> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№26 sierpień 2006

Zwykłe uniesienie rozlewa nieobecność — poszukiwanie sensu w rzeczywistości (o ostatnim poemacie Stéphane’a Mallarmé) Karolina Sałdecka

„Rzut kośćmi nie zniesie nigdy przypadku”, dzieło Stéphane’a Mallarmé z 1897 roku nastręcza sporo trudności nawet czytelnikom wcześniejszych utworów poety. Z początku zaskoczenie, później wątpliwości, dalej może nawet zwyczajna pustka, kiedy nie rozumie się, „o czym jest poemat”. Trudno byłoby odpowiadać na pytanie o miejsce poematu Mallarmégo w jego twórczości, tym bardziej, że próbę odpowiedzenia na to pytanie podejmowano już wcześniej, zrobił to między innymi Michał Paweł Markowski we wstępie do wydania „Rzutu…” w przekładzie Tomasza Różyckiego. Markowski zwraca uwagę na rozróżnienia, jakich dokonał sam Mallarmé. Rozróżnienia te dotyczą przede wszystkim sfery brzmieniowej i znaczeniowej utworu. Poeta przeciwstawił lanque i parole, oddzielając tym samym język powszechnie używany oraz wiersz jako frazę, która tworzy słowo — nową całość (według Mallarmégo, un mot total, neuf, étranger à la lanque, na co zwraca uwagę także M. P. Markowski). Poeta podkreślił zatem niedoskonałość potocznego języka, zaliczając do niego, jak pisze Markowski, przypadek i traf, przeciwko którym wystąpił sam autor poematu. Istnieje jednak u Mallarmégo rozróżnienie zupełnie inne, na które wcześniejsze przekłady na język polski (autorstwa Macieja Żurowskiego i Adama Ważyka) nie kierują tak ostrego światła, jak czyni to Tomasz Różycki.

Powinno się tutaj zwrócić uwagę na silnie wyeksponowaną przez Różyckiego, również poetę, opozycji między słowem a ciszą. Sądzę, że jest to trafne spostrzeżenie, jednak zarówno przekłady z lat dwudziestych, jak i przekład najnowszy, nie odpowiadają na nasuwające się nieustannie pytania, jak czytać „Rzut kośćmi…”, o czym tak naprawdę traktuje ten poemat. O głębokim kryzysie, w jakim znalazł się poeta, pisząc swój przedostatni utwór? Jeśli jest to kryzys, zwątpienie, to czego te uczucia dotyczą? Czy jest to problem kryzysu słowa, jego spospolicenia, uzwyklenia? Markowski przywołuje tutaj zdanie twórcy „Rzutu kośćmi…”: Od czasu, gdy zapanował powszechny pośpiech (…) wywoływany, a przynajmniej powiększany przez gazety, łatwość lektury stała się w literaturze regułą.

Autor przedmowy uwypukla także odniesienia do Nietzschego, te rozważania nie wydają się aż tak istotne w omawianym tutaj kontekście. W dążeniu do właściwego odebrania tekstu ważne jest zdanie Paula Valéry dotyczące pewnego sposobu czytania utworów, w opozycji do szybkiego przebiegania wzrokiem gazetowych szpalt, miałaby to być une lenteur intense du regard (intensywna powolność spojrzenia) z jednoczesnym podkreśleniem słowa regard.

Rzeczywiście, praca, jakiej podjął się Tomasz Różycki, zachowując wierność proporcjom oryginalnego tekstu, spełnia postulat intensywnej powolności spojrzenia. Eliminuje tym samym gazetowy coup d’oeil, czyli rzut oka (który tak drażnił Mallarmégo), zamieniając lekturę w obejmujące całość poematu spojrzenie.

Istotną rolę odgrywa stopień uwspółcześnienia przez Różyckiego języka „Rzutu kośćmi…”, znanego do tej pory z przekładów wspomnianych dwóch polskich twórców. Przekłady wcześniejsze można by nazwać raczej poetyckimi interpretacjami utworu Mallarmégo niż próbami w miarę wiernego oddania sensu poematu. Nie oznacza to jednak, że proponowane przez Różyckiego odczytanie dzieła jest pozbawione jakichkolwiek śladów poetyckości. Warto przyjrzeć się pod tym kątem kilku wersjom tłumaczenia francuskiego tekstu.

Pierwsze wrażenie po lekturze tłumaczenia, jakie proponuje Różycki, może wywołać myśl, że poeta dokonuje uwspółcześnienia utworu Mallarmégo oraz tym samym pozbawia tekst zasadniczej cechy tajemniczości i metaforyczności, o którą dbają Żurowski i Ważyk. Przy takiej hipotezie należy rozważyć nie tylko leksykę poematu, ale i składnię francuską, która, tak różna od polskiej, sprawiała wyraźne trudności autorom wcześniejszych tłumaczeń (nie widać natomiast niedociągnięć w tej kwestii w przekładzie Różyckiego). Zupełnie jak gdyby współczesny poeta tłumaczył, jednocześnie uwspółcześniając zawiłości francuskiej składni końca XIX wieku. Nie można jednak twierdzić, że Maciej Żurowski i Adam Ważyk nie radzą sobie z budową zdań u Mallarmégo. Starają się jednak przekroczyć dosłowność, co powoduje powstanie pewnych niejasności, jak w przykładowo podanej tutaj frazie przekładu Żurowskiego (nie cytuję fragmentów poematu z zachowaniem rozsunięć stosowanych przez Mallarmégo): przygotowuje / rusza się i miesza / w dłoni co ją ściśnie / przeznaczeniu i wiatrom. Oryginalne wersy niosą nieco inny sens: prépare / s’agite et mêle / au poing qui l’étreindrait / un destin et les vents. Różycki radzi sobie z tym zdaniem zdecydowanie lepiej. Pisze bowiem: przygotowuje / wstrząsa się i miesza / w dłoni która by ją ukryła / przeznaczeniu i wiatrom.

Oczywiście czasownik étreindre oznacza ścisnąć, zacisnąć, objąć. Oba wcześniejsze przekłady dają dosłowną interpretację tego wyrazu, podczas gdy Różycki decyduje się na czasownik ukryła. Poza tym, tryb przypuszczający (franc. conditionnel présent), jakim posługuje się w swoim poemacie Mallarmé, jest u Adama Ważyka potraktowany w funkcji czasu przyszłego prostego (franc. futur simple). Trudno określić, jaki efekt Ważyk zamierzał osiągnąć dzięki temu zabiegowi, jednak zmiana trybu przypuszczającego na czas przyszły powoduje wspomnianą już niejasność. Jak gdyby pewne wydarzenia sytuowały się dzięki temu w bardziej określonej przyszłości, natomiast wydaje się, że intencją Mallarmégo było podkreślenie poprzez użycie conditionnel présent, niektórych cech rzeczywistości, którą najtrafniej można by określić francuskim przymiotnikiem vaque, czyli jako chwiejną, niepewną. Czytelnik musi poczuć, że autor poematu nic jednoznacznie nie stwierdza, nie deklaruje; pisze o tym, co mogłoby się wydarzyć, o nicości, która jest przecież nie tyle niezrozumiała, ile nieobjęta. Być może niejasności wywołane sposobem budowania zdań przez poetę służą temu, by uniemożliwić łatwą i tym samym jednostronną interpretację „Rzutu kośćmi…”, by dać wrażenie pustki, zalewającej zewsząd nieobecności. Nieobecności kogo lub czego, skoro istnieje jedynie wszechogarniająca, wszechobecna nicość?

Fragment o „jedynej Liczbie” także nie pomaga w złożeniu całościowego obrazu budowanego w poemacie. Obraz bowiem nie istnieje, mamy do czynienia jedynie z okruchami wyobrażeń. Nie tyle nawet wyobrażeń, ile widzeń, wrażeń. Mallarmé proponuje swoistą grę, nie pozwala czytelnikowi pozostać przy jednym sposobie odbioru poematu, nie pozwala do końca uwierzyć w jedną wybraną interpretację. Nieustanne zmiany w obrębie tzw. espacement, czyli przestrzeni poematu: rozsunięcia wersów, zmiany wielkości i grubości czcionki wpływają silnie na sposób czytania „Rzutu kośćmi…”.

Pierwsze wrażenie po lekturze wszystkich trzech polskich przekładów poematu Mallarmégo może przemawiać na korzyść Żurowskiego i Ważyka. Ich teksty wydają się bardziej poetyckie, jest to jednak dosyć mylne wrażenie. Dodatnią stroną wcześniejszych przekładów jest niewątpliwie sposób dobierania słów. We fragmencie LE MAÎTRE / surgi / inférant / de cette conflagration (…) słowo conflagration tłumaczone jest przez Żurowskiego w sposób dość archaiczny i zbyt dosłowny, jako pożoga. Z kolei Ważyk tłumaczy ten wyraz przenośnie jako zamęt, Różycki także korzysta z rozumienia metaforycznego, jednak bardziej współczesnego, czyli conflagration jako przewrót.

Podobna sytuacja następuje w przypadku inférieur clapotis quelconque, co Różycki tłumaczy jako jakikolwiek podrzędny plusk; Żurowski zastępuje słowo inférieur (podrzędny) poprzez niski, co nie odbiega stopniem dosłowności od tekstu Mallarmégo, a jednocześnie nie stanowi też dowodu literackości przekładu. W tłumaczeniu Ważyka nastąpiła z kolei drobna konfuzja — otóż dwa podobne brzmieniowo i ortograficznie francuskie wyrazy inférieur (podrzędny, niski) i intérieur (wewnętrzny), stąd jakowyś plusk wewnętrzny u Ważyka, podczas gdy Różycki tłumaczy bardziej precyzyjnie i poprawnie jakikolwiek podrzędny plusk. U Żurowskiego pojawia się jak gdyby zupełnie inne rozumienie dłuższego fragmentu, co nie umniejsza absolutnie wkładu pracy tłumacza w rozszyfrowanie niemal nieczytelnego poematu, ale wpływa na sposób odczytania wersów: OPRÓCZ MIEJSCA / niskich plusków jak gdyby dla rozproszenia próżnego / aktu. Wydaje się, że w tym wypadku Różycki i Ważyk znacznie bliżsi są ideom Mallarmégo niż Żurowski.

Podobnie we fragmencie ces parages / du vague / en quoi toute réalité se dissout Różycki tłumaczy niemal dosłownie myśl poety, a jednak udaje mu się uniknąć upraszczania tekstu: na tych falach / nieokreśloności / w którą wszelka rzeczywistość się rozpuszcza. U Żurowskiego mamy natomiast: na tym padole / nieokreśloności / w którą wszelka rzeczywistość się rozpływa. Ważyk tłumaczy w następujący sposób: w tych obszarach / niejasności / gdzie się każda realność rozpływa. Współczesny polski poeta przekazuje tutaj słowa Mallarmégo najbardziej dosłownie, nie metaforyzuje parages du vague, skoro odnosi wrażenie, że właśnie tak należy je odczytać, prawie dosłownie, okolice wody.

Dwa ostatnie przekłady zachowują literackość przekazu. Tłumaczenie Tomasza Różyckiego, mniej zmetaforyzowane, nie jest jednak w stanie usunąć „przeszkód” interpretacyjnych stawianych na drodze czytelnikowi przez Stéphane’a Mallarmé. Trudno decydować o wyższości któregoś z przekładów nad jego inną wersją. Wydaje się, że jest to kwestia indywidualnego sposobu czytania i przeżywania nie tylko „Rzutu kośćmi…”, ile poezji w ogóle. Nie sposób jednak nie zauważyć, żeRóżycki okazuje się w swoim tłumaczeniu bardziej wierny oryginałowi, przez co wydaje się także bardziej dokładny, uważny. Nie oznacza, że zawsze dosłownie interpretuje tekst. Być może dzięki częściowemu „odarciu” tekstu Mallarmégo z literackości, którą w niektórych momentach wręcz niesłusznie przypisują francuskiemu twórcy Żurowski i Ważyk, Tomasz Różycki przybliża znacznie myśli poświęcone nicości. Dzieje się tak głównie dzięki precyzyjnej analizie francuskiej składni, ale także dzięki uwspółcześnieniu języka, pewnej dosłowności, która mimo wszystko nie przekracza granicy potoczności. Porównując trzy polskie przekłady, możemy mieć pewność, że wszyscy tłumacze próbują pojąć, dlaczego właśnie słowo rien (nic) odgrywa w utworze tak istotną rolę. Poemat ten, a w zasadzie jego ograniczona „czytelność”, sprawia, że tłumacz i odbiorca zadają sobie pytania o sens rzeczywistości; zastanawiają się nad tym, czym jest nicość i czy w ogóle istnieje; nad możliwością odwrócenie porządku świata przez nicość. Dlatego, w ślad za autorem „Rzutu kośćmi…”, wręcz narzuca się konieczność zapytania o wszechobecny przypadek, o zwykłe uniesienie, które rozlewa nieobecność.

© 2006 Karolina Sałdecka

verte.art.pl > Literatura > Eseje > Zwykłe uniesienie rozlewa nieobecność

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski