Wiersze składające się na tomik „popołudnie” można potraktować jako próbę ogarnięcia rzeczywistości, scalenia wielu jej fragmentów w jedną całość. Dlatego w zbiorze poezji Niewrzędy odnajdujemy tak wiele wątków, zmieniających się obrazów, coraz to innych ujęć codzienności. Słowem, przechodzimy przez jej jasne i ciemne strony, co odzwierciedla także pole językowe przedstawionych obrazów.
Pierwszym zjawiskiem, które przyciąga uwagę odbiorcy są obecne w wielu utworach słowa skoncentrowane wokół blasku, słońca, błysku, ciepła. Nie mam tu na myśli wyłącznie wierszy takich jak: „eucharystia według armina meiwesa”, „magia”, „jeden z codziennych rytuałów”, ale także te utwory, które w dość dyskretny sposób wyrażają zachwyt czy zadumę nad rzeczywistością. Myślę o wierszu pt. „krótkie streszczenie”, który pozwalam sobie zacytować w całości:
lata całe
jak łyżki tłustej zupy
odbijają się
ciężkostrawnym smakiem
w oczekiwaniu
na drugie
danie
leniwe
litery
w talerzu
gazety
i miękkie kapcie
w głowie
pochylonej
przed świecącym
ekranem
Niewrzęda skupia się wokół powolnego przemijania minut zanurzonych w codziennych czynnościach. Poeta organizuje tutaj pole językowe w ten sposób, że nie przeciwstawia ciężkostrawnego smaku szarych dni odmierzanych powrotami z pracy i datą z pierwszej strony gazety, magii rzeczywistości, jaką odkrywa w innych utworach. Stąd zapewne wynika odmienność „krótkiego streszczenia”. Wydaje się, że wszechobecny w tym wierszu pesymizm emanuje na pozostałe składniki tomiku. Świadczy o tym fragment z utworu „obraz w okiennej ramie”, gdzie niebo staje się coraz bardziej szare. Z koleiw innym wierszu następuje odarcie rzeczywistości z jej czaru i wzniosłości poprzez zestawienie z prostotą i wykrzywiającym usta smakiem grudek soli. Chodzi o utwór pt. „jeszcze jeden rytuał”:
najpierw zaklęcie
wypowiedziane nad stołem
i szczęk białej broni
a potem
wypychający usta
kawałek po kawałku
i kilka grudek soli
Autor „popołudnia” zdecydowanie wypowiada się przeciwko cywilizacyjnym wynalazkom, które zmieniają rzeczywistość piękną, błyszczącą, magiczną, czasami nawet tę szarą i pozbawioną poetyckości w cybernetyczno-reklamowy świat, gdzie komunikacja między ludźmi nie opiera się już na naturalnym porozumieniu. Zmienia się bowiem język, przekształca słowa w reklamowy żargon, zasłaniając tym samym prawdziwą twarz człowieka ironią i pustosłowiem.
Czy właśnie tak wygląda świat w oczach Krzysztofa Niewrzędy? Czy jest to naprawdę wizja, w którą wierzy poeta? Czy jest to raczej manifest wyrażający zawód zdystansowanego obserwatora wobec współczesnego świata? W wierszu „magia” poeta podejmuje próbę ocalenia piękna ukrytego w wykonywaniu codziennych czynności. Na poziomie językowym w utworze tym dominuje ciepło, biel, kolor żółty lub złoty związany ze słońcem, wywoływane nie zawsze bezpośrednio poprzez słowa, ale często przez skojarzenia. Wystarczy przyjrzeć się fragmentowi:
żelazko
bucha ciepłem
gorętszym
niż hiszpańskie upały
Do tego Niewrzęda dodaje zapach białych koszul, wartych więcej niż podróż do ciepłych krajów. Poeta proponuje jak gdyby formę ocalenia przed oddalaniem się od siebie. Zupełnie jakby przeciwstawienie ciemności, szarości, ciężkości ciepłej bieli prasowanych na skrzypiącej desce koszul miało i mogło wpłynąć na uratowanie bezpiecznego terenu wyobraźni, lecz również wolności myśli (Niewrzęda widzi zagrożenie także w świecie, gdzie nadzór nad nami sprawują roje elektronicznych kamer / na ulicach / i obserwacyjne satelity, czego wyraz daje w wierszu „poczucie bezpieczeństwa”).
W poezji autora „popołudnia” można spostrzec wiele obrazów ukazujących różne oblicza współczesnego świata. Nie wszystkie utwory pozbawione są jednak nadziei. Jeżeli czytamy o leniwych literach w talerzu gazety („krótkie streszczenie”), to nie po to, by nie uwierzyć w istnienie nadziei, która wciąż przywiera jeszcze / do dna / puszki. Obrazy przedstawiane przez Niewrzędę pokazują, jak rzeczywistość wpływa na relacje między ludźmi. Codziennie muszą oni patrzeć z okien wieżowców na rozpędzony świat, w którym gołąb / walczy jeszcze / o życie („ulica”), przyglądają się światu zza okiennej ramy, na ulicach jazgoczą tramwaje i przecinają się setki istnień i myśli. Jednocześnie w mieszkaniach dzwonią telefony, o świcie włączają się komputery, radia, krzyżują się internetowe łącza. I tak aż do popołudnia, które opisuje Niewrzęda, a które dla wielu oznacza od lat tak samo ciężkostrawną zupę. Dlatego też ludzie zmuszeni są odnajdywać szczęście w magii prasowania białych koszul, w unikaniu przeprogramowania własnej osobowości na komputerowe skróty, tak jak stało się to w przejmującym utworze „soft ware”:
(…) czyżyk
informuje mnie
że chciałby porozmawiać
zamykam okno
bo nadal nie potrafię
obsługiwać tego programu
Autor „popołudnia” przynależy do grona twórców poezji zadumy, ciężkiej od szarych obrazów, a jednocześnie daje wrażenie jasności, otwiera oczy na zapomniane czy ukryte dotąd uczucia, na niewypowiedziane, a potrzebne i gotowe wypłynąć z nas słowa. Dlatego utwory zawarte w zbiorze „popołudnie” nie niosą gorzkiego rozczarowania. Wręcz przeciwnie, pomagają ustalić tożsamość codzienności, a tym samym naszego istnienia.
© 2006 Karolina Sałdecka
verte.art.pl > Literatura > Eseje > Tożsamość codzienności
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski