Kto dużo mówi — mało wie. Przysłowie buddyjskie
Filozof współczesny, który nigdy nie miał poczucia, że jest szarlatanem, to umysł tak płytki, że dzieła jego nie są pewnie warte czytania. Leszek Kołakowski
Milczenie ma niezwykle długą tradycję i już u zarania dyskursywnego, dia-logicznego spotkania jako roz-mowy, pełni rolę czasu dla rzeczy istotnych. Oto bowiem kiedy w gronie rozmówców zapadało milczenie, wiedziano, że Hermes mówi. Milczenie jest więc czasem istotnego, jest żywiołem boskości. Kiedy Jezus Chrystus został pochowany, dwaj jego uczniowie, jak mówi pismo, byli w drodze do Emaus. Rozprawiając o zawodzie jaki sprawił im ten, któremu uwierzyli, że jest synem bożym, a teraz leży martwy w grobie, napotkali samotnego podróżnika. Podróżnik ów był człowiekiem mądrym. Tłumaczył im pismo i zaciekawił uczniów na tyle, że zaproponowali mu wspólne przeczekanie nocy. Rano, gdy ich drogi rozeszły się, uczniowie uświadomili sobie, że to był właśnie ich mistrz, zmartwychwstały. Najistotniejsze w całej historii jest to, że uczniowie rozpoznali mistrza, dopiero kiedy odszedł, kiedy zamilkł. Powiada się, że bóg jest na sposób ukrywania się. Dlatego właśnie Martin Heidegger przywołuje Mistrza Eckhardta słowami: bóg jest bogiem w niewypowiadalności ich mowy. Deus Absconditus — Bóg Ukryty. To, skądinąd, także Bóg milczący. Który swą nie-mową daje mówić.
Artykuł ten jest próbą komentarza, swoistym unaocznieniem problemu warunków rozumienia. Podstawowym warunkiem, jak zobaczymy w części pierwszej, jest milczenie, nazwijmy je, egzystencjalne. W innej nomenklaturze, choć wiemy dokładnie, że jest to zatem również inna optyka, i inny związek interesów, można powiedzieć o milczeniu, że jest transcendentalnym warunkiem rozumienia. Każde bowiem pytanie o mowę musi nas poprowadzić do milczenia. A każde milczenie jest najpierwotniejszym przed-językowym gestem cielesności, bowiem cielesność jest miejscem koncentracji i napięcia znaczeń.
Nasz pogląd na człowieka pozostanie powierzchowny dopóty, dopóki nie dotrzemy do tego źródła, dopóty nie odnajdziemy pod szumem słów pierwotnego milczenia, dopóki nie opiszemy gestu, który to milczenie przerywa. Słowo jest gestem, a jego znaczenie światem. (…) Kolejne pokolenia «rozumieją» i spełniają gesty płciowe, na przykład gest pieszczoty, zanim filozof określi jego znaczenie intelektualne, polegające na zamknięciu biernego ciała w jego własnym obrębie, na pogrążeniu go we śnie przyjemności, na przerwaniu nieustającego ruchu, w którym rzutuje się ono w rzeczy oraz ku innym. Dzięki swemu ciału rozumiem drugiego, tak samo, jak dzięki swemu ciału spostrzegam «rzeczy».1 Tak filozof określa antropologiczną sytuację poznawczą.
Wyraźne wskazanie na wagę pierwotności milczenia jest dla nas gestem najistotniejszym. Wynika stąd bowiem, że wszelka komunikacja (nie-milczenie) jest wtórna wobec pierwotnego milczenia. Jaką zatem komunikacją jest milczenie?
Nie ulega wątpliwości, że struktura milczenia jako instancja niedyskursywna, z oczywistych względów możliwa do ujrzenia tylko na drodze swoistej intuicji, jest sama pewną relacją. Tylko w relacji bowiem, czyli zdwojeniu i dalej zwielokrotnieniu możliwych perspektyw danej sytuacji może pojawić się zdolność komunikatywna. Jednak taki perspektywizm, aby być rzeczywistym gruntem komunikatu, musi spełniać pewne cechy. Cechy te wstępnie nazwijmy zapleczem ontologicznym milczenia. Nie chcę przez to stwierdzać, że milczenie w rozumieniu jakie próbujemy tu rozjaśniać, jest rzeczywistością natury metafizycznej. Zdecydowanie nie!
Zaplecze ontologiczne to jedynie próba określenia, czy milczenie jest pierwotne w sensie statycznym, czy dynamicznym. Statyczność miałaby cechy metafizyczne. Oznaczałoby to, że milczenie jest określonym sposobem przed-językowego, przed-teoretycznego oraz przed-logicznego bycia w świecie. Wówczas, przyjmując na siebie role arché, staje się pierwiastkiem metafizycznym, mającym władzę nad komunikacją.
A przecież sugestia Merleau-Ponty’ego jest inna. Oto milczenie, jako, jak wspomniałem, rodzaj perspektywicznego bycia-w, samo jest warunkowane tym, co może wytworzyć. Wobec tego doniosłość milczenia mierzy się ilością podejmowanych perspektyw. Ale nie gadulstwem. Milczenie bowiem jako pierwotne rozumienie swojej sytuacji jest zgodą na wszystko czym jestem. Z drugiej strony zgoda ta jest zarazem projektem tego, na co milczenie się zgadza. Mamy więc tutaj do czynienia z kołem hermeneutycznym, gdzie warunek możliwości sam jest warunkowany przez możliwości. Aby zrozumieć rodzaj tej hermeneutyki przyjrzyjmy się bliżej idei cielesności jako gruntu interpretacji.
Filozof nieustannie powraca do wątku cielesności. Ciało ma u niego znaczenie specjalne, jest bowiem podmiotem umiejscowienia i ruchu. Ciało musi być, aby komunikacja mogła się odbywać. Ciało jest materialnym nośnikiem znaczenia, ale nie tylko tak rozumie cielesność Merleau-Ponty.
Jego filozofia jest filozofią idei naturalnej cielesności przed-obiektywnego kontaktu między podmiotem a przedmiotem. Chce ona przywrócić ciału znaczenie źródła intencjonalności praktycznej, podstawy intersubiektywnego znaczenia zakorzenionego w doświadczeniu na jego przed-obiektywnym poziomie. Taka hermeneutyka zawierająca w sobie fenomenologię przed-predykatywnej jedności świata i naszego życia traktuje uspołecznione ciało nie jak przedmiot, ale jako depozytariusza generatywnej i kreatywnej zdolności rozumienia, jak aktywne wsparcie w postaci wiedzy kinetycznej wyposażonej we władzę nadawania struktury.
Aby zarysowana charakterystyka nabrała znaczenia praktycznego musimy rozjaśnić kwestię bycia-w-świecie. Bytowanie jest, podobnie jak dla Heideggera, zawsze byciem w jakimś świecie, wobec tego możemy powołać się na heideggerowskie In-der-Welt-sein. „W” nie ma tutaj znaczenia przestrzennego. „W” — po niemiecku — „in” pochodzi, według Heideggera od innan, wohen (mieszkać). „An” wchodzące w skład innan oznacza: jestem przyzwyczajony (do czegoś), przywykłem (cos robić). Skoro więc być znaczy być-w-świecie, jestem to tyle, co jestem obeznany «z». Bycie w świecie zatem jest nieprzestrzennym napotykaniem innych bytów ze względu na samo napotkanie. Tak rozumiany perspektywizm spotkań jest jednak możliwy dzięki strukturze języka, która określając napotkane, zarazem przez to napotkane jest konstruowana, a język odnajduje wówczas potrzebę aktywności poprzez opór napotkania innego.
Milczenie zatem okazuje się ontologiczną podstawą rozumienia i mowy, czyli podstawą możliwej hermeneutyki.
Musimy jednak pamiętać, że hermeneutyka w tym rozumieniu nie jest jakąś metodą interpretacji podejmowaną ze względu na skuteczność rozumienia, jak to miało miejsce na przykład u Diltheya. Jest raczej tak, że wszelkie mówienie samo jest już hermeneutyką bycia-w-świecie. Każda myśl, jaka formułuje się w procesie rozumienia jest już interpretacją. Wobec tego niemożliwe jest uchwycenie słowa, które stałoby się adekwatnym opisem wyrastającym z doświadczenia. Doświadczenie bowiem nie jest statyczną stukturą, ale jak powiedzieliśmy wcześniej, dynamiką bycia-w-świecie.
Doskonale wychwycił tę intuicję Fryderyk Nietzsche: W opozycji do pozytywizmu, który zatrzymuje się przy fenomenach — „istnieją tylko fakty” — powiedziałbym: nie, fakty właśnie nie istnieją — istnieją jedynie interpretacje. Nie możemy ustalić żadnego faktu „w sobie”: chcieć dokonać czegoś podobnego jest zapewne bezsensem.2 Dzisiaj ten nurt myślenia kontynuuje z dużym sukcesem Zygmunt Bauman konstruując hermeneutykę socjologiczną będącą w rzeczywistości hermeneutyką świata zinterpretowanego, w którym interpretuje się rozmaite odmiany myśli jako strategie działania poczęte ze zbiorowego doświadczenia jej autorów.
Przyjrzyjmy się jeszcze na koniec pewnej możliwości interpretacyjnej jaka rodzi się z tak rozumianego bycia-w-świecie.
Czas uznać za właściwą funkcję mowy jej zdolność powiedzenia przy pomocy pewnej całości więcej, niż mówi słowo po słowie, i wyprzedzania samej siebie, gdy pragnę skierować kogoś drugiego ku temu, co wiem, a czego on jeszcze nie pojął, lub też zwrócić się sam ku temu, co pragnę zrozumieć.
Mówienie jest swoistym wyprzedzaniem myślenia. Konieczność taka jest podyktowana tym, że myślenie jako akt predyskursywny jest możliwe tylko w płaszczyźnie możliwej dyskursywności, czyli mówienia. Samo mówienie musi dać myśleniu strukturę, żeby ono pozwoliło mówić. Koło hermeneutyczne zaobserwowane w trzeciej już perspektywie przekonuje nas, że strategia rozumienia jaka rodzi się ze wskazanego rozumienia milczenia jako bycia-w-świecie jest twórcza i dzięki temu daje możliwość perspektywicznej interpretacji, która nie popada w zagrożenia filologizmu i dogmatyzmu.
Jeśli właściwą funkcją mowy jest powiedzenie przy pomocy większej całości, to wydaje się już oczywistym, że rzeczoną wiekszą całością musi być struktura obecności (komunikacyjnej), która — i jaka — jest antycypowana w byciu-w podmiotu. Bowiem bycie-w-świecie w rozumieniu Merleau-Ponty’ego nie jest byciem wobec poszczególnie obecnych rzeczy, a jak to już kilka razy powtarzaliśmy, dynamiką napotkań perspektyw różnych światów. Człowiek jest w tym rozumieniu miejscem dotykania się światów. Każde takie napotkanie rodzi nowy horyzont i zupełnie nowe ułożenie podmiotu, a co za tym idzie nową sytuację rozumienia, gdyż milczenie bycia przyjęło w tej chwili zupełnie inny obrót. Język, który nieustannie dogania rozumienie, nieustannie też przegania to rozumienie i w ten sposób mówienie jest nieustannym poruszaniem się na granicy prawdy i kłamstwa, nie mogąc znaleźć spokojnego miejsca odpoczynku. Struktura komunikacyjna budowana nieustannie w świadomości podmiotu nie zezwala na spokój epistemologiczny. Jesteśmy bez ustanku nękani przez niezrozumiałość doświadczenia.
Milczenie jako hermeneutyczno-egzystencjalny odpowiednik kategorii przedrozumienia okazało się wdzięczną podstawą pewnej hermeneutyki. Struktura tej hermeneutyki jest rzeczą przyszłych stron, dość wspomnieć, że zarysowaliśmy tutaj szczegóły gruntu na jakim jej koczownicze wigwamy rozstawi kiedyś rozum hermeneutyczny.
Tak oto okazało się, że wedle Merleau-Ponty’ego milczenie może być ujęte jako dynamiczny i perspektywiczny sposób bycia w świecie, warunkujący i zarazem warunkowany przez komunikację. Tym samym możemy uznać, że tak rozumiane — ontologicznie — milczenie jest pierwotne — w sensie epistemologicznym wobec języka, a w sensie ontologicznym język jest pierwotny wobec milczenia.
I konieczne jest jeszcze nawiązanie do podstawowego wyróżnika, punktu zrealizowania się oryginalności Merleau-Ponty’ego — problemu cielesności rozumienia i komunikacji. Nawiązując do cielesności relacji erotycznej, należy stwierdzić, że pieszczota jest zawsze jako warunek możliwości pierwotny wobec każdego gestu przyjemności, ale niemożliwy bez rozumienia, które jest słowem. Sama miłość zaś jest igraszką milczenia i przyjemności. Interpretacyjnym miejscem pierwszym, dlatego przyszła hermeneutyka egzystencji winna być w rzeczywistości erotyką egzystencji produkowaną zgodnie z ekonomią libidynalną. A to jest już w sensie ścisłym wyrażanie niewyrażalnego
© 2005 Karol Zamojski
verte.art.pl > Myśl > Eseje > Milczenie i bycie
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski