Zawsze obawiam się teatru, bo nigdy nie wiem, co tym razem da, a co zabierze.
Nie wiem, co tam zastanę. Czy zastanę dziś w teatrze sztukę? Czy zastanę w teatrze Belingów sztukę?
Współcześnie mamy do czynienia z wyrobami teatropodobnymi, czy komuś się to podoba, czy nie. Nie wszystko, co zwykło nazywać się teatrem, nim się staje. Ranga miejsca sztuki nie czyni i my jako widzowie musimy o tym pamiętać.
Niegdyś, aby zrobić teatr, wystarczył kawałek udeptanej ziemi i WIDZ. Nie ma widza – nie ma teatru.
W Zielonej Górze żyje 117 557 osób, czyli potencjalnie tyle samo odbiorców sztuki, widzów.
Ziemi mamy około 58,34 km kw. Belingowie zaczęli deptać swój skrawek ziemi (po tym, jak ziemia Teatru Lubuskiego nie znalazła dla nich miejsca, czy też sami nie mogli się w jego ziemi odnaleźć), tylko po co?
Dla sławy?
Dla pieniędzy?
Dla człowieka?
Dla ciała?
Dla teatru?
To jest po prostu użycie wołacza. To jest wołanie o sztukę. To jest potrzeba współtworzenia kultury, współistnienia w kulturze Zielonej Góry. Nawet jeżeli tylko na 5 minut ma to wzbudzić u ludzi zainteresowanie teatrem w Zielonej Górze, to jest to niezwykle ważne!
Czy zastanę w teatrze Belingów sztukę?
Jestem niezwykle łakoma, a zarazem niezwykle wymagająca, jeżeli chodzi o kulturę, a przede wszystkim o teatr…
Na teatr jest miejsce wszędzie tam, gdzie ludzie są gotowi podnieść się ponad codzienność, na magię, na uczucia bardziej wzniosłe, na inny wymiar. Na teatr jest miejsce tam, gdzie są krytyczni widzowie, gdzie jest potencjał, niezamieszkana przestrzeń, którą można uświadamiać.
Czy jesteś gotowy, obywatelu, gotowa, obywatelko Zielonej Góry, na czary?
© 2010 Natalia Zielińska
verte.art.pl > Myśl > Felieton > Czy zastanę w Teatrze Belingów sztukę?
© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski