Wrześniowa aura kulturalno-polityczna nie nastrajała mnie, muszę przyznać, do żadnych głębszych refleksji nad sytuacją przedwyborczą naszego kraju czy też nawet nie przychodziły mi do głowy żadne specjalnie zjadliwe myśli na temat mojej własnej — osobistej — obywatelskiej sytuacji… Oczywiście odrobinę dużo środków płatniczych zmieniło właściciela, wędrując z mojego konta na konta przedsiębiorstw polskich i zagranicznych, a lokowanie na giełdzie, czym można by było odbić sobie „szaleństwo” wakacyjne na polską skalę, które w przekonaniu naszych zachodnich sąsiadów, byłoby uznane za marną i niewartą wspomnienia wegetację, nie do końca jest pewne, jak i cała sytuacja ekonomiczna pod rządami miłosiernie nam panujących, ale cóż…
Jak dla mnie, biorąc pod uwagę powyższe rozważania, jedyną rzucającą się w oczy aktywnością społeczną naszych politycznych elit są… plakaty przedwyborcze. Nie dość, że można je wielorako interpretować — cóż za pole do aktywności twórczej — to jeszcze prowokują one nawet do gier intertekstualnych, o ile to wyrażenie byłoby czytelne dla ich mocodawców (w co osobiście szczerze wątpię).
I tak… na co dzień napotykamy biało na czarnym (sic!) wyłuszczone zasady najpopularniejszej partii w Polsce, tj.: agresję, pogardę, oszczerstwo itp., przy czym inspiratorzy plakatu są przekonani, że nam za to wstyd (naiwniacy!). Jadąc sobie autobusem na trasie Toruń — Bydgoszcz byłam nausznym świadkiem takiej oto rozmowy dwóch młodych Polek (jeszcze nie matek, panie Giertych). Polka nr 1: Fajne są te bilboardy… Polka nr 2: A ja i tak będę na nich głosować. (Tutaj następowały przytaczane argumenty za tą tezą przez Polkę nr 2 oraz kontrargumenty Polki nr 1, która nie mogąc przekonać swej współrozmówczyni spuentowała swój wywód następująco: Jakby mieli trzeciego bliźniaka, to ten byłby papieżem. Wniosek, jak na mój gust, nader, nader…)
Kolejne moje refleksje ograniczyły się do dalszej obserwacji plakatów. Bardzo ciekawym doświadczeniem okazała się np. konstatacja skuteczności bilboardu PSL, na którym poza inicjałami partii nie ma nic poza adresem strony: www.psl.pl. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że takowe plakaty wiszą np. we wsiach w okolicach miasteczka Susz. Kto wie, gdzie owe wioseczki i owo miasteczko, a w nich dostęp do Internetu, chwała mu za to i przyszłych pokoleń cześć!
Nie zrażając się jednak można z kolei w centrum byłych wojewódzkich lub nadal wojewódzkich miast dostrzec wpatrzony w dal wzrok Aleksandra, który życzy nam mądrych rządów, zamiast głupich kłótni. Zarówno owo wpatrzenie w dal ponad naszymi głowami, jak i hasło jakoś pachnie mi PRL-em. Może wolelibyśmy, żeby rządzący patrzyli nam w oczy jak zwykli ludzie, a nie jak posągi socrealistyczne, a rządy wystarczyłyby w ogóle zamiast kłótni bez zbędnych (i jak sądzę pleonastycznych w tym kontekście) przymiotników. Jeśli bowiem chodziło tu o retoryczne przeciwstawienie, to zamiast niego wyszło pustosłowie.
Nie dość tego, porzucając innym razem obiektywną analizę na rzecz subiektywnej, zamiast czytać: zlikwidujemy korupcję, przeczytałam w pierwszej chwili: zlikwidujemy korporacje — i to wydało mi się w końcu słuszne, inspirujące, odważne i… w perspektywie najbliższych rządów możliwe. A że głupie? Myślę, że mniej niż to, co było tam napisane w rzeczywistości. Bo przecież wszyscy skorumpowani, przejeżdżając obok zwitków różnych walut w łapce na myszy, na pewno drżą na samą myśl co by było, gdyby oraz co będzie, gdy…
Nam strzelać nie kazano, ale jednak do urn poszliśmy i — miejmy nadzieję — ku chwalę ojczyzny zagłosowaliśmy.
© 2007 Małgorzata Zamojska
verte.art.pl > Myśl > Felietony > Marginalia polityczne
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski