> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№51 wrzesień 2008

Wycieczki wciąż aktualne („Wycieczka: Auschwitz — Birkenau” Andrzeja Brychta) Maciej Dęboróg-Bylczyński

Zaledwie kilka miesięcy upłynęło od dziesiątej rocznicy śmierci Andrzeja Brychta. Ile natomiast lat temu nazwisko tego pisarza przestało cokolwiek komunikować, żyć w przestrzeni czytelniczej, być rozpoznawalnym? Czterdzieści lat temu (pamiętnego 1968 roku) miał swoją premierę film Jerzego Ziarnika „Wycieczka w nieznane”. Ta ciekawa realizacja z udziałem Ryszarda Filipskiego, Małgorzaty Niemirskiej czy Zdzisława Maklakiewicza (kto ich dziś jeszcze pamięta?), z muzyką maestro Maksymiuka oparta była na fabule opowiadania Brychta „Wycieczka: Auschwitz — Birkenau”.

Wydane w roku 1966 opowiadanie Brychta znalazło uznanie i wdzięcznych czytelników. Świadczą o tym jego liczne wznowienia i przekłady na kilka języków. Brycht był pisarzem pokolenia „Współczesności”, które stanowili literaci urodzeni w latach 1930-35 i debiutujący w ww. piśmie (Hłasko, Nowakowski, Leja, Himilsbach i in.) Debiutujące po 1956 roku pokolenie Hłaski wyrażało swój bunt przeciwko beznadziejności zastanego świata, umieszczając często akcję powieści w środowiskach lumpenproletariatu. Jak pisał przed laty Stanisław Burkot1, wynikało to w dużej mierze z chęci wyrwania się ze swoich środowisk, z szarości realiów komunistycznej Polski. W tym duchu i w takich okolicznościach powstało opowiadanie pt. „Wycieczka: Auschwitz — Birkenau”. Jednocześnie powiedzieć tak to za mało. Jest to opowiadanie rozliczeniowe. Wprawdzie nie w sensie i wymiarze, jaki jest widoczny w prozie np. Andrzejewskiego czy Żukrowskiego (np. „Kamienne tablice”), jest to jednak próba rozliczenia z własnym pokoleniem.

Akcja tej historii rozgrywa się latem 1963 roku. Jej bohaterem jest młody literat — w świadomości społecznej stwór nieokreślony a groźny, „osiemnastkę” mający wypisaną na czole, sądownictwo wie, co oznacza ten osiemnasty paragraf, zmniejszający wymiar kary przynajmniej o połowę: częściowa niepoczytalność…2. Ów człowiek mieszka w stolicy. Jest słoneczny lipiec, więc czas spędza na basenie. Przy okazji dokucza mu chroniczny brak gotówki. Na basenie jednak poznaje młodszą od siebie o 10 lat Jolę, która wybawia go od samotności i, jak się później okaże, niedoborów finansowych. Odtąd codziennie ma na basen, butelkę wina i w ogóle. Idealny układ jednak go nuży. Są w końcu wakacje. Chciałby gdzieś wyrwać się z miejskich murów. Spotyka znajomego literata, który wybiera się służbowo do Oświęcimia. Miejsce turystycznie zupełnie nieatrakcyjne. Jemu jednak propozycja wspólnego wyjazdu spada niczym nieba. Zresztą i tam można przecież wybrać się na ubaw, na dancing. Tak zaczyna się wakacyjna wycieczka do obozu koncentracyjnego. Znajomy im reżyser Jerzy podejmuje się oprowadzenia ich po obozie (i jednocześnie planie kręconego tu właśnie filmu). Brycht stawia wysoki mur pomiędzy „Kolumbami” a nowym pokoleniem, którego młodość przypadła na czasy indoktrynacji, stalinizacji. To pokolenie chce normalnie żyć, bez obciążeń pamięci, bez narodowej martyrologii. Stąd ich obojętny, czasem sarkastyczny ton. Obraz obozu w utworze wyłania się z chłodnej, rzeczowej relacji Jerzego. Jednak przestrzeń ta przenika do podświadomości uczestników wycieczki. Także zderzenie oczekiwań z zastanym obrazem obozu i kontakt ze świadkami życia obozowego rozbudza w nich potrzebę refleksji, zostawia ślad w psychice. Brycht podejmuje też w powiadaniu kwestię reakcji Niemców na zbrodnie hitlerowskie. Nie atakuje, nie umoralnia. Niemniej, podkreśla w ten sposób ważność, aktualność tego miejsca. Pomimo upolitycznienia historii zarówno w Polsce, jak i w Niemczech, mimo braku świeżych, namacalnych doświadczeń uczestniczenia w obszarze ludobójstwa, Oświęcim jest nadal miejscem pamięci, zadumy, może nawet katharsis.

Bohater nie wytrzymuje przydługiego (dla niego) pobytu „na wycieczce”. Zmęczony wrażeniami wraca do Warszawy. Nie może się jednak uwolnić od obozowych wspomnień. Kontrast pomiędzy nudną codziennością i jałowością rozmów z Jolą a tym, co przeżył w obozie, jest zbyt wielki. Próba powrotu do obozu jednak nie udaje się. Ten sam brak pieniędzy i te same słabości stylu życia młodych literatów udaremniają bohaterowi dotarcie na czas na dworzec PKP. Wraca do Joli. Ich związek przetrwa, tylko własne życie przestało go już bawić.

W utworze Brychta odczuwalna jest fascynacja egzystencjalizmem. Cechy charakterystyczne dla tej filozofii pisarze pokolenia 1956 przenosili w struktury swoich utworów na różne sposoby. Najbardziej monotematyczny był Marek Hłasko, który uparcie kazał swojemu bohaterowi miotać się w świecie pełnym zdrad małżeńskich i zabaw uczuciami. Hłaskowski model znajduje tu realizację w instrumentalnym traktowaniu kobiet, które nie mogą przecież zrozumieć „metafizycznych niepokojów” mężczyzny.

Problematyka „Wycieczki: Auschwitz — Birkenau” wychodzi jednak poza pierwsze próby literackie Hłaski, Nowakowskiego, Minkowskiego czy Kabatca. Jest to opowiadanie rozwojowe. Udziałem bohatera jest pewna przemiana. To dostrzeżenie pierwiastka śmierci w doczesności. Tutaj Brycht zarówno tematycznie, jaki i językowo zbliża się do opowiadań Borowskiego. Brechtowski bohater postrzega świat jako kruchy. Nie identyfikuje się z nim. Czuje się rozbitkiem. Prowokuje sobie współczesnych do refleksji nad dzisiejszym stosunkiem do wojny. Miał rację Błoński pisząc, że pokolenie „Współczesności” posiadało swoje mity3, ale… chyba waśnie wyłącznie mity, bez wyraźnego programu literackiego. Bohater tego opowiadania odnosi jednak sukces nad swoim pokoleniem, gdyż znajduje swoją własną drogę do przeszłości. Ów sukces jest poziomem, do którego inni pisarze tego pokolenia nie potrafili „doprowadzić” swojego bohatera literackiego. Programowo niedojrzały bohater Brychta (ku zaskoczeniu czytelnika) dojrzewa. Przechodzi pewną granicę poznania, dzięki której wchodzi w życie dojrzałe.

Żyjemy dziś w czasach strachu przed „Strachem” Grossa, nagonki na Polską Rację Stanu, która nie godzi się na „polskie” obozy koncentracyjne, słuchamy ryków Rudiego Pawelki z gatunku tych, że: Niemcy posiadali przez setki lat ziemie, które teraz należą do Polski. Polska nie może dopuścić do dyskryminowania Niemców, czy tym podobnych słów nienawiści Powiernictwa Pruskiego i Związku Wypędzonych, premiery „Katynia” Wajdy w Moskwie i wydanej przez Agorę na 65. rocznicę rzezi na Kresach książki „Wołyń. 1943-2008. Pojednanie”… Wydaje się więc, że emocje związane z latami wojny długo jeszcze będą rozpalały umysły nasze i naszych sąsiadów zza zachodniej i wschodniej granicy. A gdzieś obok tych spraw są ludzie młodzi, ci, o których pisał czterdzieści lat temu swoje opowiadanie Andrzej Brycht, i ci którzy dziś decydują się na taką „wycieczkę w nieznane”, w obce im, stare muzealne rekwizyty z Auschwitz. Odnoszę więc wrażenie, że nie tylko trudna, wojenna historia naszego kraju, ale i zapomniana twórczość Brychta dopomina się nieustannie o odświeżanie. Coś urzeka w tej lekturze „Wycieczki…” po latach. Może to sfera językowa, a może aktualność problematyki, bo przecież każde młode pokolenie musi spróbować się określić w rzeczywistości, zaś by to uczynić, zawsze trzeba sięgnąć do fundamentu, jakim jest historia swojego narodu.

© 2008 Maciej Dęboróg-Bylczyński

1 S. Burkot, Literatura polska w latach 1939-1999, Warszawa, s. 191.

2 A. Brycht, Wycieczka: Auschwitz — Birkenau, [w:] Dancing w kwaterze Hitlera, Warszawa 1968, s. 7.

3 J. Błoński, Zmiana warty, Warszawa 1961, s. 131.

verte.art.pl > Literatura > Recenzje > Wycieczki wciąż aktualne

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski