> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№59 maj 2009

Rzeczywistość równa się poezji (z Danielem Pawłem Sikorskim rozmawia Anastazja Dembczyńska) Anastazja Dembczyńska

Daniel Paweł Sikorski / archiwum prywatne

ANASTAZJA DEMBCZYŃSKA: Pytanie o tożsamość – kim jest Daniel Paweł Sikorski?
DANIEL PAWEŁ SIKORSKI: To niełatwe pytanie. Mógłbym odpowiedzieć, że nie da się zmierzyć położenia i szybkości jednocześnie. I z tożsamością moją jest podobnie. To proces, który się nie zakończył, który trwa. Wiem, kim chciałbym, aby był Daniel Sikorski, albo kim był Daniel Sikorski kiedyś, ale kim jest teraz, tego nie wiem. Odkrywam siebie codziennie, zadziwiam, nieraz aż myślę, że to już jest mało przyzwoite, aby w tym wieku siebie tak często zaskakiwać (śmiech). Mogę pokusić się o wyłowienie pewnych cech stałych. I jeśli na nich mam opierać swoją tożsamość, to niewątpliwe, że Daniel Sikorski nadal jest literatem i miłośnikiem filozofii.

Z czego wyrosła i jak dojrzewała w panu, a finalnie – jak była pielęgnowana myśl o pisarstwie?
To bardzo stara historia, zaczęło się wszystko w czwartej klasie szkoły podstawowej. Na lekcji języka polskiego rozmawialiśmy na temat twórczości, poezji. Dokładnie nie pamiętam, czy dotyczyło to konkretnego twórcy, czy dzieła… Polonistka mówiła o cierpieniu poety, o dylematach, o jakichś innych ważnych sprawach i niepokojach twórczych. Na koniec zadała alternatywne zadanie domowe. Mieliśmy zrobić jakieś nudne ćwiczenia albo spróbować napisać wiersz składający się z kilku strof, tematyka dowolna. I o dziwo wielu uczniów właśnie zabrało się za pisanie. Ja, pamiętam, napisałem trzy wiersze. Po kilku dniach nauczycielka powiedziała, że wiersze wszystkich uczniów były świetne, ale wybrała cztery, które chce wywiesić w gablocie szkolnej (w przyszłości, jeśli będziemy pisać, to może będzie tam kącik poetycki).  W tych czterech wierszach były trzy moje, jak się okazało… i właśnie tak się zaczęło. Kącik poetycki nigdy nie powstał, bo nauczycielka była tylko na zastępstwie przez pół roku szkolnego w naszej klasie. I wszyscy o poezji zapomnieli, prawie wszyscy… To mi jakoś zawsze było z nią po drodze. Od tego czasu pisałem wiersze i z największą przyjemnością czytałem poezję. Oba procesy zapoczątkowane w tej czwartej klasie trwają do dnia dzisiejszego. Ja tylko staram się nie przeszkadzać im i od czasu do czasu siadam tam, gdzie leży papier albo gdzie leży poezja, i wszystko wydarza się samo. Czyli tak naprawdę niewiele mnie to kosztuje.

Czym pana oczarowała poezja w czwartej klasie szkoły podstawowej i czy czaruje nadal?
Nie wiem… po prostu oczarowała… tak samo jak oczarowały mnie kobiety (w czwartej klasie biłem się o nie; właśnie w czwartej klasie miałem nos połamany przez przeciwnika, gdyż biłem się z chłopakiem o trzy lata starszym),  nie wiem czym, ale zawsze czuję to samo – metafizyczną ochotę. Padłem ofiarą uroku rzuconego przez kobiety i poezję (śmiech)  Bez nich ani rusz.  Gdy się jej raz posmakuje, to smakuje zawsze i wszędzie. Jedno i drugie w przypadku niektórych osobników jest wpisane w ich istnienie.

W jakim stopniu studia filozoficzne wpłynęły na postrzeganie rzeczywistości?
Pewnie każde studia, każde mniejsze i większe doświadczenia wpływają na postrzeganie rzeczywistości, na postrzeganie świata. Myślę, że w moim życiu było więcej zdarzeń, które wywarły większy wpływ niż studia filozoficzne rozumiane jako szkoła wyższa. W moim przypadku filozofia była naturalną konsekwencją zainteresowań w latach wcześniejszych. Mając 15-18 lat czytałem Platona, Arystotelesa, etc., czytałem o etyce, estetyce, logice  i próbowałem czytać Hegla (śmiech). W sumie to sprawiało mi najwięcej radości, czytałem jedną stronę na godzinę – nie pamiętam już nawet, co to było za dzieło, ale pamiętam, że sprawiało mi to przyjemność najwyższej rangi, kiedy mocowałem się, aby zrozumieć cokolwiek z jego słów. W moim przypadku, to największy wpływ miał okres kontaktu z filozofią przed uniwersyteckim okresem studiowania jej.

Starał się pan podjąć prace bardziej praktyczne, dające korzyści zarobkowe, niż studia filozoficzne?
Przed studiami filozofii na UMK starałem się nabyć jakichś umiejętności bardziej praktycznych.  Były próby studiowania inżynierii środowiska, szybko zresztą zarzucone, oraz pomysły z politologią, etnologią i obsługą turystyczną (śmiech). Zresztą, jako szkołę średnią skończyłem technikum mechaniczne o specjalizacji obróbka skrawaniem, a to coś bliskiego filozofii.  

Intrygujące skojarzenie.
Po pierwsze: tak samo niepraktyczne w sensie użytkowym, a po drugie wysoce abstrakcyjne dla wielu osób. Już tam człowiek zastanawiał się nad rzeczywistością tokarek, strugarek pił ramowych i wielu ważnych procesów zachodzących na przykład w piecach martenowskich. Myślę, że zrozumienie pewnych rzeczy zmienia nas w każdym punkcie czasowym, w jakim się  znaleźliśmy… na każdym etapie życia…  Jak zmieniły moje postrzeganie rzeczywistości? Ja nie zauważam, czy się zmieniło, tak naprawdę nie wiem, jakie byłoby ono, gdybym skończył inne studia niż filozofię, albo żadnych, i zostałbym słynnym na cały powiat tokarzem (śmiech).

Pański literacki mistrz?
Nie sposób określić tego jedynego. To raczej ciągła fascynacja czymś nowym lub starym na nowo odkrytym. Moi mistrzowie byli różni w różnym wieku, czasie, a nawet porze dnia.  Kto jest moim mistrzem? Sam zadaję sobie to pytanie i nie bardzo potrafię odnaleźć odpowiedź. Wiem, kto moim mistrzem nie jest.

Ostatnio ukazała się pańska trzytomowa publikacja wierszy z lat 1994-2008, zawierająca sześć zbiorków. W jakich latach powstały poszczególne tomiki i co zainspirowało pana do ich napisania w poszczególnych okresach?
Choć wydawałoby się, że powinny one następować po sobie, to muszę przyznać, że tak nie jest. Robię w swoim życiu zawsze równolegle kilka rzeczy i tak samo jest z poezją. Tomiki powstawały praktycznie równolegle, w każdym z nich są wiersze z całego wspomnianego okresu. Oczywiście w jednych jest więcej tych „młodszych”, w innych przewaga „starszych” utworów. Natomiast jeśli chodzi o inspiracje, to trudno mówić o inspiracji całych tomików. Mogę mówić o inspiracji poszczególnych wierszy... Tomiki zaś to wyraz pogrupowania inspiracji, w których doszukałem się wspólnego mianownika.

Spróbowałby pan opisać specyfikę poszczególnych zbiorków i wpływ czasu na nie, w jakim powstały?
Tak, ale nie chcę tego robić. Dlaczego? Myślę, że próba umiejscowienia w czasie poszczególnych utworów jest niepotrzebna, to nie są tomiki pewnego czasu. To są utwory, które zostały powołane do istnienia poza „wtedy” i „teraz”. To one mają walczyć o miano uniwersalnych opisów pewnych aktów, stanów, chwil, o uniwersalny opis rzeczywistości.

Jakie są tematyczne zainteresowania pańskiej poezji, wokół jakich tematów najczęściej oscylują wiersze?
To cała gama tematów, tak samo jak codzienność. Oczywiście codzienność jest bogatsza, ale nie sposób wszystkim rzeczom nadawać tę samą rangę, gdyż tak naprawdę nawet nie zawsze są na tyle istotne, aby zwracać się ku nim. W moich wierszach przenika się wiele wątków w jednym utworze. Myślę, że ogólnie można powiedzieć: wokół człowieka, a co za tym idzie: jego złożoności i różnorodności – poruszane są tam tematy związane religią, seksem, moralnością, głupotą, zagubieniem… Myślę, że poruszana tematyka jest otwarta na szerokiego czytelnika. Tak jak codzienność świata, która otwarta jest dla wszystkich.

Czy rzeczywistość w pańskiej poezji wiedzie prymat, czy zostaje ona zdegradowana do rangi zaledwie materiału, który sam w sobie nic nie znaczy i nabiera sensu po poetyckiej obróbce?
Ja nie oddzielam rzeczywistości na dwa sposoby: tej za oknem i tej na papierze. Dla mnie rzeczywistość jest jedna. Nie odbieram świata inaczej niż za pomocą swoich zmysłów i pewnej wrażliwości czy niewrażliwości… Umysł zebranym bodźcom nadaje kształty, skupia to w soczewce wrażliwości. I to tworzy obrazy rzeczywistości. Odbiór rzeczywistości jest względny, subiektywny, tak jak i każdy pryzmat doświadczeń, przez które przechodzi. Dlatego dla mnie rzeczywistość równa się poezji.

Słowa-klucze do pańskiej poezji?
Codzienność, prowokacja, człowieczeństwo – w obliczu tej poezji czytelnik ma stanąć sam ze sobą twarzą w twarz. Zdobyć się na to, aby powiedzieć sobie, co o sobie myśli – to ma prowokować chwile szczerości. I wcale nie ma to na celu nikogo pouczać, ale dać do zrozumienia, że w codzienności, w niedoskonałościach naszych ukryta jest magia, której nie należy się wstydzić ani obawiać. Jak to zawsze mówię, że musimy wreszcie dopuścić do siebie myśl: „my, doskonali ludzie, składamy się z samych niedoskonałości”.

Jaka jest rola jednostki twórczej w świecie?
Ja wiem, że rolą twórczej jednostki w świecie jest obowiązek dzielenia się sobą. Niezależnie od tego, jak to zostanie odebrane, bo tak na dobrą sprawę, to nie twórca ostatecznie decyduje, czy znajdzie się w panteonie tych największych, czy w kręgu potępienia. Twórca to chodząca propozycja otwarcia się na świat, na nowe doświadczenia, doznania, to medium, które ma łączyć odbiorcę ze swoimi na przykład wstydliwymi myślami, uczuciami, poglądami, bez wstydu przed samym sobą. Twórca ma prowokować do myślenia, do zadumy, zastanowienia. I na pewno twórca nie może być tym, który wie!  Być twórcą to nie wiedzieć, to szukać i podawać to, co znalezione, tym, którzy lubią i chcą przebierać w propozycjach, jakie niesie ze sobą świat. Aby dokonywać wyborów podobnych jak podczas zakupów w sklepie: smakować, dotykać, przymierzać i brać to, co się podoba, ze świadomością, że istnieje też inne.

Czym jest poezja?
Dostojewski ponoć kiedyś stwierdził, że poezja jest najwyższą formą filozofii. Co ja mogę do tego dodać, chyba tylko to, że żałuję, iż to ja tego pierwszy nie powiedziałem (śmiech).

Jastrun: Coraz mniej zaufania do słów. Czy nie czuje pan jako poeta, że w ówczesnych czasach wartość słowa zmalała? Jak w takich warunkach funkcjonuje poeta?
Oczywiście można mówić o wielu aspektach i płaszczyznach malejącej wartości słowa. Ja może odniosę się tylko do pewnej małej przestrzeni sztuki i moralności. Niektórzy oczekują, że sztuka będzie nieść pewne wartości o znaczeniu społecznym, będzie spełniała funkcje wychowawcze, będzie wskaźnikiem, drogowskazem, jak żyć, jak postępować. Ja jestem krańcowo różny od postrzegania jakiejkolwiek sztuki jako nośnika prawdy! Poeta jest tym, który proponuje, nie może rościć sobie pretensji do bycia jedyną wykładnią. Ja sam nie lubię sztuki moralizatorskiej, utworów, w których próbuje się wskazywać te wartościowe postawy, te dobre cechy. Poezja to nie dekalog. Poezja to propozycja otwarcia świata przed czytelnikiem przez twórcę obdarzonego pewną swoistą wrażliwością. Dlatego nie należy się obawiać o wartość słowa w takim ujęciu, gdyż „nic na siłę”. Możemy tylko się starać, aby ludzie dla rozszerzenia swoich horyzontów sięgali częściej do książki niż do taniego wina w barze, podawanego z rozmowami o przejebanym życiu.  Powiem brutalnie: jednemu horyzonty rozszerza książka i przemawia do niego słowo, a drugiemu, jak dostanie pięścią w mordę. Dlatego jeśli poezja zawiedzie i stracę poczucie sensu pisania, wtedy może dam komuś w gębę, zamiast pisać (śmiech).

Jakie ma pan plany wydawnicze na następne lata?
Obecnie na etapie korekty są trzy pozycje: pierwsza to tomik „Gry”, w którym prym wiodą fraszki, choć zawarte są tam też inne mniejsze formy poetyckie, druga to tomik limeryków „On, Ona, Ono”. Jest też książka zawierająca cztery tomiki czworga autorów, między innymi mój tomik „Wiersze zaplute i parchate”. W sumie więcej o moich planach wydawniczych oraz projektach można znaleźć na stronie www.daniel-sikorski.pl, na którą serdecznie zapraszam. Zapraszam też do wirtualnej autorskiej księgarni www.daniel-sikorski.otwarte.pl.

© 2009 Anastazja Dembczyńska

verte.art.pl > Literatura > Wywiady > Rzeczywistość równa się poezji (z Danielem Pawłem Sikorskim rozmawia Anastazja Dembczyńska)

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski