> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№46 kwiecień 2008

Ekran na świat — czyli telewizor w każdym domu Emilia Walczak

Czas zmian. Zmieniam absolutnie wszystko. Do tej pory na przykład zawsze zasypiałam leżąc na lewym boku. Tym razem postanowiłam położyć się na wznak. Nie jest łatwo zasnąć — a zwłaszcza w nowej pozycji — tak po prostu zamknąć oczy i nie myśleć. Toteż nie zamknęłam oczu i myślałam. Ale to było takie późno wieczorne, właściwie nocne już myślenie nie-myślenie, analiza skrawków z dnia i tyle. Ale, zdaje się uśmiechnięta nawet, myślałam też przez chwilę o tym, jak dobrze jest leżeć w ciepłym łóżku, pod kołdrą, podczas gdy na zewnątrz zimno, ciemno, mokro i wieje.

Nagle pod moim blokiem pojawił się wehikuł, który przywiózł pusty kontener na śmieci, aby zastąpić nim ten od dłuższego już czasu przepełniony. Tym samym na zewnątrz rozpoczęła się dojmująca kakofonia trzasków i nieprzyjemnych metalicznych zgrzytów, jakkolwiek nieco przytłumiona przez zamknięte okno mego pokoju. A więc oprócz tego, że na zewnątrz zimno, ciemno, mokro i wieje, to jeszcze te męczące trzaski i zgrzyty, w dodatku pozostające w ścisłym związku z kolejną najzwyczajniej nieprzyjemną rzeczą — śmieciami… Brrr, aż mną wzdrygnęło.

Jednak to prawdziwe szczęście być tu, a nie tam, pomyślałam. Nie dość że ciepło, w miarę miękko i bezpiecznie, to jeszcze na suficie mojego pokoju miałam okazję dostrzec jedyne estetyczne następstwo procesu wymiany śmietnika — całkiem darmowy spektakl świateł i cieni. Ale nie było to aż tak zachwycające zjawisko, żeby niemal od razu nie pomyśleć, że mogłoby być jeszcze przyjemniej, gdyby na przykład na stałe zabić okno jakąś dyktą. Wówczas, po pierwsze, nie byłoby świateł, które, być może, w innej sytuacji i przy moim innym nastawieniu mogłyby irytować i przeszkadzać, a nawet męczyć, po drugie, niekoniecznie zawsze przyjemne odgłosy świata zewnętrznego byłyby jeszcze bardziej przytłumione. Ale w pewnej chwili przyszła konkluzja ostateczna — że to okno… Że to okno jest jednak potrzebne — żeby wiedzieć, że gdy w jednym miejscu jest spokojnie, ciepło i przyjemnie, gdzie indziej w tym samym czasie jest jakaś kakofonia, zimno, ciemno, mokro i wieje. Że jest zawsze niebo i piekło, białe i czarne, rewers i awers, pozytyw i negatyw. I że to są dwie strony tego samego.

Oknem na świat jest też telewizor. I nie powinien on służyć tylko jako emiter przyjemnej, lecz w rezultacie niewiele znaczącej gry świateł i cieni. Oprócz tego, że weń patrzymy, powinniśmy też myśleć i w końcu zrozumieć, że, dajmy na to, gdzieś półtora tysiąca kilometrów stąd komuś innemu, kogo pokazują na przykład w CNN, jest zimno, że wokół niego ciemno, mokro i że wieje. Że za obrazem kryje się realny świat (na pohybel Baudrillardowi i Virilio!), że to nie jest tylko teatr cieni, albo inaczej: że jest też świat z drugiej strony okna, negatyw naszego, i że to też jest nasz świat, od którego, pomimo najcięższych i najbardziej usilnych starań nie odgrodzimy się tak po prostu dyktą.

PS

Obejrzyjcie „Piotrusia i wilka”, tam za pilnie strzeżoną furtą jest kraina, w której tytułowe zwierze, tak po prostu, w całości pożera pewną przesympatyczną gęś…

PS 2

Film ten obejrzałam w telewizji.

© 2008 Emilia Walczak

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Ekran na świat

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski