Z cyklu „Komunikacja w kulturze masowej”:
Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria, mawiał Karl Popper. W dobie szumu informacyjnego niełatwo o właściwą, precyzyjną i jasną koncepcję. Lecz równie trudno zrozumieć współczesne media. Proporcjonalnie do komplikacji, przy tworzeniu dobrej teorii rośnie trudność recepcji, a także wyborów, przed którymi staje niemal codziennie każdy użytkownik mediów. Nie trzeba chyba specjalnie przekonywać, że warto zapoznać się z próbami objaśnienia mechanizmów komunikacyjnych potomków druku i pozostałych dzieci rewolucji informacji, jakimi niewątpliwie są dzisiejsze gazety, radio, telewizja czy portale internetowe.
Niniejszym szkicem pragnę zapoczątkować serię artykułów poświęconych specyfice komunikacji w sektorze kultury masowej. Ze względu na znaczną objętość tematyki, poszczególne rozdziały zawierać będą główne teorie, analizy i rozważania uwzględniające literaturę naukową oraz autorskie propozycje ujęcia przedmiotu, egzemplifikowane przykładami z różnych dziedzin kultury. Autor postanowił wybrać te najbardziej mu odpowiadające i jednocześnie wedle jego wiedzy i najlepszych intencji — najsłuszniejsze. Seria ma zatem charakter zarysowy i, siłą rzeczy, wybiórczy.
Dla uniknięcia niedomówień i niezgodności, musimy najpierw poznać przyjęte tu definicje o konstruktywnym znaczeniu dla tematu:
W starszych definicjach komunikacji masowej możemy spotkać się z uwagą o jednostronnym przekazie informacji, niemniej interaktywność nowych mediów i aktywny udział niedocenianych swego czasu odbiorców zweryfikowały negatywnie ten pogląd. I właśnie kwestiom nadawcy i odbiorcy zajmiemy się w pierwszym artykule z tej serii.
Kto i do kogo? Odpowiedź na to pytanie z powodu wielości nadawców w kulturze masowej nie może być jednomyślna. Kto bowiem nadaje przekazy? Wytwórnie muzyczne czy filmowe, reżyserzy, muzycy, aktorzy czy same media? Wielu badaczy twierdzi, że twórcą przekazów jest bezpośredni nadawca — lecz kto nim jest? Weźmy pod uwagę słynną trylogię książkową i filmową: „Władcę Pierścieni”. Kogo uznać za nadawcę — autora książki, J. R. Tolkiena, a może reżysera Petera Jacksona? Dla widza w kinie głównym komunikatorem (bezpośrednim) będzie aktor, ale przecież ten nie mógłby zagrać swej roli bez tego, kto mu ją napisał, a napisał ją scenarzysta, tylko że autor scenariusza musiał uprzednio skorzystać z Tolkienowskiego oryginału… Stąd nasuwa się wniosek, że mamy tu do czynienia z komunikowaniem zbiorowym, kierowanym zresztą do zbiorowego odbiorcy.
A propos odbiorców — kultura popularna to nie tylko wytwory dla niespokojnej młodzieży czy dzieci. Masowi nadawcy zadbali o każdego adresata-klienta, wprowadzając do oferty coś dla każdego, i w tym tkwi ich siła. Starsi mogą oglądać filmy przyrodnicze albo teleturnieje, młodzi chętnie sięgają do pism młodzieżowych lub programów w stylu „Idol” czy reality show, nieco dojrzalsza młodzież po gazety typu „Logo”, że nie wspomnę już o licznych propozycjach w kinach, gdzie naprawdę każdy może znaleźć sobie coś odpowiedniego.
Zaznaczmy wszakże, iż to sami adresaci warunkują przekazy, ich sposób i jakość — bez odbiorców komunikowanie nie tylko w kulturze masowej straciłoby sens. Tym samym możemy na tym zyskać, ponieważ nadawcy muszą się do nas dostosować. Większość z nich już stosuje podobną strategię, niech świadczą o tym interaktywne media, np. telewizja, w której widz sam może wybierać programy do emisji, w dodatku o wybranej przez niego porze.
O ile jeszcze kilka lat temu, w epoce zwanej niejednokrotnie „massmedialną”2, relacje między odbiorcą a nadawcą wydawały się w dość oczywisty sposób relacjami podrzędności mas/tłumu do wąskiej grupy posiadaczy mediów/producentów, o tyle dziś stanowisko tego typu zaczęło się dezaktualizować. Nowe środki produkcji informacji są dostępne z taką łatwością, że można już mówić o stosunkach wyrównujących się: mamy do czynienia z komunikacją określaną jako „wielu-do-wielu”. Sieć internetowa pozostaje sztandarowym tego przykładem.
Raczkujące w Polsce, za to nieźle prosperujące w krajach rozwiniętych dziennikarstwo obywatelskie, a więc prowadzone przez niewykwalifikowanych członków komunikacji, może niebawem zaprowadzić kolejną epokę w szybkich dziejach społeczeństwa informacyjnego. Powtarzając za Howardem Rheingoldem, musimy się przygotować na powstanie nowego rodzaju tłumu: tłumu samoregulującego się, twórczego i mądrego3. Tłumu, który może dokonać całkowitego przewrotu na teoriach postawionych niegdyś przez słynnego psychologa tłumu Gustawa Le Bona. Tłumu, do którego, być może, już należymy.
© 2008 Przemysław M. Kot
1 Za: T. Goban-Klas, Media i komunikowanie masowe. Teorie i analizy prasy, radia, telewizji i Internetu, s. 134.
1 Nie da się nie zauważyć, że rewolucja medialna poczyniła ogromne zmiany także w nomenklaturze historyczno-kulturalnej, przez co epoki, jeśli już je tak określać, trwają niepomiernie krócej niż miało to miejsce w przeszłości.
3 Zachęcam do lektury jego książki „Smart mobs”.
verte.art.pl > Myśl > Komunikacja w kulturze masowej > Kto i do kogo?
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski