> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№71 maj 2010

Metafizyka wieczornych pociągów. Maciej Twardowski

Mało, zdaje się, istnieje miejsc na tym świecie, które samą swoją naturą wprowadzają człowieka w pewien ogólny nastrój refleksji. Zogniskowanej w myśli wolnej, stworzonej jako potomstwo upływającego leniwie czasu. Podróż wieczornym pociągiem jest magicznym zwierciadłem, które ukazuje społeczeństwo nagie, pozbawione szat codziennego międzyludzkiego dystansu.

Naprzeciw dziewczyna – około 20 lat. Wygląda na taką, której raczej obce są matematyczne rozważania sąsiada. Kobieta zaczytuje się w gazecie o modzie. By po dłuższej chwili wziąć do ręki brukowiec traktujący o wszelkich kombinacjach w stosunkach międzyludzkich świata show-biznesu. Teoretycznie też matematyka. Tylko jakby gorsza.

Pozornie nic szczególnego. W istocie jednak charakter podróży koleją zmusza do refleksji. Pociąg zaczyna funkcjonować jak skierowany na społeczeństwo mikroskop. Czy jest rzeczywiście tak, że to od naszej patriarchalnej kultury zależy, czy kobiety będą zajmować się „kobiecymi” sprawami, takimi jak moda, a mężczyźni „męskimi”, takimi jak nauka? A może rzeczywiście w przyrodzie jest tak, że samiec homo sapiens sapiens jest w jakiś sposób lepiej przystosowany do nauk ścisłych?

Kilka minut z Google bez trudu pokaże, że skrajnych zwolenników obydwu teorii jest wielu. Jak to jednak możliwe, skoro w ostatecznym rozrachunku tylko jedna z opinii będzie bliższa prawdy. Czy to nie dziwne, że ludzie potrafią siłą okopać się na pozycji teorii zupełnie nieracjonalnych? Wszak ile jest poglądów na sprawy płciowe całkowicie błędnych. Mizoginicznych. Wręcz ohydnych.

Zdaję się, że jedynym, co możemy zrobić w obliczu upłynnienia pojęć i rozmycia nauk, to stanąć, otworzyć szeroko oczy i zadać sobie pytanie: czy aby nasze czasy nie są idealnym momentem, abyśmy opisali świat od nowa? Zmiany, które przynosi rozwój technologii, są wyjątkowo inspirujące. Jednak istnieje zagrożenie. Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej stworzyliśmy sobie warunki życiowe, do których jesteśmy absolutnie nieprzystosowani. Globalizacja pokazała, że istnieją poglądy, światy czy pojęcia, które obok siebie koegzystować zwyczajnie nie mogą. Czy wobec tego możemy sobie pozwolić, aby historie poszczególnych ludzi stały się horyzontem etycznym dla całego społeczeństwa? Wystarczy spojrzeć na niebezpieczeństwa związane z hydrą religijnego fundamentalizmu. Choć wydawało się, że została na zawsze pogrzebana w gruzowisku przeszłości. Mimo że wielu o tym wie, mało kto ma odwagę, by cokolwiek zrobić.

Za oknami widać ostatnie promienie zachodzącego słońca. Pociąg ruszył, a po kilku minutach w wagonie pojawiło się kilka nowych postaci. Najbardziej interesującą była (jak się zdaję) para. W wieku około 25 lat. Facet łysy, raczej niechlujnie ubrany. Jego partnerka również w jakiś sposób pozbawiona gustu i jakiejś nieuchwytnej zewnętrznej ogłady. Mężczyzna tuż po zajęciu „miejsca” na korytarzu donośnym głosem oznajmił:

– Kurwa! Co za chuje przy tym wejściu.

Towarzyszącą mu kobieta zachichotała, czy może raczej zarechotała. I tak oto przykładny Polak zakomunikował swoją obecność w pociągu. Czy wygląd i zachowanie tego człowieka świadczą o jakiejś patologii? A może brudny strój i niechlujne zachowanie wynikają z czynników środowiskowych, finansowych?

Świat to dziwne miejsce. Możemy latać w kosmos, a nie jesteśmy w stanie stworzyć dla samych siebie lepszego świata. Wielu próbuje zaszczepić w społeczeństwie pozytywne wartości. Jednak nadal pozostaje to tylko kroplą w morzu potrzeb. Gdyby tylko ludzie potrafili otworzyć oczy. Ktoś mógłby mi w tym momencie zarzucić jakieś ciągoty totalitarne – chęć narzucania innym postaw bardziej świadomych, lecz mimo to cudzych. Trudno mi się z tym zgodzić, bowiem w obecnych czasach i w naszych warunkach totalitaryzm nie jest czymś ilościowym. Jest raczej jakościowy. Żyje przecież w wolnym kraju. Wolno budujemy drogi, wolno doganiamy Zachód, wolno rozwija się świadomość społeczna. Czuję się niewolnikiem w świecie, gdzie dominują postawy, z którymi nie mogę się w żaden sposób utożsamić. Przeraża mnie dyktat tzw. „wolnego” rynku. Świat absurdu. Postępująca tabloidyzacja polityki i kultury. Media, które wmawiają mi, że jest dobrze, bo Polska to zielona wyspa na oceanie kryzysu. Co mi po tym, skoro drogi nadal są dziurawe, a na ulicach pełno bezdomnych. Współczesność wypełniona niekończącą się galerią ekranów. Czy znajdzie się ktoś, kto pierwszy rzuci kamień? Wierzę, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Nie minęło 5 minut, a na korytarzu pojawiła się konduktorka. Rozpoczęła się awantura. Mężczyzna wydzierał się na pracowniczkę kolei, ponieważ nie miał wolnego miejsca siedzącego, które jakoby gwarantuje mu bilet. W imię zasady: najpierw walnąć w mordę, a dopiero potem pytać, facet nie kwapił się, aby przed „atakiem” przejść 10 metrów dalej, gdzie były wolne miejsca. Czy istniały kiedykolwiek czasy, gdy inteligencję uznawano za cnotę? Śmiem wątpić, choćby przez wzgląd na to, że co trzeci obywatel Polski jest przekonany, iż ludzie żyli w tym samym czasie, co dinozaury. Zgodnie z Eurobarometrem 2005 wypadamy w tym względzie nieco tylko lepiej od Turcji (44 procent obywateli tego kraju żyje w przekonaniu, że ich praprapraprapradziadowie hasali po lasach pełnych welociraptorów). Mamy globalnie olbrzymią wiedzę. Tylko nie umiemy jej przekazać. Upowszechnić. Mówi się, że społeczeństwa głupieją. Dlaczego akurat w okresie, w którym dostęp do wiedzy jest prosty jak nigdy dotąd?

Na stacji końcowej, tuż przy wyjściu, stanęło przede mną dwóch starszych mężczyzn. Jeden ubrany w garnitur, schludnie ostrzyżony. Od drugiego bił pesymizm i niechęć do świata. Miał w rękach reklamówki wypełnione gazetami. Oto, jak różnie mogą potoczyć się ludzkie losy na przestrzeni lat. Czy stwierdzenie, że życie to wielka podróż pociągiem, to banał? Być może; zresztą nie warto się nad tym nazbyt zastanawiać, gdyż w samej metaforze istnieje nieścisłość. W życiu bowiem to od nas zależy, czy pokierujemy zwrotnicami tak, aby wjechać na trasę w kierunku stacji „Rozum”, czy zboczymy z kursu w ślepe zaułki zabobonu. Żal wykoleić własny pociąg, gdy można delektować się zapierającymi dech w piersiach krajobrazami myśli wolnej.

© 2010 Maciej Twardowski

verte.art.pl > Myśl > Eseje > Metafizyka wieczornych pociągów.

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Monika Mohylowska