorfozach” Owidiusza i uznany przez samego Szekspira za pierwsze jego prawdziwe dzieło. Fabuła utworu oparta jest na relacji dwojga ludzi: pięknej i uwodzicielskiej Wenus oraz ślicznego, lecz niedostępnego Adonisa. Według Henryka Zbierskiego, owa relacja jest konceptem utworu, to komizm erotyzmu i nieodwzajemnionej miłości opartej na płaszczyźnie gorącej (w sensie psychicznym i fizycznym) pogańskiej chuci i erotycznej napastliwości kobiety — bogini wobec zimnego jak głaz i nieco jak gdyby purytańsko usposobionego Adonisa1.
Całość osadzona jest na gruncie literatury erotycznej (momentami pornograficznej), czyli tzw. epyllionu. Język poematu przesycony jest metaforami seksualnymi opisującymi żądze i pożądanie — Szekspir pisze o płonięciu, wrzeniu, łaknieniu i konaniu z niepohamowanej chuci:
Gwałtowna żądza swą zdobycz porywa,
Syci się chciwie, lecz się nie nasyci;
Usta bezwolnie ustami zdobywa,
Łup cały biorąc, jaki tylko schwyci;
Lecz, jak sęp, pragnie okupu takiego,
Że wnet zrabuje cały skarb ust jego.
A gdy już słodycz łupów w niej goreje,
Plądruje w ślepym szaleństwie pragnienia;
Z lic jej pot spływa, krew w żyłach szaleje,
Żądza w niej męstwo nagłe rozpłomienia;
Mądra rozwaga w zapomnienie idzie,
Zniknęły myśli o czci i o wstydzie.2
Wenus Szekspira nie jest kobietą subtelną ani wyrafinowaną — nie wstydzi się uganiania za młodym kochankiem, atakuje Adonisa frontalnie3. Wykorzystuje każdą możliwą sytuację, by zmusić Adonisa do pocałunku: udaje martwą, przestraszoną, zatroskaną. Jej nachalne uwodzenie dalekie jest od wizji Owidiusza (u którego miłość bogini jest odwzajemniona i pozbawiona tak wyraźnego odcienia pornograficznego):
Jak głodny orzeł, postem rozwścieczony,
Szarpiąc nie szczędzi kości, piór ni mięsa,
Skrzydłami wstrząsa, łyka jak szalony,
Póki nie pożre ostatniego kęsa;
Tak ona lica jego, brodę, czoło
Kończąc całować, znów całuje wkoło.4
Dla Adonisa nachalna i rozerotyzowana Wenus jest symbolem niepohamowanej żądzy, niemającej niczego wspólnego z miłością, o której mówi kobieta:
Nie jest to miłość; ona ulatuje
W niebo, gdy żądza jej imię na ziemi
Bierze i, postać jej kradnąc, żeruje,
By młodość plamić występkami swymi,
Która usycha w uścisku tyrana
Jak młoda gałąź robactwem zżerana.
Miłość wypada z chmur jak promień słońca,
Lecz żądza słońce zakrywa jak burza;
Miłość to wiosna, która trwa bez końca,
Lecz zima żądzy z lata się wynurza;
Miłość jest skromna, żądzę nadmiar gubi;
Miłość jest prawdą, żądza kłamstwo lubi.5
Jednak to właśnie ta rozbuchana żądza, tak majestatycznie opisana przez Szekspira, przyniosła mu popularność. Jej językowe formy zadziwiają nie tylko oryginalnością, lecz przede wszystkim pomysłowością. Dramaturg pisze o spoconej dłoni i drżeniu z żądzy, o zuchwałości rumaka, zdobywaniu łupów, żerowaniu i plamieniu się występkami, usychaniu i zżeraniu przez robaka grzechu… Stanisław Helsztyński w języku poematu upatrywał właśnie geniuszu Williama: Czytelnicy podziwiali śmiałość i bezpośredniość obrazów i sytuacji, plastykę opisów i rwący potok akcji, a szczególnie gwałtowność namiętności bijącej z każdej sekstyny6.
Pożądaniu opisanemu w „Wenus i Adonisie” może dorównać jedynie opis żądzy w „Lukrecji”.Jest to opowieść o legendarnym zgwałceniu cnotliwej żony przez niejakiego Tarquiniusa, przyjaciela domu. Poemat, którego pełny tytuł brzmi „Gwałt na Lukrecji”, ma wyraźne związki z „Tytusem Andronicusem” (brutalność i zemsta) i z „Wenus i Adonisem” (żądza) — tematem wszystkich jest nie miłość, ale seks7. Wenus była kobietą zbyt nachalną, natomiast Lukrecja jest człowiekiem o niezłomnych zasadach i honorze. Jej niewinność została brutalnie skontrastowana z ohydnym zachowaniem Tarquiniusa: gwałtem, szantażem i tyranią. Nieświadoma niepohamowanego pożądania mężczyzny Lukrecja wpuszcza go w progi swego domu i serdecznie wita. W oprawcy już drzemią, ukryte na razie, żądze — nocą jednak, dręczony strachem i pożądaniem, zakrada się do ofiary:
Tarkwiniusz płonąc chce się w ów nurt rzucić,
Honor oddaje w zastaw namiętności,
Siebie dla siebie musi dziś porzucić:
Jakże ma ufać sobie, bez prawości?
Jakże od obcych chcieć sprawiedliwości.
Gdy zdradza siebie, idąc ku zniszczeniu,
Wśród obelg ludzkich i dni w poniżeniu?
(…)
Oto się książę z łoża swego zrywa,
Płaszczem niedbale okrywszy ramiona;
Żądza i trwoga go straszna rozrywa,
Jedna pochlebia, druga przerażona;
Gdy szczera trwoga, żądzą przytępiona,
Pragnie, by w łoże natychmiast powrócił,
Żądza chce, aby wszelką trwogę rzucił.8
W poemacie tym seks i żądze nierozerwalnie wiążą się z ambicjami politycznymi — w momencie gwałtu ciało Lukrecji jest dla gwałciciela niczym terytorium polityczne, które należy wykraść z rąk prawowitego władcy:
Niby dwa z kości słoniowej globusy
Są te jej piersi — dwa dziewicze światy,
Które ku innym nie znają pokusy
Władcom, jednemu tylko swój bogaty
Tron zaprzysiągłszy: dzisiaj tej objaty
Chce nowa żądza władzy Targuina —
Przywłaszczycielska sięga po nią dusza.9
Język poematu nasycony jest niecodziennymi określeniami żądzy fizycznej, niepohamowanej chuci — Szekspir pisze o dyszeniu z żądzy, pragnieniach podstępnych, żarze ogni, płonięciu, oddawaniu się w zastaw namiętności, barwnym proporcu żądzy, łapczywym spoglądaniu, zdobywaniu łupu, szale, ogniu pędzącym w żyłach. Po zaspokojeniu swej łapczywej pożądliwości Tarquin opada z sił, przypomina zgliszcza po trawiącym pożarze:
Choć z łupów zwykle ma wiele radości,
Tak i Tarkwiniusz kończy noc w sytości,
Smak utraciwszy; sama się strawiła
Żądza, co podłą żarłocznością żyła.
Grzechu bezdenny, jakże cię dościgać
Myślą, gdy jesteś ponad rozumienie!
Pijana żądza musi szał wyrzygać,
By ujrzeć mogła własne upodlenie,
Gdyż pożądania nie zgasną płomienie,
Ani kto w mocy jest jego szaleńczy
Pęd wstrzymać, aż się, jako klacz, nie zmęczy.
Wówczas wychudła i z licem pobladłym,
Z głową zwieszoną bezsilna odchodzi
Żądza tchórzliwa w dal krokiem osłabłym
I nad swym losem jak bankrut zawodzi:
Żądzy cielesnej to grzech, że w bój wchodzi
Z pięknością, trwoniąc się do zniweczenia,
Buntownik później błaga przebaczenia.10
Język pożądania w obu poematach jest budowany na tej samej zasadzie — przy uważnej lekturze można łatwo dostrzec i wypisać powtarzające się zwroty i metafory. Po pierwsze Szekspir stosuje liczne porównania do świata zwierząt: łapczywość, niezaspokojony głód, żerowanie, plądrowanie, rozwścieczenie. Drugim charakterystycznym środkiem jest porównywanie żądzy do chciwości i niemożności nasycenia. Kolejnym zwrotem są liczne określenia odwołujące się do drżenia i żaru: płonięcie, rozpłomienienie, iskry posępne i ognie występne. Osobnym zagadnieniem są metafory dotyczące szału i cząsteczek ruszających się w krwi: krew w żyłach szaleje, powódź ognia napędza w żyły. Bohaterowie szaleją pożądając, ich szał słabnie i wzmaga się na przemian. Żądza w poematach jest siłą niemożliwą do opanowania czy choćby zminimalizowania. To namiętność rozwijająca się często bez ich świadomego udziału i równie nieświadomie wybuchająca — jej przypływ jej szybki, nagły i niespodziany. Równie prędko zjawia się i znika, pozostawiając po sobie wypalone żądzą ciało. Jej skutki można przewidzieć, nadejścia — nie. To szał i płomień ogarniający każdą cząstkę ciała i duszy, wypalający doszczętnie, ale też nierzadko pozostawiający w niedosycie. To głód niezaspokojony i odnawialny. Tylko Szekspir mógł sprostać zadaniu opisania tej siły.
© 2008 Karolina Kubiak
1 H. Zbierski, William Shakespeare, Warszawa 1988, s. 542.
2 Poezje. Sonety, poematy i wiersze różne, przeł. M. Słomczyński, seria William Shakespeare. Dzieła wszystkie, tom I, Kraków 2004, s. 200.
3 H. Zbierski, tamże, s. 547.
4 Poezje…, dz. cyt., s. 186.
5 Tamże, s. 207.
6 S. Helsztyński, Człowiek ze Stratfordu, Warszawa 1964, s. 82.
7 H. Zbierski, dz. cyt., s. 549.
8 Poezje…, dz. cyt., s. 227.
9 Tamże, s. 234.
10 Tamże, ss. 242-243.
verte.art.pl > Literatura > Szekspir… > Język pożądania w poematach Williama Szekspira
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski