> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№46 kwiecień 2008

Kolebka samoświadomości pod tyranią heteronomii Arkadiusz Sokol

Spoglądając na historię myśli związanej z podmiotowością człowieka, poczynając od Sokratesa, poprzez myślicieli Oświecenia, a kończąc na Obuchowskim, nasuwa się prosty wniosek: bycie podmiotem nie jest możliwe bez samoświadomości. Oczywiście w naszej kulturze jako taka podmiotowość przysługuje obywatelom na mocy prawa, lecz nie każdy człowiek ma świadomość tego, że sam może — przynajmniej w pewnym zakresie — określać swoją egzystencję.

W drugiej połowie XX wieku, jak twierdzi Kazimierz Obuchowski w swojej książce „Człowiek intencjonalny, czyli jak być sobą”, wśród ludzi zaczęły wyodrębniać się postawy indywidualistyczne wobec świata i siebie nawzajem. Zaszło ważne przewartościowanie w sposobie rozumienia człowieka, tak zwana „rewolucja podmiotów”, która staje się dzisiaj zjawiskiem masowym i nadal obejmuje nowe obszary życia i kultury. Bycie człowiekiem-podmiotem jest dzisiaj dla wielu ludzi niepodważalnym sposobem życia. Mieliśmy do czynienia z takimi zjawiskami społecznymi jak walka o równouprawnienie kobiet, rewolucja seksualna, upadek komunizmu, „podkopywanie” tematów tabu, apostazje. Człowiek stopniowo zaczął oddalać się od tego, co stosowne dla stada, zbiorowości. Dzisiaj w mniejszym stopniu podejmuje decyzje ze względu na to, co wspólne dla danej grupy społecznej czy też narodu (konwenanse, obyczaje), przeciwnie: zaczyna podejmować decyzje ze względu na siebie; dawniej takie zachowanie cechowało głównie artystów, jednostki wybitne i kontrowersyjne. Nadal jednak większość ludzi postrzega siebie przedmiotowo, jako narzędzie przeznaczone do czegoś, „człowieka roli” — używając określenia Obuchowskiego. Jeśli więc człowiek postrzega siebie w taki sposób, dlaczego nie miałby postrzegać tak innych ludzi?

Podmiotowość w swojej pełni to inaczej świadomość posiadanej wolności, świadomość nie tyle co posiadania własnej tożsamości, ale też możliwości jej samodzielnego określania. Czyli nie musimy być tacy, jak sobie życzą inni, nie musimy zachowywać się tak, jak chce tego otoczenie. Podmiotowość jest zupełną negacją behawiorystycznych tendencji, ale nie jest też samowolnym działaniem bez żadnych granic. Granicą mojej wolności jest wolność drugiego człowieka — słowa Nicolai Hartmanna doskonale korespondują z właściwym rozumieniem filozofii podmiotowości. Człowiek, który jest świadomy swojej podmiotowości, jest jednostką autoteliczną: zdaje sobie sprawę, że jego życie zależy od niego samego, przynajmniej w obszarze moralności i samorealizacji. Rozumie, że aby stać się podmiotem, musi zdystansować się do schematów narzucanych przez panującą moralność, religię, system i wybrać indywidualną drogę rozwoju, niekoniecznie negując przy tym tradycję i wartość ogólnie uznanych prawideł postępowania. Taka postawa umożliwia autentyczny oraz humanistyczny rozwój człowieka.

Cierpienie człowieka samoświadomego, którego podmiotowość nie jest godnie respektowana, którego wolność została (bez)prawnie zredukowana poprzez przymuszanie do postępowania niezgodnego z jego sumieniem, pomysłem na swoje życie — jest niewyobrażalne i można je porównać do drogi krzyżowej, ponieważ wiąże się ono z bezwzględnym odrzuceniem tego kim jesteśmy. Samoświadomość, wolność i twórczość to główne wyznaczniki pasji człowieka-podmiotu, który ugina się pod ciężarem heteronomii, przedmiotowego podejścia do człowieka, które jest pierwszym krokiem do niehumanitarnego zarządzania oraz niehumanitarnej polityki. Ten ciężar jest tym bardziej destrukcyjny, kiedy wolność odbierana jest ludziom, a cały świat widzi tę niesprawiedliwość, ale nie podejmuje stosownych działań, by jej przeciwdziałać. Spoglądając na to co dzieje się i wkrótce ma odbywać się w Chinach, w pierwszej kolejności robimy rachunek kosztów, zastanawiamy się, czy będzie to poprawne politycznie. Alternatywa: pieniądze lub podmiotowość, jak się okazuje, jest alternatywą nierówną. Większość wybrała pieniądze i gdyby większość z tych, którzy deklarują swoje poparcie dla Tybetu, postawić w intratnej sytuacji związanej z igrzyskami olimpijskimi w Chinach, zapewne zachowałaby się równie nierównie. Pozostaje garstka ludzi, którzy w obliczu łamania praw człowieka mają w czterech literach interes i dyplomację. Tam, gdzie morduje się ludzi, niezależnie od tego, czy jest to kolebka samoświadomości, czy zabita bambusami wioska ludożerców, nie powinno być miejsca na interes i dyplomację.

Chiński komunizm to koniunktura, w której kreuje się „człowieka roli”, tj. pracownika, który sumiennie odgrywa narzucone schematy postępowania; kreuje heteronomicznych pracowników, którzy nie chcą i nie potrafią indywidualnie zarządzać swoim życiem. Obywatel Chin jest więc tylko narzędziem spełniającym jakąś funkcję, liczy się jego użyteczność. Człowiekiem heteronomicznym ma także być tybetański mnich, co jest nie tylko zniewoleniem zewnętrznym, ale również ingerencją w wolność wewnętrzną. Gdy odbiera się prawa obywatelskie, ogranicza się człowieka w jego działaniach, gdy odbiera się życie, pozbawia się człowieka fizycznej części jego istoty, gdy odbiera się wolność umysłu… odbiera się wszystko.

Rozwojowi osobistemu sprzyja sytuacja, w której człowiek ma możliwość tworzyć swoją rolę społeczną według swojej wizji. Wtedy role, które z własnej woli wybieramy, mogą stać się częścią nas samych, trwale wzbogacając naszą osobowość. Natomiast to, co narzucane, nie jest częścią nas samych, przez co trudno jest nam być sobą. Egzystencja jest niczym, jeśli człowiek sam nie nada jej sensu i nie będzie jej rozwijał — takiego zdania był chociażby Jean Paul Sartre. Człowiek jest więc wewnętrznie rozdarty między byciem sobą a odgrywaną rolą, co doskwiera tym bardziej jeśli mamy tego świadomość. Z takiego rozdarcia rodzą się hipokryzja, rozgoryczenie, wszelka żółć, gniew i obwinianie innych za swój los, nieudolność życiową. Wbrew pozorom — konstatuje Obuchowski — utożsamienie się z przypisaną rolą wcale nie tworzy jednostki ludzkiej zorientowanej na interes społeczny i usatysfakcjonowanej swoim działaniem. Nawet najbardziej pozytywna rola społeczna, gdy nie jest dziełem jednostki, wynikiem jej refleksji i decyzji, jest tylko pustą formą, która bardziej staje się dolegliwością danej osoby, a nie jej spełnieniem. Bez względu na to, jaki jest świat, mamy niezbywalne prawo do tego, aby to od nas zależał ostateczny kształt naszych działań. Powołując się na Floriana Znanieckiego, chciałbym zakończyć niniejszy wywód antyheteronomicznym stwierdzeniem, że świat zawsze będzie taki, jacy są ludzie, nigdy zaś na odwrót.

© 2008 Arkadiusz Sokol

Logo „Solidarni z Tybetem” zaprojektował Stefan Łapniewski.

verte.art.pl > Myśl > Eseje > Kolebka samoświadomości pod tyranią heteronomii

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski