Teza postawiona głosi, że nie ma prostej wykładni metodologicznej pomiędzy ewolucją gatunków mowy w tekście literackim na poziomie ich struktury formalno-jezykowej a ewolucją różnych form doświadczenia kulturowego podmiotu wypowiadającego się poprzez język, który to z kolei kontekst decydować miałby o tożsamości danego gatunku mowy. Na tle tych dość zawiłych utyskiwań współczesnego językoznawstwa, znajomo zabrzmi przekonanie o zawierzeniu jakiejś opowieści dalekiej od uniwersalizmu i od absolutyzowania, opowieści, na której fundowany jest niemal każdy analityczny zamysł w refleksji nad współczesną kulturą.
Gatunki mowy są to stosunkowo stabilne normatywne formy wypowiedzi, zarówno pisanej jak i mówionej, wiązane przede wszystkim ze sferą działań mownych człowieka. Pojęcie gatunku mowy ma rodowód krytyczno-literacki. Jak powszechnie wiadomo, Michał Bachtin jako pierwszy zastosował ten termin w badaniach obejmujących obszar całego uniwersum mowy. Zdaniem rosyjskiego badacza, mówimy tylko określonymi gatunkami: nawet w najbardziej swobodnej rozmowie „odlewamy” naszą mowę w formy określonych genrów (…). Do genrów mowy zaliczyć trzeba i krótkie repliki codziennego dialogu, zwyczajne codzienne opowiadania-relacje (…) różnoraki świat wystąpień publicystycznych (…) formy wystąpień naukowych i wszelkie gatunki literackie.1 Gatunki mowy rozumiane są jako jeszcze jeden system reguł organizujący ludzką mowę, funkcjonujący podobnie jak inne kody semiotyczne: fonologiczny, leksykalny oraz syntaktyczny, zatem formy posiadające swoją wartość normatywną, tyle że bardziej zmienne i subtelne niż realizacje innych form językowych. Autor wyodrębnił przy tym przy tym gatunki proste (używane w codziennej komunikacji potocznej) oraz złożone (m.in. wszystkie tradycyjnie wyodrębniane gatunki literackie).
Anna Wierzbicka, podążając dalej tropem myśli Bachtina, na wstępie metodologicznych ustaleń, odróżnia akt mowy od gatunku mowy. Obie formy wypowiedzi dotyczą sposobów działania za pomocą języka, przyjęło się jednak, że akt mowy dotyczy jednostki krótszej, na ogół jednozdaniowej, gatunek mowy natomiast stanowi zlepek kilku zdań, ale, oczywiście, nie ma tu reguły. W znanym artykule „Genry mowy” Wierzbicka pisze o niewystarczalności aktu mowy jako narzędzia analizy tekstu, motywując swoje obserwacje następująco: pojecie [to — przyp. JMT] wyklucza komponenty illokucyjne mniejsze niż samodzielny akt, takie jak indywidualne intencje i założenia mówiącego. Gatunek mowy okazuje się kategorią pojemniejszą jako, że lepiej odbija świat społeczno-kulturowy danej wspólnoty językowej. Dla przykładu, akty mowy takie jak: groźba, pochwała, przeprosiny dają się uchwycić w świadomości większości społeczeństw, natomiast kody gatunkowe wyodrębniane dla danego języka etnicznego mogą różnić się między sobą: np. w języku angielskim występuje forma talk oraz note, dla których brak odpowiedników w języku polskim. Zdaniem Wierzbickiej, są to pewne przesłanki ku temu, by widzieć w gatunkach mowy klucz do zrozumienia kultury danego społeczeństwa. Nobilitacja tej formy wiążę się tu ze słuszną oceną, że to właśnie kontekst społeczno-kulturowy decyduje o tożsamości gatunku mowy jako kategorii poznawczej.
Ten właśnie aspekt funkcjonowania leży u źródeł ogromnej popularyzacji gatunku mowy na gruncie lingwistyki tekstu. Zakładając bowiem, że wybór danego gatunku mowy przez nadawcę jest niczym innym jak projektowaniem pewnej sytuacji komunikacyjnej i społecznej, tak w odbiorze tekstu orientacja za pośrednictwem tegoż gatunku wskazuje na przyjęcie jakiejś roli społecznej. Wynika z tego, że kategoria ta zajmuje ważne miejsce w strategicznym myśleniu o tekście jako tworze procesualnym, gdzie ramą odniesienia dla zabiegów interpretacyjnych jest założenie o wspólnocie doświadczeń społeczno-kulturowych nadawcy i odbiorcy. Ma to na celu uwydatnienie zanurzenia tekstu w szerszym kontekście wartości społecznych, kulturowych i funkcjonalno-pragmatycznych.2 Oczywiście, głębia tego zanurzenia jest rzeczą dyskusyjną, m.in. za sprawą pojęcia ideologii. Pojęcia ideologii użył Michał Bachtin dowodząc tego, że świadomość jednostki jest zorganizowana izomorficznie do świadomości zbiorowej, że sytuacja pozajęzykowa nie działa na tekst z zewnątrz, na zasadzie jakiejś siły mechanicznej, lecz wchodzi w wypowiedź jako niezbędny składnik jej struktury semantycznej3, czego odbiciem w języku jest kodyfikacja gatunków, ich kulturowe utrwalenie jako formy instytucji. Zdaniem językoznawcy, Aleksandra Wilkonia, ideologizacja kultury tak jak ją przedstawił Bachtin, ilustruje związki między semiologią a myśleniem marksistowskim i może skłaniać ku wyrazom współczucia dla rosyjskiego badacza, sterowanego przez narzędzia totalitarnego nadzoru. Nie było mu przecież dane zaznać błogostanu życia w demokratycznej ojczyźnie wolności słowa, tak jak nam, współczesnym Polakom. Byłoby to, rzecz jasna, wypaczeniem myśli Bachtina, gdyby odrzucić utożsamienie ideologii jako sposobu manipulowania ludźmi i opinią publiczną na rzecz ideologii rozumianej jako ewoluujący w ramach przemian kulturowych obszar pewnej praktyki społecznej. Miałoby to dalsze konsekwencje w uznaniu racji dla widzenia „sił odśrodkowych” wpływających na sposoby naszego mówienia i myślenia o świecie, przy zaniechaniu poszukiwań jednego sterującego tym wszystkim ośrodka władzy. Prawdziwym środowiskiem tych sił, podążając dalej myślą Bachtina, jest zdialogizowana różnojęzyczność ludzkiej mowy, uwarunkowane społecznie i historycznie miejsce spotykania się dużych, małych i wreszcie malutkich ojczyzn „innych światów”. Pytanie brzmi: czy każdy z nas jako ten mówiący/piszący jest naturalnym uczestnikiem i kauzatorem układu dialogicznych „sił odśrodkowych”? Z drugiej strony, na czym polega spójność „jednego języka”, gdzie z kolei rosyjski badacz dostrzega tendencję dośrodkową rządzącą naszym wypowiadaniem się poprzez język i literaturę.
Część z tych wątpliwości na pewno uległaby rozwianiu, gdyby od razu i zdecydowanie wpisać kategorię gatunku mowy w kontekst dyskursywnych uwarunkowań tekstu. Pisząc to, podzielam przekonanie tej części badaczy, którzy uważają, że wintegrowanie gatunku mowy w wymiar dyskursywności ukazuje instytucjonalny charakter gatunku funkcjonującego w różnych grupach społecznych. I tak, na przykład, usłyszenie fragmentu modlitwy w telewizyjnym programie rozrywkowym przyporządkowuje ten gatunek mowy regułom instytucjonalnym typowym dla dyskursu religijnego i prowadzi do odmiennej semantyzacji bez względu zresztą na intencje mówiącego. We wspomnianym przypadku taka niefrasobliwa gra znaczeniowa jest rzeczą pożądaną z uwagi na reguły programu, który zawdzięcza swój byt temu, że my, widzowie, na chwilę zawieszamy naszą wiarę w sens jakiejkolwiek aksjologii. Natomiast wyabstrahowanie gatunku z tak ukształtowanego środowiska tekstowego prowadzić może do niedopuszczalnych zawłaszczeń interpretacyjnych.
Paul Ricauer napisał: każdy funkcjonujący w kulturze dyskurs zawdzięcza swoją mobilność i właściwą sobie techniczną sprawność gatunkom mowy. Gatunki mowy rozumiane jako środki generatywne dyskursu są wiec, w moim rozumieniu, najważniejszym kodem semiotycznym organizującym wypowiedzi językowe w tekście literackim.
Przykładowo, charakterystyczna projekcja naukowości w opowiadaniach SF opisywana jest w pracach językoznawczych jako stylizacja naukowa, czyli dokonanie przez autora wyboru z repertuaru środków formalno-językowych typowych dla danej odmiany funkcjonalnej języka (w tym przypadku rzecz dotyczy języka naukowego), wyboru motywowanego względami artystycznymi. Takie podejście obecne jest w studium nad językiem polskiej prozy SF, autorstwa Jolanty Tambor z 1990 roku. Zostało tu opisane zjawisko językowe, podobnie jak opisana byłaby stylizacja barokowa w pracach Józefa Toma. Z tym wyjątkiem, że cały obszar możliwych językowych zabiegów stylizacyjnych przypisany został magicznemu działaniu konwencji literackiej, która przekłada się następnie na kompetencje czytelnicze odbiorcy. Z drugiej strony warto zastanowić się, czy postulowana tak często znajomość konwencji nie została pomyślana raczej tak, aby projektować również nasze oczekiwania względem nadawcy: przykładowo, dla literatury SF będzie to młody mężczyzna, nierzadko amator, który kreuje w swoich utworach świat przyszłościowy, nieprawdziwy, zawierający nieodłączny komponent w postaci naukowej fikcji. Jak widać, jest to jedynie naukowe potwierdzenie tego, że w zbiorowej świadomości istnieją pewne obiegowe pre-sądy, z którymi czytelnik przystępuje do lektury, z zupełnym pominięciem tych porządków znaczeniowych, które już tkwią w języku i mają wpływ na reprezentację różnych możliwych form doświadczenia za pomocą literatury. Stąd być może mamy tu do czynienia z przeeksploatowaniem roli podmiotowej instancji twórczej, a w efekcie: zorientowaniem przedmiotu interpretacji na autora. Oczywiście, we współczesnej humanistyce nie brakuje głosów, aby wyciągnąć konsekwencje metodologiczne z hermeneutycznego przesłania, że każdy tekst musi mieć programowo swojego odbiorcę bez względu na cel, objętość, warunki powstania i odbioru. W praktyce badawczej oznacza to właśnie, że nie można żadnego podjąć problemu dotyczącego funkcjonowania języka w tekście bez najmniejszego chociażby odwołania się do wiedzy odbiorcy.
Sam charakter tej wiedzy długo już był przedmiotem refleksji językoznawczej. Postulat ten wdrażany był na gruncie lingwistyki kulturowej, gdzie badawczej eksploracji uległa wiedza potoczna. Zdaniem projektodawców, język słusznie powinien być traktowany jako medium, twór, a zarazem proces zawierający dorobek kulturowy danej wspólnoty komunikatywnej, będący wyrazem praktyki społecznej tej wspólnoty oraz jej doświadczeń utrwalonych i nagromadzonych w ciągu wielu pokoleń.4 Dalej autorzy piszą: język jest innym — niż np. nauka — podejściem do rzeczywistości i jej ujęciem. Jest to widzenie specyficzne dla codzienności.5 Obszar praktyki społecznej znajdujący odzwierciedlenie w języku jest tu zanurzony w potoczności. Autorzy zdają sobie jednak sprawę, że korzystanie z zasobów wiedzy zdroworozsądkowej w codziennych interakcjach społecznych sprowadza się w dużej mierze do czynności interpretacyjnych względem rzeczywistości pozajęzykowej, stąd popularyzują nową kategorię poznawczą, czyli językowy obraz świata. Dla pozostałych praktyk językowych, odwołujących się do innych sposobów porządkowania świata: np. nauki, religii, magii, literatury, zarezerwowana została kategoria językowego punktu widzenia, realizująca się m.in. w tekstach artystycznych. Dodajmy, są to próby rekonstrukcji wszystkich możliwych form doświadczenia jako powstałych na bazie wiedzy zdroworozsądkowej, bez traktowania ich jako osobnych praktyk społecznych. Na tym też być może polega słabość metodologii wypracowanej na gruncie lingwistyki kulturowej, na takim przesadnym eksponowaniu jednej formy doświadczenia wobec innych, na przekonaniu, że rozpoznanie jakiejś strategii poznawczej leżącej u podstaw kulturowej dystrybucji językowego obrazu danego pojęcia, będzie tym patentem naukowym, który ocali nasza wiarę w referencjalny charakter języka, nie odbierając nam też prawa do subiektywnej rewizji utrwalonego obrazu.
Z pewnością poststrukturalizm czy neopragmatyzm nie ma w ofercie takiego patentu, za to znacznie lepiej sobie radzi z akceptacją słusznego założenia, że każda forma doświadczenia kulturowego reprezentowana poprzez język jest ważna, ponieważ każdy człowiek inaczej odczuwa swoją obecność w świecie społecznym, a każda jednostkowa strategia uczestnictwa w kulturze jest niepowtarzalna. W ujęciu poststrukturalnym wiedza jest raczej symboliczną sferą wyobraźni ogólnospołecznej predysponowaną jedynie ku temu, aby aktualizować pewne sensy w imię aprobowanych przez ogół przekonań, przy czym mówi się tu o Normie. Norma stoi na straży procesów produkcji wiedzy w danym społeczeństwie, bez względu na obszar praktyki społecznej, którego dotyczy: wiedzy potocznej, naukowej czy religijnej.
Przenosząc to na grunt badawczy, płaszczyzną symbolicznego spotkania się wszelkich dostępnych ludzkiemu poznaniu praktyk społecznych jest tekst, widziany, używając militarnej metafory, jako pole manewrów dla reprezentacji różnych praktyk społecznych, czyli takie miejsce gdzie one wypróbowują swoje siły i poprzez skutki owej manifestacji siły stają się widoczne na tle przestrzeni społecznej.
Wszelkie manifestacje siły jakiejś formy przekazu obliczone są zarówno na odbiorcę jak i na nadawcę, w sposób, który postrukturaliści określają mianem relacji wiedzy / władzy.6 Nie wchodząc w szczegóły działania tego urządzenia, chciałabym podkreślić, to, co już zauważono: że kategoria dyskursu najlepiej radzi sobie z oddaniem całej głębi zanurzenia form wypowiedzi w kontekście społecznym, kulturowym oraz pragmatycznym. Należy szczególnie położyć nacisk na podmiotowy instytucjonalny charakter dyskursu, mając na uwadze, że jest to zawsze jedynie symboliczna próba obrysowania konturów całej sieci interakcji społecznych ze wskazaniem na role uczestników: który z partnerów identyfikuje się bardziej z Prawodawcą wiedzy, z jakiej pozycji dyskursywnej zwraca się do swojego partnera, w jaki sposób dowodzi, że wiedza, którą posiada jest prawomocna. Chodzi więc o interpretowanie konkretnej sytuacji komunikacyjnej w tekście literackim poprzez specyficzne warunki tworzenia danego dyskursu. Cały zaś metodyczny projekt uporządkowania relacji pomiędzy dyskursami a tzw. miejscami społecznymi podmiotów polega na wyodrębnieniu środków generatywnych dyskursu, czyli gatunków mowy.
Abstrahując już od przydatności kategorii badawczych: co to znaczy uwierzyć, że wypowiadamy się nie tylko poprzez słowa, ich znaczenia i formy, ale również poprzez gatunki? Oznacza to właśnie przyjęcie do wiadomości tego, że wszystkie znane nam formy przekazywania i rozumienia wiedzy przenikają głębiej nasze praktyki językowe niż byśmy sądzili. Z kolei wszelkie praktyki językowe zanurzone są w, z gruntu, dialogicznym środowisku mówienia i wypowiadania i stamtąd czerpią swoją pierwotną żywotność. Wniknięcie w Bachtinowski „omówiony świat” jest dojrzałą intelektualnie próbą odnalezienia czegoś, co staje między nami a przedmiotem/zjawiskiem tkwiącym w rzeczywistości i przez co ów przedmiot okazuje się naszym oczom widoczny.7 Może jest tak, że doświadczamy bliskości rzeczywistości, żyjąc w „omówionym świecie”. I razem ten świat tworząc, każdym słowem i gestem, obrysowując napotkane ślady ludzkiej twórczości linią własnych poszukiwań ładu, sensu, przyjemności. Interpretujemy zawsze coś uprzednio zinterpretowanego, obrysowanego przez innego człowieka.
Jeśli nawet codzienne interakcje społeczne osłabiają siłę tego przekonania, czy nie można tak wyjaśnić fenomenu siły sprawczej, która pozwala wierzyć w naturalną przyległość rzeczywistości i literatury, nawet tej niespokojnej i udziwnionej jak proza SF? Czy w odbitym echu każdego fikcyjnego przekazu nie dźwięczy nasz własny głos?
Tak oto, wyrzucone na brzeg przez niespokojne fale akademickiego polilogu, powraca motto w tle utajonej opowieści: opowiesz sobie cały swój świat poprzez tekst, który uwiedziesz w swojej wyobraźni, jeśli tylko chcesz widzieć i słuchać co się wokół ciebie dzieje, jeśli naprawdę uwierzysz, że twoje widzenie i słyszenie jest ważne… Opowieść taka sama jak każda inna, jak myślę, pragnęłaby być po prostu opowieścią, rzeczą z pogranicza życia i fantazji: chimeryczną, zjawiskową, efemeryczną, jakąś bliżej nieokreśloną zagadkową mgławicą…
Zresztą, czyż nie tak opisują ją współcześni?
© 2006 Joanna Maria Tyka
1 Aleksander Wilkoń, Spójność i struktura tekstu, Universitas, Kraków 2002, ss. 15-16.
2 Anna Wierzbicka, Genry mowy.
3 Za: Aleksander Wilkoń, dz. cyt.
4 Janusz Anusiewicz, Lingwistyka kulturowa.
5 Tamże.
6 O szczegółach urządzenia wiedzy / władzy pisze na swojej stronie internetowej socjolog, Jacek Kochanowski: kochanowski.edu.pl. Kto jeszcze nie był, niech zajrzy tam koniecznie!
7 Zob. Wacław Rapak, Bachtinowskue korzenie intertekstualności, [w:] Intertekstualność i wyobraźniowość. Studia pod red. Barbary Sosień, Kraków 2003, s. 46.
verte.art.pl > Literatura > Eseje > W kręgu słów, znaczeń i gatunków
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski