W podsumowaniu muzycznych zdarzeń roku 2006 nie tylko o płytach, choć one właśnie zostaną z nami na dłużej, a wiele pewnie na zawsze. Zacznę od tego, że nie był to, jak zwykle zresztą, udany rok koncertowy. Nie wiadomo, kiedy przestaną traktować nas jak ostatnią z europejskich, położoną na rubieżach prowincję. A że jednak można, że się udaje, ludzie przychodzą i słuchają, świadczy z roku na rok mający się lepiej, gdyński Open’er Festival (m.in. Placebo, Franz Ferdinand, Sigur Rós, Skin). Trzyma swój poziom i klimat Castle Party w Bolkowie (Clan of Xymox, DeVision), w Warszawie Summer of Music (Pet Shop Boys, Mercury Rev). Polskę w ramach D’Elektro Fall Tour 2006 objeżdżało Lowe i Minerve, a w Krakowie pojawili się nawet w towarzystwie Niemców z Camouflage. Zagrali dla polskiej publiczności Simple Minds, The Sisters of Mercy, The Cult, Roger Waters i David Gilmour (osobno oczywiście), Marillion oraz Fish (jak wyżej). Z formacji o krótszym stażu Yeah Yeah Yeahs, Archive i Twilight Singers. Co jeszcze ciekawego? Nick Cave, Laibach, New Model Army (który w końcu udało mi się zobaczyć na żywo!). Koncert Killing Joke i pierwszy w Polsce występ Fields of the Nephilim, moje pewne typy na wydarzenia roku, zostały odwołane. Pierwszy raz wystąpił za to u nas Duran Duran, a aż dwa występy zaliczył Depeche Mode. Nie za wiele tego. W dodatku prawie żaden z wymienionych nie zagrał w Polsce choćby minitrasy, ot jeden koncercik i do widzenia. Do normalności naprawdę daleko.
Podobnie jak z normalnością niewiele ma wspólnego dystrybucja i ceny płyt, o procederach których już miałem przyjemność pisać. Nie miejsce tu i czas, by temat rozwijać, choć we krwi od razu uaktywniają mi się toksyny, gdy tylko pomyślę, że w krajach, gdzie ludzie zarabiają wielokrotność naszych pensji, płyty są o połowę tańsze! W 2006 pierwszy cios otrzymałem latem w Anglii, drugi na przełomie grudnia i stycznia, w Niemczech. W sklepach u sąsiadów więc prawie wszystko, kompakt poniżej 10 Euro (wyłączywszy nowości), do tego Preisaktion, czyli od ceny minus 19%, a więc za płytkę około 8 €: każdy Big Black, Bad Religion, The Walkabouts, Morrisey czy PJ Harvey. U nas — jeżeli w ogóle powyższe są — zazwyczaj w przedziale od 55 do 65 zł, ale i wyżej.
Nie chcąc być uznanym za cynika, ironistę w najlepszym przypadku, nie będę nikomu życzył, by w roku 2007 było lepiej, czy mamił, że przyniesie on poprawę, skruszy patologie. Mogę natomiast mieć nadzieję, że ulubieni wykonawcy znów nagrają dobre płyty. Bo te — i to naprawdę optymistyczne — ciągle powstają, a piękna muzyka wciąż czyni nas lepszymi. A gdyby ktoś, z jakichś przyczyn, odczuwał brak tego piękna w sobie, wokół siebie, wśród ulubionych płyt roku 2006 zestawionych przez autorów „verte”, na pewno odnajdzie tę konieczną, ożywczą odrobinę emocji.
Dodam jeszcze tylko, że wielu szanowanych i lubianych przeze mnie wykonawców nagrało w ubiegłym roku albumy, których chce się słuchać. Mój ranking nie został oparty o przemyślne aksjologie. W większości zadecydowała po prostu częstotliwość słuchania, wgranie się płyty we właściwy czas i zawłaszczenie go na dłużej. Równie dobrze mogłoby to się udać innym płytom, bo o listę rezerwową nietrudno: Thom Yorke („The Eraser”), Calla („Collisions”), James Dean Bradfield („The Great Western”), The Gathering („Home”), Mudhoney („Under the Billion Suns”), dwupłytowereedycje w kolekcjonerskich wydaniach kolejnych trzech albumów The Cure („The Head on the Door”, „The Top” i „Kiss Me Kiss Me Kiss Me”), projektu R. Smitha i S. Severina The Glove („Blue Sunshine”), debiutu Siouxsie And The Banshees („Scream”). Ukazały się też remastery, choć już znacznie mniej okazałe niż wymienione właśnie Deluxe Edition, wszystkich albumów The Sisters of Mercy. I wiele, wiele innych…
© 2007 Jarosław Bytner
verte.art.pl > Muzyka > Zestawienia > Płyty 2006 „verte”
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski