Zawsze miałem potrzebę bycia medium decyzyjnym, wodzącym, wyznaczającym kierunki. Zawsze również uwielbiałem muzykę. Nigdy nie miałem złudzeń — to biznes. Nigdy też nie dane mi było w nim partycypować i właśnie dlatego lubię o muzyce pisać, aby Ci, których ubodła krytyka mogli powiedzieć: jemu się nie udało, to obrzuca zawistnymi ekskrementami innych.
A poobrzucam sobie, a pewnie, ależ z największą przyjemnością. A z jeszcze większą wyrażę swoją sympatię, jakkolwiek nieistotna ona by nie była. Wobec czego przyznam swoje indywidualne, absolutnie subiektywne nagrody, w kategoriach zupełnie nienormalnych, choćby po to, aby wynieść z tego swoją własną, krytyczną przyjemność. Jako że konferansjerzy na gali rozdania Fryderyków są zwykle smutni i monotoniczni — po prostu przejdźmy do rzeczy.
Stworzyłem pięć nagród. Pierwsza z nich…
otwierający utwór z pierwszej płyty, miażdżący kręgosłup
Nominacje: Korn — „Blind”, Rage Against The Machine — „Bombtrack”, Killers — „Jenny Was a Friend of Mine”, Nine Inch Nails — „Head Like a Hole”
Statuetka Wawelskiego dla Korn za „Blind”.
Szok.
Paranoja, siła, klaustrofobia. Pamiętam, byłem wtedy bardzo młodym człowiekiem, dla którego Metallica stanowiła dużą wartość, więc trudno tamtym wrażeniom przypisywać znaczenie sensu epokowego, ale po latach w dalszym ciągu ten bardzo singlowy, pomysłowo zrealizowany konglomerat wkurwienia i beznadziei niezmiennie powoduje, że śpiewam razem z J. Davisem. Gitary soczyste i szerokie, bas obniżony do tego stopnia, że tworzy efekt perkusyjny, po czym również przesterowany, a na tym wielokrotnie, wielowarstwowo i z wyczuciem porozsiewane partie wokalne. Korn nigdy już nie będzie tak mocny. Ten sam „Blind” na końcu kompilacji najlepszych przebojów brzmi jak groteska, albowiem pierwszym utworem jest banalnie dyskotekowy „Word Up!”.
głupi pomysł w środku dobrego, kretyński „bridge”, akord uchwycony szczerbatą górną szczęką
Nominacje: Wilki — „Son of The Blue Sky”, Myslovitz — „Sprzedawcy marzeń”, Mars Volta — „Widow”, Metallica — „My Friend of Misery”
Statuetka kulawego satyra należy się Myslovitz za „Sprzedawców marzeń”.
Czy tylko ja to słyszę? …sterowany jestem wciąż jest najpaskudniejszym rozwiązaniem frazy muzycznej, jakie mogę sobie wyobrazić. Czy nie lepiej byłoby zostawić poprzedni akord do wybrzmienia? Czy nie lepiej byłoby nie próbować dysharomonizować? Wreszcie — czy nie lepiej nie zaprzątać bogatej sceny muzycznej swoim powtarzalnym snobo-podobnym zawodzeniem?
Jeżeli przez krótki moment, choćby krótki, komukolwiek wydaje się, że Myslovitz jest dobre, że nas zbawi, że głębokie i cudowne, to z kwaśnym grymasem informuję, że tak nie jest i nie będzie. Nie dyskutuję. Jeśli kole w oczy brak argumentów, to odpowiadam, że nie potrzebuję argumentów, żeby udowodnić, że szare jest szare, a kto tego nie widzi, ten winien zrewidować swoje kryteria, czy też zmysły.
Bardzo blisko zdobycia nagrody był zespół Mars Volta, ale im należny jest raczej tytuł „Dobry pomysł między idiotycznymi” w świetle dokonań najnowszej płyty. Takiej kategorii niestety nie wymyśliłem.
najznakomitsza aranżacja momentu
Nominacje: Mogwai — „Yes! I Am A Long Way From Home”, The Books — „That Right Ain’t Shit”, Menomena — „Monkey’s Back”, Yeah Yeah Yeahs — „Maps”
Anielskie piórko dla Menomena za „Monkey’s Back”.
Że trudno dostać? Ano trudno. Że nikt nie wie co zacz? A to się należy dowiedzieć. Choćby ten jeden utwór. I gave him poison grapes, he spits the seeds into my face — zaśpiewane w kompletnym spokoju, na tle przestrzennie rozłożonych akordów rhodes piano i nic więcej. 5 sekundowa wyrwa w miękkiej, ciepłej masie. Wewnątrz śmietankowego budyniu jazzującego beatu i sennych wokali podniebienie wyczuwa wiśnię tak silną w smaku, tak zimną i soczystą, że dalsza konsumpcja jest już tylko wspominaniem momentu.
W tej kategorii ekspert nie był jednoznacznie zdecydowany. Każdy z nominowanych utworów wart jest najwyższej uwagi.
mierna piosenka powtarzana w miliardach stacji radiowych, 32 razy na dobę
Nominowani: Reamonn — „Star”, Marcin Rozynek — „Siłacz”, Maroon 5 — „This Love”, Budka Suflera — „Bal wszystkich świętych”
Rozbebrane fekalia wędrują na skrzynkę pocztową Marcina Rozynka za „Siłacza”.
Każda z tych piosenek z osobna zasługuje na ukrzyżowanie autorów. Budka Suflera nie tylko za tę piosenkę, ale także za sto innych, oraz za bezustanne tłamszenie polskiej sceny muzycznej i kontrolowanie przemysłu na rzecz starych pierdzieli. W dalszym jednak ciągu 4 minuty Marcina Rozynka wlokącego swoje metroseksualne trele w tempie niewiele bardziej przeganiającym leniwca wstającego z zimowego snu, są torturą znacznie potężniejszą. Nigdy nie zrozumiem polityki stacji radiowych. Jeżeli to, co jest wystawiane w eter, to faktycznie gusta większości społeczeństwa, określone ankietami, to dlaczego by tym ludziom tego gustu nie próbować wypracować, zamiast jeszcze bardziej pogłębiać zacofanie?
po prostu najlepszy
Nominowani: Radiohead, Pink Floyd, Frank Zappa, Elvis Presley
Uścisk dłoni dla Radiohead.
O ironio, mój gust absolutnie nie potrafi przyjąć do siebie produktów tej marki. Nie potrafię, nie chcę i nie umiem słuchać Radiohead. Przyznałem się, jest mi lżej. W dalszym ciągu obiektywizm nakazuje mi przyznać, że to jest najlepszy zespół ostatnich czasów i jeszcze długo to właśnie on będzie wiódł prym wszędzie i przed wszystkimi. Kluczem jest powiązanie w bezbolesny sposób muzyki dającej się poznać bez bólu zęba oraz zupełnie nieokreślonej, alternatywnej, spoza podziałów, bezkompromisowej i do szczętu swojej własnej. Bo chodzi o to, żeby grać Muzykę, a nie określony jej gatunek.
(Mój ciepły stosunek w żaden sposób nie przeszkadza mi reagować alergicznie na kolejne płyty.)
I w ten sposób udało nam się dobrnąć do końca literackiej gali rozdania Złotych Jakubów. Nad Fryderykami mam wiele zasadniczych przewag. Po pierwsze — moja ceremonia trwała krócej, a więc znacznie mniej osób stwierdzi, że była nudna. Po drugie — mogła czegoś nauczyć, coś wskazać (Menomeny pewnie nikt nie zna, a Reni Jusis raczej wszyscy). Jest też sporo podobieństw — Złote Jakuby znaczą takie samo nic, co Fryderyki. Tak samo nędznie wyglądają, bo w ogóle nie wyglądają i są przyznawane przez tak samo niecelne w sędziowaniu medium — niekoniecznie profesjonalnych ekspertów, którym i ja jestem, o czym z przykrością informuję.
© 2005 Jakub Chmielewski
verte.art.pl > Muzyka > Zestawienia > Złote Jakuby
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski