> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№43 styczeń 2008

Ms. Setterfield, Ms. Setterfield… („Trzynasta opowieść” Diane Setterfield) Emilia Walczak

Co to znaczy powieść dla kur domowych? Kogo w ogóle może oznaczać pojęcie „kura domowa”? Jak ją poznać? Jak poznać geja, a jak wrzodowca? Strzeżmy się wszelkich generalizacji (każdy pijak to złodziej itp.), moi drodzy. Telewizja Polsat nadaje pewien (nieu)strasz(o)ny program „Fear Factor” — nowa edycja ma podtytuł „Freaks and Geeks”, czyli dziwolągi i nudziarze, przy czym najczęściej okazuje się, że nudziarze są większymi dziwolągami niż dziwolągi, a dziwolągi są glajchszaltowanymi nudziarzami. Podobnie pozornie sztandarowa kura domowa nudziara z serialu „Desperate Housewives” — Bree Van De Kamp (Marcia Cross) — bezsprzecznie zalicza się do freaks. Zalicza się — aha, a jednak generalizacja! Cóż, próba zastosowania teorii względności nie powiodła się. Tym samym musimy przyznać, że książka, którą za chwilę krótko omówię, „Trzynasta opowieść” Diane Setterfield, jest powieścią dla kur domowych.

Autorka nie ukrywa, ba, przeciwnie, wręcz obnosi się ze swym zamiłowaniem do klasyki literatury dla kur domowych. Weźmy chociażby taki przykład — przywołanie nazwiska Emily Brontë (sic!). Na myśl przychodzi okropny gust angielskiej klasy średniej, wielokrotnie przedstawiony na ekranie przez reżysera Mike’a Leigh. — Ms. Brontë, Ms. Brontë… — mówiły bohaterki jego filmu „Career Girls”, po czym zostały kurami domowymi (no, prawie).

Znamienne, że w „Trzynastej opowieści” padają słowa, iż książka — chodzi tu o biografię panny Winter, ale spod tej literackiej fikcji przebijają się poglądy samej Setterfield — musi posiadać swój początek, środek i koniec — i to dokładnie w tej tradycyjnej kolejności. Wszystko we właściwym porządku. Żadnego kluczenia. Żadnego wybiegania naprzód. Żadnych pytań.1 Żadne więc tam postmodernistyczne „kłącze” G. Deleuze’a i F. Gauttariego, żaden tekst „pisalny” R. Barthesa, ani labirynt bez wyjścia U. Eco. Setterfield postuluje głośno powrót do XIX wieku! Ja tam się boję uwsteczniania, szczególnie tego programowego w IV RP braci K., bo to nawet nie jest dążenie do utopii spod znaku Huxleya czy Orwella, ale do zdziczenia rodem z „Wehikułu czasu” Wellsa.

Feralna „Trzynasta opowieść”, wielokrotnie porównywana do „Cienia wiatru”, z przyjemnym pisarstwem Carlosa Ruiz Zafóna raczej niewiele ma wspólnego. „Cień wiatru”, owszem, był czytadłem, ale czytadłem z klasą, na pewnym, nawet ponadprzeciętnym poziomie przyzwoitości. Oddał atmosferę majestatycznej Barcelony — a opisać słowami aurę danego miasta to niełatwe zadanie, o czym wiedzą czytelnicy Reymonta (Łódź), Grassa (Gdańsk), Calvino (miasta włoskie), Konwickiego (Warszawa czasów PRL-u), czy Stasiuka (wiochy Europy Wschodniej) i in. Ponadto kwestia tajemnicy do rozwiązania, która i w przypadku książki Setterfield, i Zafóna jest osią utworu. „Cień wiatru” naprawdę aż do samego końca trzymał w napięciu, tymczasem podczas czytania „Trzynastej opowieści” mamy ochotę iść do kuchni i możliwie jak najdłużej zaparzać mocną kawę, tylko dzięki której będziemy mogli przebrnąć przez toporne stronice tej książki.

Na koniec ważna informacja dla tych, którzy pogrążeni są raczej w lekturze Houellebecqa czy Jelinek (znowu generalizacja, lecz, ostatecznie, trzeba się jakoś określać — to skrótowe myślenie ułatwia komunikację międzyludzką), przy czym słowo „pogrążeni” pasuje tu jak ulał, bo prócz tego, że pogrążeni są w literaturze, to jeszcze pogrążeni tą literaturą: czytanie Setterfield jest nawet nie tyle co pewną egzotyką, lecz przeżyciem wręcz ekstremalnym dla nieustraszonych rodem z „Fear Factor”. Polecam jako ciekawostkę.

© 2007 Emilia Walczak

1 D. Setterfield, Trzynasta opowieść, przekł. B. Przybyłowska, Wydawnictwo AMBER, Warszawa 2006, s. 50.

verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Ms. Setterfield, Ms. Setterfield…

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski