> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№29 listopad 2006

O wyższości satyry nad mitem — prowokacja felietonistyczna Izabela Mikrut

Przez powtarzanie wszakże tworzy się każda mitologia. Trudno nie przyznać racji tym słowom. Wystarczy choćby spojrzeć na wszechobecne w XXI wieku reklamy. Copywriterzy dwoją się i troją, by przekonać nas do dokonania właściwych, jedynie słusznych wyborów. W starożytności mieliśmy do czynienia z opowieściami o bogach i herosach. Dziś naszymi bogami są umiejętnie reklamowane produkty, herosami — klienci, gotowi na wszystko, by tylko zdobyć upragniony przedmiot. A mitologia? — cóż, pozostała, przekształcając się jedynie i uwspółcześniając.

Przez powtarzanie wszakże tworzy się każda mitologia. To prawda. Ale czym dzisiaj jest mitologia? Nie chciałabym odnosić tego pojęcia tylko i wyłącznie do sfery sacrum, ściśle powiązanej z wąsko rozumianą religią. Mitologia to swoisty zespół wierzeń. Dodam brutalnie — wierzeń w cokolwiek. Europejczyk w XXI wieku coraz rzadziej wznosi oczy ku niebu, by wyprosić dla siebie łaski u Boga, lub — by szukać wyjaśnienia niepokojących zjawisk. Europejczyk XXI wieku szuka sobie bóstw zastępczych na Ziemi. Ilu ludzi, tyle mitologii.

Przez powtarzanie wszakże tworzy się każda mitologia. Racja. Ale przez powtarzanie również zabija się humor.

I w ten sposób dochodzę do mojej największej bolączki. Mojej — jako odrobinę praktykującego satyryka, i mojej jako gorliwej wyznawczyni kpiarzy. Największym problemem w dzisiejszej literaturze jest usunięcie twórczości rozweselającej w cień, zdegradowanie jej, jednoznaczne i bezapelacyjne przypisanie roli błazna, clowna i zduszenie w zarodku wszelkich prób rozśmieszania u tzw. „poważnych” twórców. Bo kto na przykład wie o „Szpilkowym” epizodzie Tadeusza Różewicza? Niewielu.

Przez powtarzanie wszakże tworzy się każda mitologia. A ja próbuję odratować mitologię z przymrużeniem oka. Nie chcę być jedyną osobą, która w bibliotece wypożycza tomik Ryszarda Marka Grońskiego. Nie chcę wiecznie tłumaczyć, co pisał Marianowicz. Nie chcę wywoływać nazwisk Załuckiego, Szpalskiego, Lipińskiego z satyrycznej półki literatury. Chcę, by te nazwiska znali wszyscy. W ten sposób mam nadzieję przekształcić wyobraźnię literacką choć trochę. Może się uda, w końcu przez powtarzanie… itd.

Dlaczego by nie spróbować? Karen Armstrong w „Krótkiej historii mitu” wymienia pięć cech charakteryzujących mity.1 Pierwsza z tych cech głosi, że mit jest głęboko zakorzeniony w doświadczeniu śmierci. Motyw śmierci w twórczości Jeremiego Przybory (a więc jednego z czołowych polskich satyryków czy — jak wolał — humorystów) jest tematem mojej pracy magisterskiej. Mogłabym w tej chwili przytoczyć kilkaset przykładów na obecność „tej z kosą”2 w literackiej twórczości rozweselającej, lecz objętość tej pracy zmusza mnie do ograniczeń. Wybieram więc tylko kilka potwierdzeń. Bachtin zauważył, że karnawał w średniowieczu miał funkcję oswojenia lęku przed śmiercią. Motywy śmierci i śmiechu są ze sobą nierozerwalnie związane. To, czego się boimy, oswajamy na ogół śmiechem. Lec pisał: być błaznem na stypie — posłannictwo głęboko ludzkie.3 Brzechwa (też w końcu satyryk) — w wierszu „Taktowne umieranie” dawał przepis na dobrą śmierć, określając nawet precyzyjnie czas zejścia:

Umierać trzeba z taktem. A więc, dajmy na to,
Nie wtedy, kiedy właśnie zaczyna się lato (…).

Umierać trzeba z taktem. Ci, co innych cenią,
Nie sprawiają pogrzebów zbyt późną jesienią. (…)

Umierać trzeba z taktem. Wymaga obliczeń
Taka śmierć, żeby pogrzeb nie przypadł na styczeń.

Lub, powiedzmy, na luty, gdy mrozy siarczyste
Mogą całkiem zniechęcić żałobną asystę. (…)

I śmierć zda się błahostką, gdy wiosna upaja…
Postaram się pociągnąć do połowy maja.
4

Groński szukał porad dla kata (codziennie ćwicz rękę5). Marian Rentgen (Guntner), żeby wycofać się do kabaretu przedwojennego, pisał o sobie przewrotnie:

Ja żyć już nie mogę, położę się — umrę.
Ubiorą mnie ładnie, położą mnie w trumnę (…).
Wywiozą mnie w trumnie za miasta rogatki,
Położą mnie w grobie, zasadzą mi kwiatki.
Niech smutny przechodzień pomyśli, poduma:
Tu leży ten, co umarł.
6

U Przybory temat śmierci jest jednym z najczęściej poruszanych. Temat wyśmianej śmierci — również. Tak pierwszy wyznacznik mitu możemy uznać za udowodniony.

Po drugie, zdaniem Karen Armstrong, mit był nierozerwalnie związany z rytuałem towarzyszącym pochówkowi. I tu przychodzą mi do głowy rozmaite przykłady. Brzechwa wielokrotnie zapowiadał swoim przyjaciołom, że jeśli mowy nad jego mogiłą będą się przeciągać, on zapuka od spodu7. Znajomi satyrycy musieli się więc dobrze pilnować, by nie sprzeciwić się woli kolegi po fachu. Do rytualnych motywów pochówku na pewno da się zaliczyć wszelkiego rodzaju nagrobki i epitafia, jakie układali sobie satyrycy. Co dzień umierała ze strachu przed życiem, ale żyła ze strachu przed umieraniem8 — stwierdzał na przykład w jednym z nagrobków Marianowicz. W „Nagrobku człowieka cierpiącego na udar słoneczny” Sztaudynger zawiera lapidarną poradę: ceń / cień.9 Do najbardziej ekstremalnych zachowań należy chyba postawa Janusza Minkiewicza. Popularny Minio podczas pogrzebu kolegi — Światopełka Karpińskiego — przyczepił pinezką do jego mogiły karteczkę. Na karteczce była fraszka autorstwa Karpińskiego:

Nie zostawił spadkobierców,
ani łzy po swoim trupie,
bowiem wiele spraw miał w sercu,
ale jeszcze więcej w dupie.
10

Trzecią cechą mitu według Armstrong jest powiązanie go z sytuacjami krańcowymi. Jedną z cech satyryków z kolei jest hiperbolizowanie. Twórcy, którym patronuje uśmiechnięta muza, muszą bez przerwy wyolbrzymiać, przerysowywać i przejaskrawiać opisywane zdarzenia. Jeśli satyryk zajmuje się życiem codziennym, siłą rzeczy musi znaleźć też miejsce dla sytuacji skrajnych. Momenty przełomowe dla człowieka to oczywisty temat twórczości humorystów. Nie boję się niebytu, boję się chwili tranzytu11 — pisał Sztaudynger.

Mit — zgodnie ze wskazówkami Karen Armstrong — powinien wskazywać drogę postępowania. I znów jawi się nam niesamowita zgodność między wyznacznikiem mitu a literaturą satyryczną. W końcu jedno z przesłań utworów rozśmieszających to próba naprawiania wad społeczeństwa. Satyrycy poprzez wykpiwanie i drwiny pouczają rodaków, dają im wskazówki prawidłowych zachowań, albo wyrażone wprost, albo zawoalowane, ukryte. Lec pisał, że na żadnym zegarze nie znajdziesz wskazówek do życia. Na zegarze może i nie. W utworach satyrycznych, jak i w mitologii — jak najbardziej.

Ostatnim wyznacznikiem mitu jest w książce Armstrong przedstawianie świata spoza naszego wymiaru. Zgadza się także ten wymóg. Cała „Gołoledź” Jeremiego Przybory oparta jest na ideach życia pozagrobowego. Świat z „innego wymiaru” zaludniają postaciami wszyscy satyrycy. Marianowicz na przykład tworzy „duszną” atmosferę, przedstawiając tajemniczą kawiarnię:

Bo jeżeli się wsłuchasz w to dziwne milczenie,
Coś słyszysz — niby echo, coś widzisz — jak cienie
To znaczy, że kawiarnię pustą i niczyją
Zaludnili bywalcy, którzy już nie żyją.
Przebywają tu w ramach swojej sjesty wiecznej
I sączą swe pół czarnej, czarnej ostatecznej.
Choć umarli, lecz żywą prowadzą rozmowę,
Roztrząsają doniosłe sprawy nietypowe.
12

Pięć warunków dobrego mitu spełnionych. Dlaczego zatem satyrycy są zawsze spychani na margines życia literackiego? Dlaczego odmawia im się praw wstępu na Parnas? Dlaczego literatura satyryczna jest uznawana za gorszą?

Na temat satyry pada mnóstwo krzywdzących opinii. Jedne — źródło mają w Bachtinowskiej koncepcji kojarzenia śmiechu i zabawy z materialno-cielesnym dołem. Inne — odrzucają utwory humorystyczne ze względu na warsztat (rym i rytm, czynniki niezwykle istotne w budowaniu komizmu, stały się niemodnym elementem współczesnej poezji). Ale gdzie tkwi główne źródło odrzucania satyry?

Przez powtarzanie wszakże tworzy się każda mitologia. Satyra jest niepowtarzalna. Komizm rodzi się z zaskoczenia. Cykliczność i schematowość, tak w końcu potrzebne w mitach, tracą rację bytu w utworach wesołych. Żadna szanująca się organizacja nie wykorzysta słów satyry jako hymnu czy pieśni przewodniej (chlubnym, choć przewrotnym wyjątkiem mogą być sepleniący, którzy swoim mottem uczynili słowa wiersza Gałczyńskiego „Strasna zaba”). Tekst satyry da się powtórzyć dwa, góra trzy razy. Potem straci on swoją podstawową funkcję — rozweselanie. Nie na darmo jeden z kawałów głosi, że Kain zabił Abla za stare dowcipy.

Karen Armstrong niezwykle często powtarza, że:

Mit to przede wszystkim przewodnik, który mówi nam, co mamy robić, żeby nasze życie stało się bogatsze.13

Pamiętajmy, że instytucja satyryka zrodziła się również z potrzeby wskazywania ludziom drogi. Satyryk nie pisze sobie, a muzom, jego twórczość ma również wymiar praktyczny. To satyrycy stanowią sumienie społeczeństw. To satyrycy ustawiają drogowskazy. To satyrycy wreszcie drwiną obalają złe stereotypy. Satyrycy pełnią wśród ludzi funkcję przewodników. Ich działalność literacka powinna przedzierzgnąć się w mitologię. Ale nie dojdzie do tego. Mitologia rodzi się przez powtarzanie.

Według Armstrong:

Mitologia ponosi fiasko, gdy skupia się na wymiarze nadprzyrodzonym, a pozostaje żywotna tylko wówczas, gdy naczelnym jej zainteresowaniem są sprawy ludzkie.14

Ze wszystkich literatów, to właśnie satyrycy poruszają problemy najbliższe sprawom ludzkim. Nie realizm, nie próby idealnego odwzorowywania rzeczywistości, nie idea mimesis, a satyra stanowi najlepsze zwierciadło. Kolejne wyimki z „Krótkiej historii mitu” potwierdzają tylko analogię między mitem a satyrą. Dowody? Proszę bardzo:

Mit musi prowadzić do naśladowania bądź współuczestnictwa, nie zaś do biernej kontemplacji.15

Poważnym celem, jaki stawia przed sobą każdy humorysta, jest poderwanie ludzi do działania, do zmiany swojego postępowania. Kpiarz próbuje wywołać swoimi prowokacyjnymi utworami aktywność czytelników. Nie pozwala pozostać obojętnym wobec niesprawiedliwości, obłudy czy zła.

Mit mówi nam, co mamy robić, jeśli chcemy stać się w pełni ludźmi. Każdy z nas musi w jakimś momencie swego życia być bohaterem.16

Wszystkim tym, którzy zarzucają satyrykom przesadę, można rzucić w twarz hasło:

Mit jest zatem prawdziwy, bo jest skuteczny, a nie dlatego, że daje nam informację o faktach.17

Wielu obrońców poważnej, „wysokiej” literatury oburzy się na mnie za porównanie satyry do mitu. Ale czas najwyższy zauważyć rolę humoru w twórczości. Czas pokazać, że nie umiejętność wyciskania łez, nie produkowanie sytuacji patetycznych, ale poczucie humoru jest najważniejszym składnikiem literatury. Przez powtarzanie wszakże tworzy się każda mitologia. Czy moje wołanie o uwagę pozostanie bez echa? Czy twórcy satyryczni będą wciąż niedoceniani? Mam nadzieję, że stworzę nową mitologię. Mitologię, w której bohaterami będą satyrycy, odwaga głoszenia swoich racji za pomocą zabawnych i rozweselających wierszy stanie się czynem na miarę działania herosa. A jedynym bogiem na Olimpie mojej mitologii stanie się śmiech.

© 2006 Izabela Mikrut

1 K. Armstrong, Krótka historia mitu, Znak, Kraków 2005, s. 8.

2 Określenie pochodzi od Jana Sztaudyngera.

3 S. J. Lec, Myśli nieuczesane, WL, Kraków 1972, s. 81.

4 J. Brzechwa, Liryka mego życia, Czytelnik, Warszawa 1968, ss. 13-14.

5 R. M. Groński, Kabareciarz. Tekst i polityka, Czytelnik, Warszawa 1989, s. 17.

6 M. Rentgen, Ballada o miłości, [w:] R. M. Groński, Jak w przedwojennym kabarecie. Kabaret warszawski 1918-1939, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987, s. 153.

7 Informacja ta wielokrotnie przewija się przez wspomnienia o Brzechwie w: Akademia pana Brzechwy. Wspomnienia o Janie Brzechwie pod redakcją Antoniego Marianowicza, Czytelnik, Warszawa 1984.

8 A. Marianowicz, Za czym pani stoi?, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 80.

9 J. Sztaudynger, Piórka, WL, Kraków 1985, s. 54.

10 Wzorem Boya Żeleńskiego pozostawiam fraszkę w postaci nieocenzurowanej.

11 J. Sztaudynger, Piórka, dz. cyt., s. 185.

12 A. Marianowicz, Co PAŃSTWU dolega?, Czytelnik, Warszawa 1967, s. 62.

13 K. Armstrong, Krótka historia mitu…, s. 13.

14 Tamże, s. 23.

15 Tamże, s. 128.

16 Tamże, s. 137.

17 Tamże, s. 13.

verte.art.pl > Literatura > Eseje > O wyższości satyry nad mitem

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski