Kultura, sztuka nie podejmują kluczowych problemów poznawczych naszego wieku, zostają zdławione przez technologię. Stanisław Lem
Wydaje się, że motywacje, które od kilkudziesięciu lat skłaniają Stanisława Lema do kwestionowania tradycyjnych zasad poetyki utworu literackiego, mogłyby w jednakowym stopniu zastanowić każdego adepta studiów literaturoznawczych, bez względu na sympatie dla gatunku SF. Pretensje Lema dotyczą w pierwszym rzędzie rozwiązań fabularnych tekstu fantastyczno-naukowego. Jednak, piszę to z przekonaniem, nie leży w jego intencjach dzieło reformy zatrzymujące się na poziomie kompozycyjnych czy stylistycznych podpowiedzi dla twórców SF — jest tu obecne przede wszystkim odmienne, właściwe Lemowi, rozumienie koncepcji literatury, a ogólnie sztuki manifestującej się w różnorodności swych form w ideacyjnej przestrzeni kultury.
Zdaniem wybitnego futurologa, współczesna kultura utraciła pierwotnie zakorzenioną zdolność wypełniania misji cywilizacyjnej i nie podąża za odkryciami nauki. Ze stanowiska scjentystycznego przyjętym punktem widokowym jest postrzeganie nauki i sztuki jakby na dwóch biegunach ludzkiej aktywności poznawczej. Frapująca jest natomiast refleksja Lema skupiona nad tym, jak zmienia się kultura, jak przemiany kultury wpływają na język, którym jest ona opisywana i wreszcie, jaki jest w tych przemianach udział technologii.
Kultura, w przeświadczeniu Lema, powinna być ostoją dla człowieka, bo gwarantuje, że wszelkie jego działania prowadzone w obrębie wspólnoty, do której przynależy, istotne z uwagi na ogólnie zakładaną wizję ładu społecznego, zachowują ważność i mają sens. Kultura dostarcza wzorców, prezentujących mniej lub bardziej uprzywilejowane przez bezlik praktyk społecznych sposoby, na jakie człowiek doświadcza rzeczywistości, wartościuje jej elementy, rozstrzyga też o stopniu ich realności bądź jej braku. Racjonalna przestrzeń kultury, w zamyśle teoretyka SF, asekuruje wielkie naukowe metanarracje w ich bujnym niczym nie krępowanym rozkwicie. Wrażliwość poznawcza uczestnika kultury wydaje się szukać swego potwierdzenia w wyuczonej sztuce wschłuchiwania się w głos postępu naukowego, a konceptualizowanym elementom świata nadaje się znaczenia w zależności od tego, czy widzi się je jako wcielające postulaty naukowości, czy też nie. Pierwsze kryterium przedstawia możliwości wykazania sprawdzalności danej konceptualności — teorie naukowe, w rozumienia Lema, odwołują się do metadyskursu filozoficznego, fundowanego na pozytywistycznej wierze w istnienie jednolitej pewnej metody naukowego poznania: spójnej, logicznej i sprawdzalnej.
Kryzys wiary u dzisiejszych asekurantów Stanisław Lem tłumaczy przeobrażeniami kultury, polegającymi na rozchwianiu wartości i nieprzewidywalności, która to z kolei określa nowe sposoby wymiany i artykulacji symbolicznych znaczeń (popkultura, język reklamowy, talk-show). Refleksja nad przemianami zbiega się tutaj z krytyką determinizmu językowego, angielskiej propozycji z filozofii języka, sformułowanej przez Sapira i Whorfa. Nie jest tak, zdaniem futurologa, aby badanie form językowych miało służyć poznawczemu przeniknięciu przyczyn zróżnicowania sposobów rozumowania w obrębie odmiennych nacji, jak chciałaby stwierdzać zawierzająca tej tezie etnolingwistyka. Podzielam tutaj pogląd Lema, że nie ma bezkontekstowych języków etnicznych. Reszty polemicznego tła dopełnia refleksja dotycząca stosunków sił między wiedzą a kulturą, które ogniskują się wokół następujących problemów: przyrost wiedzy; procesy mediatyzacji i globalizacji starych oraz nowych siedlisk wiedzy; nowe artykulacje językowe w starych i nowych siedliskach wiedzy powodowane przez te właśnie procesy (czy ten analityczny zamysł krążący jak sęp wokół wypowiedzi Lema, że konteksty kulturowe powołują nowe sensy form leksykograficznych nada kierunek dalszym dywagacjom czy może rozszarpie tą myśl do końca?).
Technologia, tożsama przyrostowi wiedzy, jest chętnie eksponowanym przedmiotem uwag krytycznych Lema — obecne jest przeświadczenie o tym, że gwałtowny rozwój infosfery destabilizuje więzi społeczne, ogranicza możliwości wypowiedzi artystycznej oraz powoduje zmiany w myśleniu uczestników kultury (na podłożu percepcji psychofizycznej). Niemniej, najistotniejsza chyba uwaga pisarza dotyczy uznania racji dla takiego spojrzenia na problemy ludzkości, które przekroczyłoby próg socjologii i objęło swym zasięgiem biotechnologiczne implikacje z biegiem czasu lepiej manifestowanego potencjału możliwości autoewolucyjnych. Widziałabym Lemowskie pytanie o kierunek autoewolucji człowieka i możliwości artykulacji (poza)językowej obaw związanych z autoewolucją jako otwarte na „polilogiczny dialog” z refleksją nad stanem kultury reprezentatywną dla tzw. myślenia postmodernistycznego. Mam tu na uwadze interpretację nowych praktyk komunikacyjnych i informacyjnych prowadzoną we francuskim dyskursie krytycznym przez m.in. Gerarda Rauleta.1
Nowe technologie komunikowania tworzą sztuczne warunki mówienia: wytwarzania i odbierania wypowiedzi językowej. Sztuczność wywołuje oderwanie tradycyjnych struktur społecznych od ich terytorium2, frapującym zagadnieniem staje się donośność referencjalna mediatywizowanego przekazu, również jego służebność wobec społecznych reguł „udanej komunikacji” (tu: zasady etykiety językowej, wyznaczniki perswazji). Refleksja Rauleta skłania się ku przekonaniu, że zarówno referencja, jak i służebność nie znajdują oparcia w hybrydalnym układzie stosunku człowieka i maszyny. Tło presuponowane przez wypowiedź słowną (szturmowane w Gadamerowskiej batalii prawdy i sposobów jej dochodzenia), traci wierzytelność eksplikowane za pośrednictwem wspólnego języka maszyny. Jakiekolwiek dokonanywane próby okazują się przekładem totalnym, redukującym informację do jej czysto informacyjnej zawartości. Dalej, nie istnieją żadne czysto techniczne lub administracyjne ufundowania sensu — przedstawianie działań komunikacyjnych za pomocą nowych technologii jako adekwatnych dla form interakcji społecznej jest wyrazem utopii. Podmiot komunikujący w digitalnej przestrzeni pełni rolę nośnika znaczeniowego, zmuszonego respektować reguły interaktywnego współdziałania z maszyną — zaakceptować „pole gry” maszyny, aby następnie mógł objąć je w posiadanie i ewentualnie zwyciężyć program. Działania komunikacyjne podmiotu mające na celu realizację wartości istotnych z uwagi na wizję ładu w danej wspólnocie społecznej zostają zdławione przez technologię.
Zdławieniu ulegają też możliwości dyskursu literackiego skupionego na ekspresji sygnalizowanych zjawisk, co ma właśnie związek z opisywanym przez Lema rozchwianiem znaczeniowym wypowiedzi słownej. Te same racje kryją się w wypowiedzi futurologa na temat pojawienia się nowego wcielenia tekstu jako dzieła o niezdecydowalnosci ostatecznej, które to spostrzeżenie asocjuje krąg zagadnień podjętych przez dekonstruktywizm — narodziny czytelnika jako autora tekstu, formowanie sensów wyrażeń językowych wewnątrz tekstu w dialogicznym stosunku do innych tekstów, pierwotność tekstu wobec sensu wypowiedzi. We francuskim dyskursie wyjściem poza tragiczną kondycję poznawczą są akty pozytywnego barbarzyństwa, których dopuszcza się myśl krytyczna, próbując rozpoznać przedmiot refleksji, czyli ideologicznie zawoalowane technologiczne egzekucje źródeł sensu i ładu. Ma to na celu stymulowanie prób wypracowywania nowych obiecujących procedur poznawczych, czyli sposobów manewrowania nad krawędzią „pułapki epistemologicznej” — pomocnym orężem formalno-jezykowym jest m in. łatwo rozpoznawalny żargon dyskusji ponowoczesnej.
W propozycji Lema, rozproszenie sensów i ontologiczny konflikt na granicy dwóch światów: realnego oraz transponowanego przezeń świata fikcyjnego problematyzują sposoby wypowiadania — w ramach dyskursu literackiego wprowadzają w grę starcie między formą fikcji literackiej a udziałem świadomości autotematycznej. Praktyki krypto- i paratekstualne (noty wprowadzające do nieisniejacych tekstów, recenzje nienapisanych książek) oznaczają (konieczną!) ucieczkę artysty-futurologa przed czysto językowym fabularyzowaniem. Jest w tym również dystans wobec prób eksperymentatorskich z kosmiczną (w przypadku SF) leksyką. Syndromy zdławienia stają się tematem przeżycia egzystencjalnego pisarza, artykułowalnego udziałem refleksji autotematycznej z pozycji uciekiniera poza kresem litery i fabuły. Jest to, zgodnie z logiką postulatywną Lema, misja pełniona przez dzisiejszą „rozumną” futurologię.
W prozie fantastyczno-naukowej publikowanej w ostatnich latach w czasopismach SF występują przykłady zaskakujących zabiegów kreacyjnych odczytywanych na poziomie operacji hipertekstualnych. Marek Kępiński, autor opowiadania „Szukaj przejścia” komponuje wypowiedź artystyczną na kształt znanego z praktyk cyfrowych hipertekstu. Podjęta z czytelnikiem gra opiera się na pomyśle powołania środkami metajęzyka systemu odnośników wewnętrznych w obrębie rozbitej na segmenty narracji — segmenty są ponumerowane, a każdy numer wskazuje kierunek dalszej nawigacji. Słusznym wzorcem interpretacyjnym byłby tutaj utwór publikowany w Internecie autorstwa Marka Amerika „Hipertekstualna świadomość”, stanowiący eksponowany na artystycznym forum przykład wykorzystania technik cyfrowych dla uwolnienia przestrzeni pisma i wprowadzenia nielinearnego sposobu lektury — system linków gwarantuje ok. 2000 sposobów odczytania historii popchniętej ledwie w kilku ruchach przez Amerikę w kierunku czytelnika. Z kolej inny pisarz, dobrze znany polskim fanom Jacek Dukaj powołuje się na praktyki intertekstualne, czemu daje wyraz w odautorskim komentarzu do powieści „Irrehaare” prezentującym tytuły dzieł i ich autorów tekst współtworzących. Autor otwarcie przyznaje, że co do większości źródeł pochodzenia „zagrabionych” schematów, wątków i cytatów pamięć najzwyczajniej go zawodzi. Międzykulturowa grabież okazuje się motywowaną decyzją z uwagi na zamysł twórczy — pisarz podejmuje się modelowania wizji świata, pozbawionego oparcia dla symbolicznych form, redukującego ludzkie istnienie do porcji komputerowych danych. „Konsensualna halucynacja” przestrzeni, w której toczy się fabuła, zdaje się promienieć wraz z nagromadzeniem gigantycznej fury odniesień literackich i przeróżnych nawiązań symbolicznych. Dobrze „podkarmiony” tekst podąża wówczas na swoim autorem, ale również i czytelnik może z powodzeniem przejąć ten ster. Pytanie o świadomość obu instancji można śmiało przeformułować na pytanie Lemowskie. Kryje się ono w postulacie literatury przemawiającej do Rozumu. Przykład SF (prezentowany tu ledwie w formie przyczynka) oraz dyskusja wokół relacji miedzy rozwojem technologii a kulturą, w której znajduje ona zastosowania pokazuje, że pytanie to nie może przynieść jednej, jedynej odpowiedzi.
© 2005 Joanna Maria Tyka
verte.art.pl > Literatura > Eseje > PoLEMika
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski