Ilekroć zamierzam pisać pracę o charakterze naukowym, odruchowo zastanawiam się nad bibliografią. Z jakich materiałów powinienem skorzystać? Czyimi ideami wzbogacić swoje poślednie dywagacje? Które interpretacje uznać za miarodajne? Nawyk ten wynika z kształcenia akademickiego, któremu podlegałem przez pięć lat mojego życia; a dokładnie z powszechnego (katholikos) systemu edukacji, którego zawoalowanym celem jest tępienie indywidualności, ograniczanie podmiotowości oraz uśrednianie względem przyjętej normy. Normalność jest przecież adaptacją do społeczeństwa, przystosowaniem do obowiązujących nakazów, zakazów oraz reguł postępowania hołubionych przez przeciętną większość.
Lecz co, jeśli chcę tworzyć nowe normy? Dlaczego nie mogę napisać pracy naukowej bez cytowania klasyków i aktualnie uznawanych autorytetów z danej dziedziny? Mam przez to rozumieć, że jestem gorszy i że nigdy im nie dorównam? A co, jeśli moja myśl jest mądrzejsza? Nie podoba się? Proszę bardzo, oto cytacik, jeśli ma to coś zmienić: Nie ma dwóch ludzi, którzy mieliby ten sam wgląd w jakąś wartość – jeden na przykład widzi lepiej wartość odwagi, inny inną wartość, dobroci albo czystości. Z tego wynika, że nie powinniśmy nikogo nazywać szaleńcem, gdy nie rozumiemy jego postępowania. Może jest bohaterem, świętym, geniuszem. Zrozumienie tej prostej prawdy jest niestety mało rozpowszechnione. Tłumy ślepców stale prześladują najlepszych spośród nas, tych którzy mieli lepszy wgląd w wartości1. Ładny, prawda? A jaki wzniosły! Notabene słowa o. Józefa M. Bocheńskiego, a przecież ksiądz nie może się mylić, dlatego warto go cytować.
Ale ten chyba bardziej na czasie. Drodzy państwo, mam zaszczyt przedstawić cytat amerykańskiego pisarza Paula Goodmana: Normalności nie powinno się definiować przez adaptację, a wręcz przeciwnie, przez zdolność tworzenia nowych norm2. Otóż to, tworząc nowe normy, wcale nie jesteśmy nienormalni, tylko twórczy. Jednak ciągle zmusza się nas do „przeżuwania” tych samych tekstów i kopiowania ich na poparcie swoich tez. Panuje powszechne przekonanie, że aby coś opublikować, trzeba przygotować bibliografię. Dobrze wytresowany absolwent wyższej uczelni, zanim przeczyta jakąkolwiek książkę popularnonaukową, najpierw spogląda na ostatnią stronę i lustruje bibliografię: Fukuyama, aha… Chomsky, aha, może być… Baudrillard, aha, to ciekawe… Kołakowski, a to może nie… ale jest Tischner, aha… i Bauman, no to świetnie, etc.
Będziemy poprawni politycznie, jeśli również dokooptujemy do naszej bibliografii przełomowe i odkrywcze twory naszych promotorów. Promotor czyta wtedy pracę prawie jak swoją, bo pięćdziesiąt procent tekstu to przypisy do jego książek. Jednak poza promotorem, który do przeczytania tejże kompilacji jest zobowiązany, naszej pracy magisterskiej (a co dopiero licencjackiej) nikt nie czyta. Bo i po co? Przecież naszego autorstwa jest jedynie wstęp i zakończenie. Zaledwie dziesięć stron tekstu, rozmiar czcionki 13 z odstępami między akapitami 1,5. Wszystko jest pro forma!
Prawdopodobnie niedługo tak samo będzie z pracami doktorskimi. Za dziesięć, dwadzieścia lat będziemy mieli tylu doktórów, ilu dzisiaj mamy magistrów. W samej Polsce mamy już ponad czterysta niepublicznych uczelni, które coraz łatwiej zdobywają uprawnienia do nadawania stopnia doktora. Jednak o ile przy doktoracie wymagana jest jeszcze jakaś odkrywczość, czy też własne rozważania, to przy pracy magisterskiej musimy jedynie pojechać po schemacie, czyli wkleić bibliografię. Wina nie leży oczywiście po stronie studentów, tylko systemu i przyjętych konwencji. Prowadzi to do pozerstwa w nauce i zaniku kreatywności w swojej specjalizacji, szczególnie na kierunkach humanistycznych.
Można to usprawiedliwiać podażą różnorodnych studiów na rynku, obniżeniem poziomu nauczania lub przeciętnością studentów. Niestety przykład idzie z góry. Naukowiec akademicki, jeśli wyraża jakieś poglądy, to zazwyczaj powołuje się na poglądy innych naukowców, których opcje uznaje i naśladuje. Na przykład wśród filozofów panuje przekonanie, że w „czystej” filozofii nie można być twórczym, bo wszystko zostało już powiedziane, można tylko stawiać kolejne pytania, ustosunkowywać się do istniejących już interpretacji lub produkować nowe interpretacje, co prowadzi do przeciążenia wiedzy w danej dziedzinie. Na przykład naukowa literatura dotycząca Sokratesa jest nie do ogarnięcia dla jednej osoby ze względu na rozległość, rozbieżności i różnice w poglądach interpretatorów.
Współczesna praca magisterska to w większości przypadków mutacja grafomanii i bibliografii, co w rezultacie prowadzi do bibliografomanii, czyli akademickiego, odtwórczego żonglowania twierdzeniami, problemami, poglądami bez powiązania z egzystencją autora, jako że wyrażanie siebie w swojej pracy naukowej postrzegane jest jako herezja. Takowa ekspresja postrzegana jest w środowisku akademickim jako pseudonauka i nie ma racji bytu. Podobno od tego jest twórczość artystyczna, jednak nauka nie jest mniej subiektywna niż sztuka. Współcześni fizycy przyznają, że nie istnieje obserwacja obiektywna, już sam fakt obserwacji zjawiska materialnego modyfikuje je, postrzegając i ingerując w przebieg danego zjawiska, odkrywamy je i tworzymy w takim samym stopniu. Nauka, podobnie jak sztuka, jest wytworem człowieka. Różnica między tymi dziedzinami nie jest jakościowa tylko ilościowa, czyli sprowadza się do stopnia komplikacji (złożoności) tworzonego przedmiotu. Bezpodstawnie więc próbuje się odgrodzić naukę i sztukę. W rzeczywistości zaś każdy może być twórczy w swojej dyscyplinie naukowej. Student powinien brać w nawias dowody naukowe, sprawdzone teorie, ogólnie znane interpretacje, przyjęte sposoby rozwiązywania problemów itp. Na pewno nikomu to nie zaszkodzi, a może przynieść tylko korzyści.
© 2009 Arkadiusz Sokol
Bibliografia:
Proponuję sobie wyobrazić, ile książek musiałem przeczytać, aby napisać ten esej. Albo wedle własnego pomysłu zrobić listę książek, z których korzystałem. Polecenie jest otwarte. Pozwólmy sobie na odrobinę twórczości.
2 Ibidem.
verte.art.pl > Myśl > Felieton > Bibliografomania, czyli jak nie pisać pracy magisterskiej
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSSAdministracja Maciej Twardowski