Aleksander Jackiewicz albo przewraca się właśnie w grobie i to na drugi bok, bo to już drugie wokół niego, a w zasadzie tego, o czym pisał zamieszanie, albo, odrobinę zdziwiony, dumny jest, że jego słowa wciąż oddziałują, a nawet otwierają tak żywy dyskurs na łamach „verte”. W pierwszej kolejności napomknę — Jackiewicz czasem się mylił, ale już nawet nie chodzi mi o „Lalkę”…
No to mamy sieć trakcyjną dla idei, mamy pierwszą linię wysokiego napięcia.
Oto moja glosa do Karolowego „kamyka”, co się zowie: „Problem śmieci nie tylko na ekranie — czyli kłopoty z modernizmem albo ludzie na przemiał (glosa do Emilowego Hasa)”. Ta moja glosa jest już jednak tak drobna, że stanowi zaledwie ziarnko piasku, ale od ziarnka (co prawda większego formatu) księżniczka, jak wiadomo, spać nie mogła.
Tyle zamieszania wybuchło wokół rozdziału „Śmietnik Hasa” w książce „Moja filmoteka. Kino polskie” (1983) naszego szarganego tu krytyka Aleksandra Jackiewicza. I najpierw trzeba ten rozdział przeczytać, i wiedzieć, co dokładnie miał autor na myśli, a nie wyrywać słowa z kontekstu i filozofować, wszak Karol Z. filozofem jest (jest naprawdę). Nie sądzę, aby Jackiewicz świadomie zapowiedział zjawiska, które zaszły w kulturze po jego śmierci. On po prostu określił, ot tak, Hasowską estetykę „śmietnikiem”, a na myśli miał przepełnioną scenografię i kolorystykę: zbroje, oręż, egzotyczne pamiątki nagromadzone jak w muzeum — oraz — trupie miasto, powleczone w dodatku trupią barwą itd. To samo tyczy się przecież „Sanatorium pod klepsydrą”, tyle, że w tym filmie taka rupieciarnia (rupieciarnia marzeń, jak określi ją w 1994 Jan Słodowski), lamus — czyli „śmietnik” — jest jak najbardziej na miejscu, bo film jest o przemijaniu, a stare, zniszczone przedmioty są doskonałymi nośnikami, świadkami i namacalnymi jego dowodami. Sens identyczny jak w sztuce „nowego realizmu” (wyrosłego z podłoża egzystencjalizmu), jak w assemblage’ach Armana, jego „Akumulacji dzbanków”, gdzie każdy z nich ma swoją istotną mini-historię. „Sanatorium…” jest właśnie takim Armanowskim assemblagem. Jest nim także „Lalka” i to właśnie nie podoba się Jackiewiczowi, i jest według niego nie na miejscu, gdyż w pierwowzór Prusa …można się zanurzyć jak w mało którą powieść. Są tam sympatyczne knajpki, niby rodem z Dickensa. Jest Powiśle, Aleje, Łazienki. Miasto z ludzkiego świata. A więc… Jackiewicz również samą powieść odczytał zupełnie inaczej. Ale to już chyba naprawdę zupełnie inna historia…
© 2005 Emilia Walczak
verte.art.pl > Myśl > Polemiki > Assemblage Hasa
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski