> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№51 wrzesień 2008

Z cyklu „Komunikacja w kulturze masowej”:

Idol — bóstwo nowej religii Przemysław M. Kot

Nie chodzi bynajmniej o znany program telewizyjny, ani o żadnego konkretnego bożyszcza nastolatków, ale o jeden z symboli kultury masowej. Kto to taki? Pojawia się nieustannie na szklanym ekranie, na łamach prasy bulwarowej, kochają go tłumy, dla wielu wzorzec i ideał. Tylko pozazdrościć. Ponoć każdy może nim zostać, ale nie każdy będzie.

Z punktu widzenia komunikacji społecznej niełatwo orzec, czy instytucja idola wkomponowuje się jedynie w model komunikacji przyciągania uwagi i rozgłosu, choć są to cechy takiej postaci. Papież Jan Paweł II był dla niektórych osób takim właśnie „idolem-wodzem”, ale intencjonalność jego przekazów nie pozwala nam zaliczyć go w poczet czołowych gwiazd MTV albo Vivy. Pewnikiem natomiast jest, iż jeśli chcemy być znani, musimy zostać aktywnymi uczestnikami procesów informacyjnych.

Powiedziałbym, że idol to „skrajnie spersonalizowany” sposób komunikowania, za którym bardzo często stoi rzesza specjalistów, który trafia w wyselekcjonowaną i domyślną grupę odbiorców. Dlatego tak trudno tu o obiektywizm — w końcu to, kogo szanujemy i uwielbiamy, pozostaje naszym indywidualnym, świadomym, bardziej lub mniej, wyborem. Jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że zachodzą pewne prawidłowości i podobieństwa między idolami. Oto portret (choć niekompletny, bo takim być nie może) takiej osoby: szczególna popularność, bożyszcze pewnych kręgów publiczności, często bezkrytycznie wielbiony, posiadający jakąś cechę wyróżniającą go, medialny i fotogeniczny (cecha w wielu przypadkach dosyć dyskusyjna), fascynujący zainteresowanych, nierzadko osoba kontrowersyjna. Zauważmy, że z idoli-liderów korzystają, prócz mediów, koncernów muzycznych czy wytwórni filmowych, także partie polityczne, organizacje pozarządowe czy przestępcze, a nawet sekty.

Intencje mogą być więc różne, ale przywódca opinii bywa niezbędny. W terminologii fachowej postać idola różni się nieco od przywódcy opinii, ale w praktyce idol bardzo często odzwierciedla lub przypomina światopogląd czy sposób na życie wielu odbiorców wyznających jego kult.

Wielu spośród komunikologów, psychologów i socjologów opowiada się, zgodnie z tzw. psychologią tłumu, za tezą, iż idol to nie tylko produkt kultury, ale i pewien nieodzowny składnik społeczeństwa, które potrzebuje „wodza” wskazującego drogę, integrującego, czasem tylko dostarczającego rozrywki, a to akurat bezwolnie kojarzy się z popkulturą. Na dobrą sprawę idolem wcale nie musi być człowiek, a na przykład postać z kreskówki. Zgodnie z etymologią słowa — eidolon z greckiego znaczy odbicie — idol jest zatem bardziej zwierciadłem opinii pewnej grupy, niż jej decydentem. Nie zmienia to jednak faktu, że bywa wiernie naśladowany: od zachowania, ubioru czy całości image, jak fani Michaela Jacksona, czy też pod względem poglądów (Nauczyciele, fuck off! — wypowiedziane przez Agnieszkę Chylińską było później często powtarzane przez moją generację).

Kogo z nas nie interesowała jakaś gwiazda muzyki czy sportu? Kto z nas nie poznawał drobiazgów jej biografii i znał je wszystkie na pamięć? Posiadanie idola może być korzystne, w patologicznych przypadkach dochodzi jednak do całkowitej identyfikacji i ktoś zaczyna sądzić, że jest, przykładowo, Elvisem. Niebezpieczeństwo łatwości takiej identyfikacji niesie ogromne zagrożenie dla odbiorcy, poza oczywistymi szkodami poniesionymi przez jego tożsamość — tę zależność wykorzystują do celów komercyjnych producenci telewizyjni czy też twórcy gier komputerowych. Im silniejsza identyfikacja, tym większe uzależnienie klienta (już nie tylko widza / gracza) od produktu.

Z jakich innych powodów nazywam idola bóstwem nowej religii, czyli mediów (głównie telewizji, tudzież internetu)? Przede wszystkim dlatego, że bożyszcze mediów, a tym samym i odbiorców, stanowi swoistą realizację marzeń jego wielbicieli (bądź zazdrośników), które koncentrują się zwykle wokół sławy i bogactwa. Trudno rozsądzić, co stoi na pierwszym miejscu w tej hierarchii. Idol wielokrotnie urzeczywistnia obszar niedostępny przeciętnemu zjadaczowi chleba, mimo że równie często jest to celowo wykreowane złudzenie. Dobrze, gdy idol zaczyna upodabniać się do zwykłego człowieka, lecz gdy upodobni się za bardzo, natychmiast przestaje być gwiazdą. Może właśnie dlatego powinniśmy szukać właściwych wzorców raczej na własnym podwórku.

© 2008 Przemysław M. Kot

verte.art.pl > Myśl > Komunikacja w kulturze masowej > Idol — bóstwo nowej religii

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski