> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№32 luty 2007

HIV jako wydarzenie kulturowe — uwagi do przyczynków do antropologii bezradności Karol Zamojski

Antropologia bezradności jest początkiem opowieści mającej znaczenie zapobiegawczo-dydaktyczne. Przez krytykę pewnych intelektualnych zastałości chce wyprowadzać na prostą pewną możliwą nadzieję, która może być przekroczeniem bezradności. Ujrzenie struktury tej bezradności — zrozumienie jej — zaakceptowanie, daje siłę na kolejny krok. O ten krok tu idzie.

Polska jest krajem fantastycznie kwitnących stereotypów. Gdziekolwiek przyłożyć oko czy ucho, napotkać można jakąś wiedzę, która jest mądrością narodu, czy choćby społeczności lokalnej.

Swój smutny wyraz miało to w wielu wydarzeniach. Jedno z pozoru zabawne miało miejsce bodaj w Gliwicach (szczegóły być może konfabuluję; proszę wybaczyć) kilka lat temu. Władze tego miasta miały zorganizować spotkanie z jedną z europarlamentarzystek. Zainteresowana zażyczyła sobie, aby na spotkaniu były reprezentowane wszystkie organizacje i grupy społeczne, które funkcjonują w tym mieście. Oczywiście wraz ze swoimi kolorami. Kiedy doszło do spotkania, polityczka goszcząca w mieście, nie zauważywszy tęczowej flagi, spytała, dlaczego nie ma homoseksualistów. Wówczas dowiedziała się, że w Gliwicach homoseksualistów nie ma. Tak oto okazuje się ostatecznie, czym w istocie są stereotypy: są mechanizmem obronnym przed innością: jej skomplikowaniem i realnością.

Sytuację niemalże doskonale identyfikującą takie rozumienie stereotypu jest stosunek Polaków lokalnych do nosicieli HIV (Human Immunodeficiency Virus — ludzki wirus niedoboru odpowrności) i chorych na AIDS (Acquired Immunodeficiency Syndrome — zespół nabytego niedoboru odporności).

W rozróżnieniu Polaków lokalnych i globalnych, nie mówimy o konkretnych egzemplarzach, tylko o modelach bycia Polakiem. Lokalni są ściśle zidentyfikowani z przestrzenią i tradycją, lub chociaż z jednym z tych czynników. Globalni zamieszkują planetę i posiadają zupełnie odmienną strukturę wyobraźniową. Lokalni są zatem mieszkańcami jednej przestrzeni w sensie materialno-geograficznym. Globalni zaś nie zamieszkują przestrzeni geograficznej, tylko informacyjną. Lokalni, w procesie globalizacji, stają się Polakami glokalnymi. Glokalność rodzi nadzieję i zagrożenie. Polacy lokalni boją się innych. Polacy globalni się nie boją. Polacy globalni mają swój wyraz w badaniach opinii publicznej — tam są odważni. Polacy lokalni mają swój wyraz w reakcji na dom dla chorych na AIDS — tam są bezradni aż do wrogości. Glokalność rodzi nadzieję na globalną ocenę lokalnej sytuacji. Rodzi też zagrożenie lokalnej oceny globalnej sytuacji. Gdzie szukać możliwości rozbudzania nadziei i przeciwdziałania zagrożeniu?

Próba obserwacji cywilizacji współczesnej pokaże nam bardzo wyraźnie pewien kierunek przemian człowieczeństwa fizjologicznego. Coraz silniejsza praca rozumem (wynalazczość) wymaga coraz skromniejszej odporności fizjologicznej. Człowiek MUSI zastępować wynalazkiem zdolności przetrwania, które w organizmie żywym są genetyczne. W naszym przypadku genetyka mogła przejść na emeryturę, gdyż rozum postanowił jej ustawicznie pomagać. Ewolucja, powiedzmy to wyraźnie, została przez rozum zatrzymana.

Jak w takiej sytuacji bronić się przed atakiem HIV, które jest efektem osłabienia fizjologii i zbyt małej jeszcze mocy rozumu technicznego? Oczywiście odwołać musimy się do mocy codzienności. Czym bowiem w istocie jest AIDS w perspektywie filozoficzno-antropologicznej? Czy jest rzeczywiście chorobą? Być może da się ująć jako późnocywilizacyjny sposób bycia. Jest kwintesencją człowieka ponowocześnie przewrażliwionego, które to przewrażliwienie z perspektywy emocjonalnej przechodzi w przewrażliwienie fizjologiczne. Obserwujemy ruch od braku odporności na zewnętrzność — alergia do braku odporności na to co wewnętrzne (chorobę). Czym zatem może być leczenie? Przede wszystkim na przestaniu nazywania leczenia leczeniem.

Perspektywa tutaj proponowana nie jest próbą przekroczenia nad HIV oraz AIDS do ich medialnego nieistnienia, jak homoseksualiści w Gliwicach, a przejścia do pełnego zintegrowania społecznego: HIV dzisiaj jest PSYCHIV. W perspektywie bezradności wobec HIV fizjologicznego, przemyślenie go jako normalności rodzi nadzieję na mądrą glokalność, która może dać siłę tym, których HIV fizjologiczne dotknęło w rzeczywistości.

© 2007 Karol Zamojski

verte.art.pl > Myśl > Felietony > HIV jako wydarzenie kulturowe

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski