> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№52 październik 2008

Reportaż z tarczą („Wściekły pies” Wojciecha Tochmana) Ilona Godlewska

Pod koniec lat 80. nastąpił, przynajmniej w opinii krytyków, kryzys polskiego reportażu. Prawdą jest, że reportaży jest z pewnością mniej (zniknęły z polskiego rynku prasowego czasopisma uznawane za przystań tego gatunku: „Reporter”, „Ekspres Reporterów”, „Życie Literackie”, „Tygodnik Kulturalny”). Zadecydował o tym czynnik finansowy. Redakcji nie stać na utrzymanie reportażysty, który jest w stanie napisać maksymalnie sześć dobrych teksów w roku. Co więcej, Polacy żyją dziś szybciej niż w poprzednich dekadach i nie mają czasu na dłuższą, niż kilkunastozdaniowa informacja, lekturę. Marcin Fabijański, zdobywca nagrody Grand Press w kategorii reportaż, przyznaje otwarcie: Nikt ich [reportaży — IG] nie czyta. Niecierpliwy czytelnik chce od razu wiedzieć, o czym jest tekst. Suspens, niedopowiedzenie, które budują reportaż literacki, są dla niego zbyt trudne1. Tymczasem dobre reportaże wciąż powstają, a najnowsza książka Wojciecha Tochmana — „Wściekły pies” — jest tego niezbitym dowodem.

Tochmana nie interesują proste historie. Opowiada on m.in. o wypadku maturzystów z Białegostoku we wrześniu 2006 roku, zarażonym wirusem HIV kapłanie homoseksualiście, chorym na zespół Tou­rette’a chłopaku, owładniętym manią śmierci Tomaszu Beksińskim. Reporter sam zresztą zauważa: interesuje mnie bohater w sytuacji trudnej, w której nie wiem, jak ja bym się zachował. Czy w ogóle dałbym radę ją udźwignąć?2 Stąd teksty zamieszczone w zbiorze „Wściekły pies” niosą ze sobą olbrzymi ładunek emocjonalny. Ponadto wymagają one od czytelnika wysiłku intelektualnego i skupienia. Nie są to bowiem artykuły pozwalające „prześlizgnąć” się po temacie. Są to przemawiające do wyobraźni czytelnika plastyczne opisy zdarzeń i bohaterów, które wyrywają odbiorcę z jego uporządkowanego, ciepłego świata i stawiają go w zupełnie nowym — świecie naznaczonym przez cierpienie, łzy i pytania bez odpowiedzi.

Maciej Zaremba, określając polską szkołę reportażu, zauważył, że jej przedstawiciele likwidują pojęcie „szarego człowieka”, ponieważ każdą istotę ludzką — nieszczęśnika, przybłędę, sierotę — traktują ze skupieniem i uwagą. Te słowa wyraźnie odnoszą się do Tochmana. Bohater każdego z jego tekstów jest traktowany indywidualnie i z szacunkiem. Reporter niczego tu nie ocenia, jedynie prezentuje, pozwalając czytelnikowi wysnuć własne wnioski. Myli się jednak ten, kto sądzi, że mogą to być wnioski jedynie pesymistyczne. Jak gdyby wbrew temu, co autor „Schodów się nie pali” umieścił w motcie zaczerpniętym z Ciorana (Nawet najmniejsze światełko nie towarzyszy naszemu spadaniu3), czytelnikowi pozostaje w duszy po lekturze „Wściekłego psa” nie uczucie goryczy, lecz nadziei. Nadziei, że cierpienie bohaterów opisanych przez Tochmana nie poszło na marne. Że jednak ktoś o nich pamięta.

Zadaniem reportażysty jest odpowiadanie na pytania, na które odpowiedzi dotąd nie udzielono. Dotarcie do bohaterów, którzy przestali być „atrakcyjni” dla wielkich stacji telewizyjnych czy bulwarówek. Z tego zadania w sposób wyśmienity wywiązuje się autor „Wściekłego psa”. To właśnie on opisuje „drugie dno” zdarzeń, dociera do zapomnianych bohaterów. Reportaże Tochmana opublikowane w tomie „Wściekły pies” nie są surogatem reportażowym, lecz lustrem, w którym odbija się społeczeństwo. Teksty te uszczegółowiają zagadnienia o silnie aktualnym zdynamizowaniu oraz kształtują aktywne postawy społeczne. Pokazują czytelnikowi niezakłamany obraz rzeczywistości, często brudnej i powykrzywianej. W jego tekstach nie ma gotowych odpowiedzi na ważne, często egzystencjalne, pytania. Reportaże te są bowiem „jedynie” portretem pewnych zdarzeń i osób.

Teksty Tochmana dowodzą niezbicie, że reportaż wcale nie umarł. Co więcej, ma się nadzwyczaj dobrze. Po prostu zamiast stu tekstów o wątpliwej wartości artystycznej, czytelnik dostaje rocznie dziesięć, ale za to wybitnych. I nie jest to powód do lamentów, lecz do satysfakcji. Bo wreszcie możemy się pochwalić czymś, co nie jest marną kopią zachodnich wytworów w stylu kolejnego „Dziennika Bridget Jones”.

© 2008 Ilona Godlewska

1 M. Wyszyńska, Życie zwielokrotnione, „Press” 2005 nr 5, s. 44.

2 Zdziwienie i podziw. Z Wojciechem Tochmanem rozmawia Maja Jaszewska, „Tygodnik Powszechny” 2005 nr 11, s. 11.

3 W. Tochman, Wściekły pies, Kraków 2007, s. 5.

verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Reportaż z tarczą

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski