Czy poprzez sztukę można sprowokować pozytywne zmiany społeczne? Czy twórczość artystyczna może przyczynić się do rozkwitu tolerancji i większej samoświadomości obywateli? Taka sztuka często uchodzi za kontrowersyjną, ma ona tylu zwolenników, ilu przeciwników. A więc jest to sztuka, która pobudza, a nie tylko przedstawia. Czyli mamy tutaj do czynienia z autentyczną twórczością, poszerzającą horyzonty myślowe odbiorcy. Takimi artystami byli m.in. Hieronim Bosch, Wolter, James Ensor, James Morrison, Jerzy Kosiński, Zdzisław Beksiński, Francis Bacon. Takimi artystami są chociażby Artur Żmijewski, Zbigniew Libera, Gaspar Noé, Gunther von Hagens.
Wpływu artystów tego pokroju często sobie nie uświadamiamy, a przecież nawet kiedy ich dzieła nas oburzają lub przerażają, stajemy się gośćmi fantastycznego świata, którego bogactwa możemy wykorzystać wedle uznania. Obcowania z taką sztuką nikt nikomu nie narzuca, a jeśli decydujemy się być jej odbiorcami, mamy prawo ją przeżywać, przemyśliwać, krytykować lub czerpać z niej siłę. Natomiast smutny fakt, że czasem człowiek pod wpływem sztuki postępują niegodziwie, jest wynikiem złego wychowania, nieuctwa, ograniczeń poznawczych odbiorcy, a przede wszystkim jego własnym wyborem moralnym. Głupców może zdemoralizować wszystko, nie tylko sztuka.
Jednak tego ludzie nie pojmują, zwłaszcza w zaściankowej Polsce. Wszystko, co odbiega od utartego schematu, poddawane jest pobieżnej, ale zajadłej rewizji, napędzanej przez media i fanatyków moralności katolickiej. Nie bez powodu, wszak prawdziwym przeciwnikiem sztuki, a właściwie swobody działań artystycznych, nie są krytycy czy stanowione prawo, tylko nasze konserwatywne, pseudokatolickie społeczeństwo. Często więc grupa wysoko postawionych filistrów występuje w imieniu myślącego w kategoriach czarne-białe tłumu przeciw artystom, chcąc zjednać sobie swoimi populistycznymi frazesami łatwosterowalne masy. I to się udaje, bo polskie społeczeństwo nadal żyje w czasach polowania na czarownice, jest kompletnie nieświadome i zachowawcze. Henryk Elzenberg nazywał taką cywilizację organizacją dla podtrzymania płaskości i bezsensowności życia ludzkiego oraz dla tłumienia wszelkich w jego obrębie prób podciągnięcia się wyżej. Zaś Cyprian Kamil Norwid mawiał, że Polacy są wspaniałym narodem, ale bezwartościowym społeczeństwem.
Mieszkamy w Polsce, drodzy państwo. A jeżeli ktoś myśli, że w tym kraju mamy swobodę działań artystycznych, bo w telewizji wyświetlane są filmy — notabene cenzurowane, co jest widoczne tylko dla biegłego kinomana — i programy typu „Mam Talent”, to żyje w kulturalnym matriksie.
Czy słyszałeś o transgresyjnej sztuce Saint Orlan? Czy potrafisz wyobrazić sobie, że Markiz de Sade był artystą, a nie zboczeńcem? Czy nagonka na „Kod Leonarda da Vinci” Dana Browna wywołała w tobie zażenowanie? Czy potrafisz zrozumieć przesłanie ostatniego filmu Pasoliniego? Czy dostrzegasz absurd postawienia przed sądem polskiej artystki Doroty Nieznalskiej za rzekomą obrazę uczuć religijnych? Dlaczego występu Anny Muchy w stroju zakonnicy nie można wyszukać w internecie?
Przykładów obskurantyzmu, dyskryminacji i kompletnej ignorancji w dziedzinie sztuki i religii jest więcej niż sądzicie. Sam byłem świadkiem takiego zajścia, kiedy to rektor jednej z największych niepublicznych uczelni w naszym kraju przedstawił mi następujące ultimatum: usuń swoją stronę internetową albo złóż wymówienie. Zabawne w tym wszystkim było to, że owa sytuacja miała miejsce na uczelni, która szczyci się propagowaniem podmiotowości i twórczości. Żyjemy w XXI wieku czy w średniowieczu?
Niestety, jeszcze gorzej. Polski Chrystusek Narodów to hybryda ciemnego średniowiecza, kołtuńskiego pozytywizmu i nadal pokutującej w naszym społeczeństwie socjalistycznej mentalności, wedle której — cytując słowa Jerzego Kosińskiego — jednostka jest pożądana ze względu na takie cechy i fragmenty osobowości, które pokrywają się z osobowościami większości obywateli, nigdy zaś ze względu na te, które wskazywałyby, że dany osobnik jest prawdziwą indywidualnością. Tak, do dziś, jeśli mówimy o kreatywności osobnika, mamy na myśli: żeby był tak pomysłowy jak pozostali, lub żeby miał takie pomysły jak ja. To nie na kreatywność zwracamy uwagę, tylko na odtwórczość.
Tutaj zaczyna się moja misja jako filozofa-artysty. Co to za misja, czego ona dotyczy i jaki ma cel? Przede wszystkim pragnę uświadomić ludziom w naszym kraju, co to jest chrześcijaństwo, ponieważ w Polsce ludzie błędnie rozumieją przesłanie Jezusa. Bo jak to jest możliwe, aby większość katolików była zwolennikami kary śmierci? Jak to się dzieje, że katolicy są katolikami w niedziele i święta, a kiedy wyjdą z kościoła, rozsadza ich resentyment? Dlaczego wszyscy musimy nosić maski, aby nas nie szkalowali i nie piętnowali za to, że jesteśmy inni? I czy aby aż tak bardzo się różnimy, przecież każdy chce być po prostu szczęśliwy. Co więcej, każdy ma prawo być szczęśliwy inaczej od nas.
Może to tylko nadwrażliwość humanisty? Może nie powinno mnie to dziwić? Wszak kiedy ludzie, którzy próbują odgrywać role autorytetów, nie mają zielonego pojęcia o miłości chrześcijańskiej, to jak zwykły człowiek może brać z tego przykład? Niech lepiej nie bierze! Większą wartością jest bycie dzikusem niż pseudokatolikiem. Nasz naród ma naprawdę wielką intuicję, ale należy nim mądrze i pozytywnie pokierować, co zaniedbały wszystkie rządy i polski Kościół. Podam kilka przykładów, że tak się wyrażę, fałszywych Chrystusów naszego narodu.
Ojciec Tadeusz Rydzyk. Jak to możliwe, że taki człowiek spełnia jeszcze funkcję kapłana? Gdy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze, oczywiście, ale gdybym był praktykującym katolikiem, podałbym do sądu prymasa polskiego Kościoła za obrazę uczuć religijnych, ponieważ na tę chorą sytuację pozwala. Na szczęście nie jestem „praktykującym katolikiem”, ale czy to się godzi, aby w kościele kapłan zachowywał się po chamsku i propagował nietolerancję?
Premier Donald Tusk, na którego głosowałem w wyborach prezydenckich, nagle okazuje się cynicznym kazuistą nawołującym do farmakologicznej kastracji pedofilów, odmawiającym tym chorym ludziom prawa do człowieczeństwa. Niestety, wbrew życzeniom premiera, pedofil to także człowiek. Choć w powszechnej opinii są to osobnicy, którym nie należy się zrozumienie i współczucie i których trzeba od razu zlinczować lub wykastrować. Ale czy prawdę ustala się to demokratycznie? Tworząc jak największą barierę między tymi „kreaturami” a nami, „normalnymi” ludźmi, nie dopuszczamy do świadomości, że każdy z nas może stać się potworem. Przecież tego naucza chrześcijaństwo — każdy z nas ma swojego diabła. Każdy też próbuje pozbyć się winy, o ile ją sobie uświadamia. Czy premier Tusk jest bez grzechu, że może rzucać w każdego kamieniem?
I jeszcze może prezydent Kaczyński. Czy wiecie, kim jest ten człowiek? Może inaczej, bo jeszcze mnie wsadzą jak tego bezdomnego: czy wiecie, za kogo uważa się Lech Kaczyński? Otóż twierdzi, że jest katolikiem. Ale jak można być katolikiem, kiedy jednocześnie jest się retencjonistą, czyli zwolennikiem kary śmierci? Abstrahując zupełnie od homofobii, na którą śmiertelnie cierpi pan prezydent, nie jest to postawa prawdziwego chrześcijanina, tylko pseudokatolika, pospolitego bigota, który nie ma zielonego pojęcia o religii chrześcijańskiej.
Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Jakie społeczeństwo, taka polityka. Inaczej w Polsce być nie może. Aprobata kary śmierci, optowanie za kastracją farmakologiczną (coś takiego właściwie nie istnieje!), ciągłe warczenie na byłą Matkę Rosję i naród niemiecki — wszystko to jest brakiem woli zarzucenia myśli o odwecie, co jest charakterystyczne dla barbarzyńców, nie zaś dla społeczeństwa katolickiego.
Ci ludzie, jak większość Polaków, nie są chrześcijanami, powiedziałbym, że są bardziej poganami. Osobiście nie mam nic przeciwko kulturze pogan, niech się dzieje wola bogów. Otóż to, w czasach starożytnych bogowie nie wymagali od człowieka wewnętrznej zmiany myślenia, walki z jego naturalnymi skłonnościami, bo wszystko, co dla człowieka było naturalne, wobec bogów także było słuszne. A więc zemsta była na porządku dziennym, w pewnym sensie była wartością, bo domagała się sprawiedliwości. Poganie nie mieli nakazu sprzeciwiać się swojej naturze, chrześcijanie zaś odwrotnie. Niestety, chrześcijaństwo jest dla nas, Polaczków, za trudne, może więc lepiej spójrzmy prawdzie w oczy.
Ostatnio coraz częściej, w miarę jak odchodzą wybitni Polacy, zastanawiamy się, czy mamy jeszcze jakieś autorytety w swoich zacnych, narodowo-katolickich szeregach. Ładnie ustosunkował się do tego abp Kazimierz Nycz: Nie wiem, czy my w ogóle zasługujemy na wielkie autorytety, skoro ich nie szanujemy wtedy, kiedy są. Myślę, że te słowa można potraktować uniwersalnie. Ile to już razy wielkich ludzi obrzucaliśmy gnojem? Kosiński, Miłosz, Kuroń, Kołakowski, Michnik, Sobczuk itd. Przyczyna tkwi w nas, w naszej ciemnocie i niskim poczuciu własnej wartości. Nie ma dwóch ludzi — tłumaczył Józef Maria Bocheński — którzy mieliby ten sam wgląd w jakąś wartość — jeden na przykład widzi lepiej wartość odwagi, inny inną wartość, dobroci albo czystości. Z tego wynika, że nie powinniśmy nikogo nazywać szaleńcem, gdy nie rozumiemy jego postępowania. Może jest bohaterem, świętym, geniuszem. Zrozumienie tej prostej prawdy jest niestety mało rozpowszechnione. Tłumy ślepców stale prześladują najlepszych spośród nas, tych którzy mieli lepszy wgląd w wartości. Czy wobec tego sztuka może zmienić nasz naród? Czy twórczość artystyczna może przyczynić się do renesansu polskiej moralności? Jestem optymistą, warto działać w tym kierunku, nawet jeśli można z tego powodu stracić pracę.
Jakie są moje działania jako artysty? Tworząc, biorę jako budulec swoją biografię i zastanawiam się, jakim byłbym człowiekiem, gdybym w tym lub innym momencie swojego życia postąpił inaczej — gdybym czynił zło. To metoda autofikcji, dzięki której tworzę alternatywny świat, w którym jestem zbrodniarzem, gwałcicielem, dewiantem, na przykład w powieści „LudoJad”. Dzięki temu mogę się wczuć w sytuację tych ludzkich potworów, których role odgrywam w swoim wyimaginowanym świecie. Ale żaden z moich bohaterów nie jest całkowicie czarny, jak mawiał Borys Pasternak: Tylko w złych powieściach ludzie są podzieleni na dwa obozy i nie stykają się ze sobą. A w rzeczywistości wszystko się tak przeplata!
Jestem po prostu aktorem w swojej sztuce. Jako artysta przybieram różne maski, szerzej opisałem tę metodę w „Manifeście pseudokabotyna”. I choć w życiu gardzę głupotą i złem, to nie potępiam tych ludzi, nie żądam dla nich kary śmierci ani kastracji. Bo wiem, że człowiek, który zbłądził, nie jest czystym złem, tylko je kontynuuje. Wiem, że każdy może sam z siebie przestać, ale jeżeli nikt mu nie poda ręki, będzie brnął w coraz większe zło. Jak mawiał Jezus: Nie zdrowi potrzebują lekarza, ale ci co się źle mają, Mk 2, 17.
Moja sztuka jest obrazoburcza, perwersyjna i wulgarna, ale przy tym jest szczerym krzykiem z wnętrza skostniałego chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo, które reprezentujemy, jest skarłowaciałe; jesteśmy narodem obłudnych dewotów i nietolerancyjnych fanatyków. W Polsce nie mamy do czynienia z chrześcijaństwem i ludźmi dobrej woli, tylko z pseudokatolicyzmem, czyli formacją negującą jedno z głównych przykazań Jezusa, tj. konieczność wybaczenia.
Czym jest wobec tego przebaczenie? To esencja chrześcijaństwa, bo jest ono ściśle związane z najważniejszym przykazaniem Jezusa — miłością bliźniego. Jezus mówi: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, Mt 5, 44. A zapytany przez Piotra, ile razy należy wybaczać, odpowiada, że 77, czyli praktycznie bez końca, tym bardziej jeśli krzywdziciel żałuje swoich czynów.
To podstawowe nauki Jezusa, który jak nikt inny kładł nacisk na potrzebę wybaczania, co ważniejsze — sam niejednokrotnie wybaczał. Wystarczy przywołać słowa, które wypowiedział przybity do krzyża: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią, Łk 23, 34. Dzięki Jezusowi dowiadujemy się również, że Bóg darzy nas miłością i wybacza nam nasze grzechy. Lecz jeśli sami nie będziemy miłosierni dla bliźnich, Bóg nie odpuści nam naszych grzechów. Przebaczenie innym jest warunkiem uzyskania przebaczenia od Boga, Mt 6, 14-15. I można się naprawdę załamać, bo wybaczać mamy praktycznie w nieskończoność, zarówno tym, którzy żałują, jak i tym, którzy dalej czynią zło. Jezus nauczał, aby zmieniać świat zaczynając od siebie samego, a nie od innych. I co, nadal chcecie być chrześcijanami? Oczywiście, że chcecie, przynajmniej pro forma, przecież boicie się krytyki, odrzucenia i dyskryminacji. A na to możecie liczyć w Polsce.
Proszę mi wybaczyć, wasz kapłan i błazen
© 2008 Arkadiusz Sokol
verte.art.pl > Myśl > Eseje > Kazanie artysty
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski