Prawda jest taka, że nie wiem za bardzo, o co chodzi z tą lustracją. Wiem tylko, że Jarosław Kaczyński jest za, a Adam Michnik przeciw. I ta wiedza wystarcza mi — jako obywatelowi IV Rzeczpospolitej — by święcie być przekonanym, że lustracja jest nam potrzebna. Po stokroć bardziej niż inne niezrozumiałe zagadnienia, takie jak rozwój gospodarczy, społeczeństwo obywatelskie czy polityka zagraniczna. Słowem — że jest ona równie potrzebna Polsce, jak obwodnica mieszkańcom Rospudy. Znaczy się, Augustowa.
Jak na obywatela IV Rzeczpospolitej przystało, prędko przechodzę od słów do czynów, by — już nie tylko jako obywatel, lecz także redaktor techniczny „verte” — dokonać autolustracji. Moja autolustracja obejmuje dwa okresy błędów i wypaczeń: komunizm oraz III Rzeczpospolitą, czyli — stosując terminologię popularnego pisarza science-fiction Rafała Ziemkiewicza — michnikowszczyznę i premichnikowszczyznę. Na jej wstępie donoszę: nie donosiłem. Nie znaczy to jednak, że jestem bez winy. Oto moje grzechy:
W wieku 8 lat bawiłem się w lekarza z kolegą Krystianem S. Homoseksualizm promowaliśmy na zmianę — raz on był lekarzem, raz ja. Na swoją obronę mogę jedynie powiedzieć, że jako lekarz nie brałem od kolegi łapówek.
W wieku 9 lat wraz z kolegą Marcinem S. podjęliśmy się próby wysadzenia w powietrze budowanej w tamtym czasie linii tramwajowej do Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku „Myślęcinek” w Bydgoszczy. Chcieliśmy w ten sposób ocalić drzewa znajdujące się na jej planowanej trasie. Plan ostatecznie nie został zrealizowany, bo nie miał nas kto podwieźć do „Myślęcinka”. Linia tramwajowa powstała i działa do dziś.
W wieku 14 lat wraz z kolegami Piotrem K. oraz Akradiuszem W. wpisaliśmy do pamiętnika koleżanki Anny K. wierszyk Poszła Ola do przedszkola poobciągać se pitola. Sprawa wyszła na jaw, gdy koleżanka dała pamiętnik do podpisania polonistce, która — stosując grafologię porównawczą — ustaliła autorstwo wierszyka. Albo to, albo ktoś na nas doniósł.
W wieku 17 lat zostałem wyrzucony z lekcji religii za przeszkadzanie księdzu w prowadzeniu zajęć. Wychodząc z sali, rzuciłem: I’ll be back! Ksiądz — nie znając angielskiego — pomyślał, że go obrażam i zakazał mi powrotu na łono Kościoła. Musiałem tym samym porzucić marzenia o studiach w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, bo na świadectwie maturalnym w polu „religia” mam postawioną grubą kreskę.
Więcej grzechów nie pamiętam. Wiem, że zawiniłem i że swoją postawą działałem na korzyść michnikowszczyzny, a tym samym na niekorzyść Polski. Chciałbym przeto — w ramach zadośćuczynienia — zadziałać na korzyść IV Rzeczpospolitej i ujawnić dane tajnego współpracownika z mojego otoczenia. Nazywał się on Jakub B. i poprzez wszystkie lata przedszkola donosił przedszkolance na koleżankę, która jadła klej. Miał około metra wzrostu, lokowane włosy i Michniki w oczach.
© 2007 Tomasz Kojder
verte.art.pl > Myśl > Oświadczenia lustracyjne > Auto(r)lustracja
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski