> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№62 sierpień 2009

Upadek antychrysta („The High End of Low” Marilyna Mansona) Jacek Szafranowicz

Po mieszanie przyjętym przed dwoma laty „Eat Me, Drink Me”, Marilyn Manson powraca z Twiggym Ramirezem „The High End of Low”, obwieszczając powrót do świetlanego okresu „Antichrist Superstar”. Manson, jakkolwiek mało dziś wiarygodny w tego typu deklaracjach, tym razem ewidentnie miał ambicje nagrać album, który przypomniałby go, jakim chciałby być pamiętany – powrócił do sprawdzonej, standardowej formuły, na okładce osadza się w prowokacyjnym, religijnym kontekście, a na krążku znów czaruje demoniczno-sarkastyczno-agresywnie-ironicznym wokalem. Problem jednak w tym, że tym razem za bardzo się stara; kokaina od lat nie wznosi go już na wyżyny inwencji, czego kolejnym dowodem wtórne, łączące błyskotliwość, grę słów i prowokację teksty, od których wieje starszyzną pożółkłych kart przeszłych kontemplacji. Kompozycyjnie jednak zaczyna się ciekawie – rzecz otwiera rozpaczliwie patetyczny, a zarazem dziwnie autentyczny „Devour”, zaraz zanim mamy hardrockową piąchę „Pretty As Swastika”, po czym wchodzi przyjemne stonesowe „Leave a Scar”, a potem skromna bluesrockowa balladka „Four Rusted Horses”, niewątpliwy highlight płyty. Jednak po tym krótkim melanżu okazuje się, że tylko na tyle starcza panom werwy – brniemy bowiem później, niby bez końca, w spóźnione, żmudne rockowe ballady trącające stadionowym kiczem lat 80., z długaśnym, dziewięciominutowym „I Want To Kill You Like They Do In Movies” na czele, tworem tyleż pretensjonalnym, co zwyczajnie nudnym. Manson od pewnego czasu uparcie chce zejść na ziemię i przemawiać jak człowiek do człowieka – wrażliwy, wiedzący, co to piekło samotności i odrzucenia. Cóż, odkrywanie na nowo wymiaru grawitacji dla każdego bywa przykre, ale Manson znosi to chyba gorzej, niż mógłby przypuszczać, skoro nagrywa taki zakalec, który ani jego, ani kapeli pod żadnym kątem nie ukazuje w ciekawym, rokującym na przyszłość świetle. Chciałoby się powiedzieć, że chyba lepiej mu było w wyimaginowanym kosmosie, kiedy dawał nam „Mechanical Animals”. Jako zbolały ex-romantyk, powstała z prochów, pełna sentymentów gwiazda rocka nie przekonuje – zapewne dlatego, że to ostatnie wcielenie, w jakim chciałoby się go widzieć.

© 2009 Jacek Szafranowicz

verte.art.pl > Film > Recenzje > Upadek antychrysta („The High End of Low” Marilyna Mansona

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski