Kiedy dwa lata temu (tak, tak!) ukazywał się, upalnym lipcem, pierwszy numer „verte”, nie sądziłem, że rzeczywistość tak szybko nam odpowie.
Jak dziś pamiętam zdany egzamin z Myśli socjaldemokratycznej w Europie. Wychodziłem, po fantastycznej rozmowie, pełen wiary w lepsze dzisiaj (i jutro). Z jednej strony prześwitywało przekonanie o jakiejś formie wcielonego, duchowego socjalizmu. Z drugiej strony w mur rzucała człowiekiem niewiara w potrzebę i sens Rewolucji. Wszystko działo się lat temu siedem.
Kiedy rok temu myślałem o „verte”, nie sądziłem, że tak szybko wszystko się zmieni.
Jakiś rok po egzaminie, gdy broniłem pracę z filozofii kultury, pomyślałem, że szkoda, iż nigdy nie będę mógł się sprzeciwić władzy, bo Polska to cywilizowany kraj.
Kiedy siedzę i piszę te słowa, jeszcze nie wierzę, że to już.
Potem, przez kilka lat, patrzyłem na ten cywilizowany kraj. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności mieszały się smutek z radością. Bo ten sam rozum widział narastającą potrzebę walki — cieszył się nią i z dnia na dzień upadającą jakość kraju — smucił się tym.
Tak oto połączyły się dwa nurty. Samo z siebie „verte”, w swoje drugie urodziny, kiedy czas podziękować wszystkim, którzy, często w trudzie, a często w lekkości pióra budowali je, staje przed zadaniem najtrudniejszym.
Najpierw jednak podziękuję:
Emilii i Tomkowi — za wszystko. Autorom — za teksty. Wszystkich też przepraszam za częsty brak odzewu na inicjatywy — poprawię się.
A jaką widzę przyszłość „verte”?
Myślę, że pewien delikatny i łagodny model krytyki kultury, który funduje „verte” i w nim się wytwarza, znalazł wroga. To nie jest wróg chwilowy. Ten wróg jest sprytny. On sobie umie w głowach naszych umościć miejsce dla bezrozumnych, bezkrytycznych zarządców. Chwilowe nazwisko, takie bądź inne, jest nieważne. Dziś takie, jutro inne. Ważna jest pewna chytrość zła, która funduje miejsce dla głupoty. Ta bezrozumność dziś znów jest na fali. Ludzie bez serc i rozumów, parweniusze ducha, narzędzia głupoty, mówią nam, kim mamy być.
Nie dajmy się zwariować! „verte” walczy. Swoją łagodną krytyką wszystkiego. Na głupotę się nie zgadzamy!
Życzę „verte”, by nigdy nie upadło na kolana. Nawet, gdy wygramy: wygrana jest też tylko chwilą — wolność domaga się walki nawet, gdy tryumfuje. Przywilej i choroba demokracji: zawsze w drodze.
© 2006 Karol Zamojski
verte.art.pl > Myśl > Felietony > Nie dajmy się zwariować!
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski