> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№3 wrzesień 2004

Schizofrenia od zewnątrz i od środka („Zapraszam do mojego kraju” Lauren Slater vs. „Eden Express” Marka Vonneguta) Emilia Walczak

Dziesiątki, setki, tysiące książek o buncie przeciw zastanym normom, poszukiwaniu siebie w świecie chaosu, kontestacji „chorego” systemu. „Lot nad kukułczym gniazdem” Keseya, „Ćpun” Burroughsa, „Buszujący w zbożu” Salingera, „Co gryzie Gilberta Grape’a?” Hedgesa czy, chyba najbardziej obciachowa, „Weronika postanawia umrzeć” Coelho — kompendia wiedzy życiowej dla młodzieży (głównie płci żeńskiej) z przedziału wiekowego 15-18 (±), odnajdującej swoje alter-ego w książkowych postaciach. Dlaczegóż by nie włączyć „Eden Express” do grona niesławnych styropianowych zapychaczy w tematyce „sex, drugs and rock’n’roll” + „fixum-dyrdum”, z Kameleona czy innej Salamandry? Czy tylko dlatego, że jej autor jest synem swojego ojca (Kurta Vonneguta juniora)? W końcu ten geniuszem wcale nie był. Pierwszy rozdział autobiografii Marka (a więc Vonneguta double-juniora) wywołał we mnie ogólne znużenie i już chciałam wrzucić ją do worka z typowo kontestującymi bzdurami, kiedy w pewnym momencie uświadomiłam sobie, iż mam do czynienia z czymś bardziej wartościowym. Mark opowiada o swoich znajomych — hipisach, o miejscach i zdarzeniach, ale wszystko to jest przefiltrowane przez jego własne ja. Jest nieświadomie subiektywny, a przez to… po prostu fajny. Nie ocenia, nie uczy, nie radzi. Po prostu opowiada. I choć w swych działaniach nie troszczy się specjalnie o nic, to nie z założenia czy zasady (jak wszyscy inni hipisi), ale dlatego, że taki już ma charakter. Dlatego też nie ma tu żadnej pozy czy bufonady. Mark Vonnegut ma ogromny dystans do świata, ale także do samego siebie. Nie sądzę, żeby chciał stać się dzięki swojej książce sławny (czy ktoś to w ogóle oprócz mnie czytał?1). Nie sądzę też, że wykorzystał nazwisko, żeby wydać cokolwiek (bo to nie jest cokolwiek, to jest już raczej coś). Chciał po prostu opowiedzieć swoją historię w sposób prosty.

Tak naprawdę nie jest to książka o kontestacji — jest ona tylko tłem. Jest to książka o schizofrenii, na którą Mark Vonnegut naprawdę chorował. Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć, czym jest ta choroba „od środka”, a więc co dzieje się w umyśle i ciele człowieka chorego, powinien przeczytać tę książkę. Nie będę opowiadać fabuły, bo bym ją zbyt spłaszczyła. Polecę ją jedynie tym, którzy wciąż jeszcze są alternatywni i stoją z boku, ale w pełnej tego świadomości, a nie zobligowani aktualną konwencją czy modą.

„Zapraszam do mojego kraju” Lauren Slater — książka, którą zapychałam się w chwilach desperacji spowodowanej brakiem innych zajęć, popijając jej drętwe słowa zupką chińską w kuchni PTSM-u w Bieszczadach lub też z wyboru między spaniem w pozycji „skręt karku” w PKP a jej lekturą właśnie. Pani Lauren również pisze o schizofrenii, lecz nie swojej. Pani Lauren jest lekarzem psychiatrą2 i opisuje swoich pacjentów. I na tym właśnie powinna swą karierę zakończyć. Ale nie. Pani Lauren zostaje pisarką. I choć w książce ujawnia swą inteligencję i wszechstronną wiedzę o świecie, to pisarskiego polotu nam skąpi. Pisze jak nastolatka o swoich przeżyciach wewnętrznych, świadomie niedyskretnie i na dodatek w sposób rzewny przemycając wiadomości o swojej własnej anoreksji i borderline. Każdy niemalże (prosty jak drut) akapit kwituje pompatyczną przenośnią lub jakimś koślawym sformułowaniem, którymi próbuje dowieść swojego artyzmu. Tymczasem, spójrzmy prawdzie w oczy, pisarstwo panią Lauren przerasta. Nie każdy może być człowiekiem Renesansu, nie każdy może być Vian’em, w końcu — nie każdy może być Markiem Vonnegutem, u którego profesja lekarza idzie w parze z profesją pisarza. Pani Lauren, bardzo proszę, niech pani ustąpi miejsca na firnamencie literatów, być może (na pewno) inni (lepsi) na nie czekają (i bardziej na nie zasługują). A problem schizofrenii i innych psychoz dzięki lekturze pani wynurzeń ledwie majaczy na widnokręgu problemów społecznych i indywidualnych. Cytuje pani mądre głowy, wykłada pani czystą teorię. Mark Vonnegut opisał wstrząsającą tragedię ludzkiej degradacji, a pani całą sprawę banalizuje. Z uwagi na dobro pacjentów, mam nadzieję, że jest pani lepszą psychoterapeutką niż pisarką.

© 2004 Emilia Walczak

1 Na pewno tłumacze, a jednym z nich był Lech Janerka. Zatem nie może być ona zwykłym banałem.

2 Mark Vonnegut jest lekarzem pediatrą, lecz ten odziedziczył krztę talentu pisarskiego po przodkach.

verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Schizofrenia od zewnątrz i od środka

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski