> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№23 maj 2006

Obrazy — w znakach czasu („Sierpień”, „Saint-Germain-des-Pres” oraz „***” Karoliny Sałdeckiej) Małgorzata Zamojska

To, co zastanawia mnie w tych wierszach, to zarazem motyw łączący, czyli obraz umiejscowiony na samej powierzchni tych tekstów, który organizuje przestrzeń utworów, jak i samo pojęcie obrazowości z jego zapleczem teoretyczno-literackim.

Czym bowiem jest obrazowość? Czy i w jaki sposób łączy się z muzycznością? Czy mamy w odniesieniu do tej kategorii do czynienia tylko z bezdusznym projektowaniem naszych wyobrażeń na podstawie danych struktur znaków — struktur w określony sposób znaczących?

Na ile bowiem patrząc (tak właśnie, nie — czytając) na wiersz zaczynający się od słów: nic nie pamiętam…, mamy wrażenie jego kołysania, które może być fundowane co najmniej przez trzy czynniki: wyobrażenie gałęzi drzew, które się kołyszą; przywołanie świtu bez końca i coraz głębszego zapadania się w fotel, a więc uczucia kołysania się tuż przed zaśnięciem; oraz niezbyt może zgrabne pod względem brzmienia (bo sugerujące niespodziewane wydłużenie wersu zestawienie: gałęziami-zdaniami), owe gałęzie są długie jak zdania, a zdania niby gałęzie się kołyszą…

Na ile warstwa brzmieniowa naszpikowana różnymi szeleszczącymi głoskami: przejrzystej jak powietrze, drzewa seplenią poważnie, gałęziami, jeśli, świt, ścianach przywołuje analogię do owych gałęzi szeleszczących za oknem? Ileż tych czynników organizacji tekstu musi być, abyśmy ulegli takiemu wrażeniu, obrazowości, właśnie?

Obraz może być punktem, wokół którego koncentrycznie układają się asocjacje. Tak jest w wierszu pt. „Sierpień”. Wszak pozornie to obraz sierpnia, tego czasu, który jest z reguły we wspomnieniach po prostu szary. Niczym szybko przywołany w pamięci przez analogię do tej szarości Toulouse-Lautrec, którego reminescencja zlewa się z kawą z mlekiem w szpitalnej stołówce. Dominanta barw beżowych, szarych, sepii, opalizujących, mlecznego szkła oraz łączącego z nimi spokoju i ciszy prowokuje kontrast: głośnych Chinek w Musee d’Orsay, które pstrykają zdjęcia, nie wiedząc po co. Bo wszak czas płynie… A wspomnienie w większej rozciągłości i złożoności go zatrzymuje niż kadr aparatu.

„…des-Pres” wolę w kontekście gry obrazów i słów, którymi posługuje się ten wiersz: de pres, czyli z bliska; w warstwie brzmieniowej nie byłoby różnicy, a dzięki temu skojarzeniu dałoby się spolaryzować ukazane w wierszu obrazy na osi: blisko-daleko. Jestem daleko od obrazów w Saint-Germain-des-Pres i zarazem blisko. Blisko wspominam obraz wiszący nad łóżkiem w domu, gdzie mam stały adres, a zarazem oddalony w czasie o dwadzieścia lat, a w przestrzeni o dwadzieścia godzin… Kolorowi są tylko święci, ludzie pozostają szarzy, jak na zdjęciu.

© 2006 Małgorzata Zamojska

verte.art.pl > Literatura > Eseje > Obrazy — w znakach czasu

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski