> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№5 listopad 2004

Prawo do zbrodni — ocena postępowania Rodiona Raskolnikowa Małgorzata Zamojska

Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi. J 15,19

1. Prawo boskie a możliwość ludzka

Indywidualizm charakterologiczny Rodiona Raskolnikowa można usprawiedliwić bardzo wieloma okolicznościami, począwszy od jego możliwości intelektualnych, wybujałej wyobraźni czy wreszcie ubóstwa materialnego, którym był napiętnowany. Jednak w ten sposób, niemożliwym byłoby dotarcie do kluczowego motywu zbrodni. Zarówno odpowiedź na pytanie: dlaczego Raskolnikow zabił?, jak i ocena popełnionego przez niego czynu, drzemie w filozofii; i to nie tyle w filozofii samej zbrodni, ale w przekonaniach i myślach Raskolnikowa o niej samej. Przekonania i wierzenia Rodiona-mordercy są bowiem wypadkową dwóch filozofii — chrześcijańskiej oraz nietzscheańskiej.1 Na pierwszy rzut oka obie powinny się wzajemnie wykluczać, a jednak w przypadku Raskolnikowa ich połączenie w młodym umyśle inteligenta zaowocowało zbrodnią. Prześledźmy zatem na hipotetycznym schemacie jak doszło do jej popełnienia.

Rodion Romanowicz zostaje przedstawiony przez Dostojewskiego najpierw jako mały chłopiec wychowywany w wierze prawosławnej — wrażliwy i nad wyraz czuły na zło świata. Dostrzec to można w opisie snu Raskolnikowa niedługo przed popełnieniem zbrodni. Znajdujemy w nim trzy symbole: szynk, wokół którego szwendały się zawsze pijackie i straszne gęby… Przy spotkaniu z nimi Rodia mocno się tulił do ojca i drżał cały, następnie: murowaną cerkiew z zieloną bramą pośrodku cmentarza, oraz szkapę nie mogącą uciągnąć wielkiego, obciążonego wozu i z tego powodu zamęczoną na śmierć. Otóż śni mu się: idą z ojcem drogą wiodącą na cmentarz, mijając szynk. Trzyma ojca za ręką… — dalszy ciąg już znamy. Wyjaśnienie owego marzenia sennego ułatwi nam ocenę czynu Raskolnikowa już po popełnieniu zbrodni.

Otóż: bywalcy szynków i sama karczma to świat rzeczywisty, widziany oczami siedmioletniego dziecka. Świat zły, nikczemny i podły, którego okrucieństwo doprowadzi do zakatowania konia. Samo zwierzę przedstawia siły żywotne Raskolnikowa, gdyż nie potrafi ono poradzić sobie z wozem; Rodia także nie może ogarnąć swego świata, wypełnionego społecznymi przesądami, obłudą i bezmyślną nikczemnością. Jakkolwiek obraz ten jest zwielokrotniony, to przecież można tutaj znaleźć analogię: konik zaczyna wierzgać, by przeciwstawić się swemu przeznaczeniu, a jednak dosięga go ręka „sprawiedliwości” — ponieważ nie jest w stanie pociągnąć wozu: umiera w męczarniach. Jest to zatem duchowy pogrzeb Rodii, który sam sobie wyprawił, bowiem był psychicznie zbyt słaby… Transkrypcja senna obejmuje także postać ojca, którego Rodia przypuszczalnie utracił: o jego losie nie jesteśmy przez Dostojewskiego powiadomieni. Ucieleśnia się w nim ojcowska odpowiedzialność, którą po jego przypuszczalnej śmierci Raskolnikow ponosi za rodzinę — matkę i siostrę. Dlatego nie chce zgodzić się na małżeństwo Dunieczki i Łużyna, mimo całej banalności tego faktu.

Po drodze ojciec i syn mijają cerkiew: symbol mistycyzmu i wiary. Raskolnikow już jako dziecko bardzo lubił w niej przebywać, gdyż miejsce to kojarzyło mu się z podniosłym nastrojem, pobożnymi śpiewami, wszechogarniającym spokojem… Do wiary we wskrzeszenie Łazarza oraz w Biblię Rodia wróci po popełnieniu zbrodni, gdy sam się owym zmartwychwstającym Łazarzem stanie.

Nie należy on bowiem do świata bezmyślnych okrutników, zapitych głów rodziny (takich ja Marmieładow), do skąpych urzędników pokroju Łużyna, czy do wesołej i zuchowatej gromady studentów… Raskolnikow jawi nam się w ten sposób w próżni: ucieka od światów, do których nie należy, co w konsekwencji prowadzi do porzucenia prawd chrześcijańskich, których w życiu doczesnym nigdzie nie może dostrzec.

Pustkę wypełni mu filozofowanie. Bóg: wyobrażenie Raskolnikowa o dobrym świecie, przyjaznej rzeczywistości, opiekuńczości najbliższych czy sile sprawczej wszystkiego — znika. Rodia zostaje bez Boga, a więc bez celu życia, bez wyższej prawdy, bez wartości etycznych — pozwalających ją osiągnąć. Zostaje mniej niż sam, bo bez własnego człowieczeństwa… bez celu istnienia.2

Wtedy najbłahszy wypadek może doprowadzić do tragedii — jest to rozmowa Lizawiety z kupcami na placu Siennym. Informacja, że stara lichwiarka będzie sama w domu jest sprawdzalna tylko w wypadku, gdy Raskolnikow będzie miał odwagę ją wykorzystać. Rzuca więc ostatnie wyzwanie rzeczywistości… i zabija, aby jej doświadczyć.

Bóg umarł, ale czy urodził się człowiek!? Nie wiadomo, bo prawo zabójstwa tak jak prawo poczęcia przyporządkowane jest boskiej sile sprawczej… niestety: w umyśle człowieka. Umysł zatem tylko w owych dwóch chwilach może stać się Bogiem. I… sarkastycznie może zabrzmi fakt, że Raskolnikow wykorzystał to w okolicznościach sprzyjających zabójstwu, a nie… poczęciu.

2. Sługa nie jest większy od swego pana.

J 15,20

Po popełnieniu zabójstwa Raskolnikowa dotyka cała banalność świata: musi ukrywać zakrwawione gałganki, dostaje wezwanie na policję w celu uregulowania zaległego czynszu, uczestniczy w przesłuchaniach, które prowadzi Porfiry, przyjmuje odwiedziny Łużyna oraz matki i siostry. Nabiera wrażenia, że cały świat nareszcie się nim interesuje; a złudzenie to zgubnie potęguje fakt zabójstwa starej lichwiarki…

W ten sposób nasz bohater musi codziennie stawiać czoła rzeczywistości, a robi to tylko w imię swego późniejszego odkupienia i przyznania się do winy. Można by krzyknąć zatem pompatycznie: „Odnaleziony!” — i to przez kogo? — przez wyklętą ze społeczeństwa Sonię, która jako istota głęboko wierząca pragnie razem z Raskolnikowem cierpieć wygnanie… O czym ten ostatni bynajmniej nie marzy i kpi sobie ze wszystkich praw tego świata: Skąd wiesz, Soniu, może wcale nie myślę iść na katorgę. I dalej tłumaczy jej motyw morderstwa: Czego innego musiałem się dowiedzieć, co innego popychało mnie: musiałem się dowiedzieć wtedy, dowiedzieć się czym prędzej, czy jestem wszą jak wszyscy, czy też człowiekiem. Czy potrafię przeskoczyć zasady moralne, czy też nie potrafię? Ośmielę się schylić po władzę czy nie? Czy jestem drżącą kreaturą, czy też mam prawo Po czym Raskolnikow generalizuje mówiąc, że siebie zabił, a nie staruchę. Ot tak, od razu, zakatrupił siebie na wieki! Tę zaś starą zabił diabeł, nie ja… — dodaje.

Idzie się przyznać do winy już nie dla dziecinnych ideałów Soni, która mu każe: wstać, iść zaraz w tej chwili, stanąć na rozdrożu, pokłonić się, najpierw pocałować ziemię, którą splugawił, potem się pokłonić całemu światu na wszystkie cztery strony świata i powiedzieć wszystkim głośno: „To ja zamordowałem!”. Aby wtedy Pan Bóg zesłał mu życie…, ale by: usprawiedliwić przed sobą ten czyn, wydać się szlachetnym w oczach Soni i by zostać formalnie oczyszczonym wobec prawa, którym do końca swoich dni pogardzał. Bowiem jak pisze sam Dostojewski, Rodion Romanowicz w czasie katorgi sądził siebie surowo, ale zatwardziałe jego sumienie nie znajdowało żadnej szczególnie okropnej winy, chyba tylko zwykłe chybienie, które każdemu mogło się przytrafić. A wstydził się właśnie tego, że on, Raskolnikow, zaprzepaścił się tak na oślep, beznadziejnie, głucho i głupio, z jakiegoś wyroku ślepego losu i teraz musi ukorzyć się i poddać „nonsensowi” jakiegoś tam werdyktu, o ile chce uzyskać choć trochę spokoju.

3. Panie już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie.

J 11,40

Odkupienie Raskolnikow zawdzięcza miłości Soni, która swą nieugiętą i prostą wiarą pokazuje mu właściwy kierunek wędrówki: nową drogę. Dokonuje się w nim odnowienie duchowe, on sam odnajduje zgubione ideały. Wierzy zatem w życie i w Boga jak dziecko: z całą naiwnością i nieugiętością. Sonia staje się dla niego dowodem, że jego dawne wartości wciąż żyją, że przetrwały próbę czasu i jego własne zaprzedanie, że zmartwychwstały!

I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł wtedy Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”.

4. Podsumowanie

Rodion Raskolnikow miał prawo do popełnienia zbrodni, gdyż była ona dla niego doświadczeniem poznawczym. Teoria ta nie godzi się z realiami świata pozytywistycznego, w którym rodziła się filozofia woli mocy Nietzschego. Główny bohater powieści Dostojewskiego jest przykładem urzeczywistnienia owej filozofii, jednak niezgodnie ze wskazówkami Nietzschego. Choć ogólny wydźwięk czynu Raskolnikowa realizuje ideę nadczłowieczeństwa (sam sobie Bogiem), to w konsekwencji nie przymnaża on życiu mocy, o którą idzie Nietzschemu. Teza ta mogłaby również wyjaśniać przyczyny późniejszego moralnego niepokoju i spustoszenia w Europie ogarniętej przez fanatyzm i głoszącej nieśmiertelne hasło: Bóg umarł.

Bóg umarł! Niech żyje Bóg!

© 2004 Małgorzata Zamojska

1 Możliwość interpretacji czynu Raskolnikowa w świetle rozwiązań Fryderyka Nietzschego jest dana nam, nie mógł bowiem Dostojewski znać późnej twórczości Nietzschego.

2 W tych wnioskach Raskolnikow okazuje się prekursorem myśli Nietzschego.

verte.art.pl > Literatura > Eseje > Prawo do zbrodni

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski