> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№21 marzec 2006

Z cyklu „Czytając Baumana”:

Nowe konfiguracje społeczne — czyli o myśli do nich przylepianiu (uwagi nad „Społeczeństwem w stanie oblężenia” poczynione) Karol Zamojski

Oto polski czytelnik otrzymał kolejną już pozycję autorstwa Zygmunta Baumana. „Społeczeństwo w stanie oblężenia”1 jest, w pewnym sensie, najważniejszą pracą Baumana, napisaną w XXI wieku. Prace wcześniejsze (i późniejsze) poświęcone są przede wszystkim diagnozie sytuacji społecznej (chociaż w żadnej z nich Bauman nie odżegnuje się od uprawiania czegoś, co nazwałbym, historią nowoczesności), której od, mniej więcej, początku obecnego wieku, nie nadaje już miana „ponowoczesności”, a woli mówić „płynnej nowoczesności”.2 W przypadku książki tej, namysł kieruje się zdecydowanie bardziej w stronę rozmaitych, socjologicznych, strategii rozumienia konfiguracji społecznych, niż bezpośredniego rozumienia ich samych.

Jeśli zatem interesują nas strategie rozumienia zachowań społecznych, to trzeba zadać pytanie dlaczego tak jest. Odpowiedź na nie będzie zarazem odpowiedzią na pytanie o miejsce Baumana, i prezentowanej książki, w humanistyce współczesnej.

Bauman — a kto to?

Zygmunt Bauman jest socjologiem. Choć obecnie porusza się w różnych rejestrach humanistyki, stosując często w swoich pracach strategie narracyjne bardziej odpowiadające beletrystyce niż nauce. Pomimo to, nie sposób w tej całości nie zauważyć ogromnej wizji socjologicznej, która kryje się za meandrami jego bogatej metaforyki. Zresztą, jeśli o metaforę chodzi, to nie ma Bauman sobie równych. Ten, z rzadka dotąd w nauce stosowany środek, u autora „Społeczeństwa w stanie oblężenia” został doprowadzony do granic wytrzymałości. Bauman z metaforyczności języka / doświadczenia wycisnął wszystkie soki. Jednocześnie żadnej z używanych przenośni nie wyeksploatował na tyle, aby musiała ona przejść do archiwum języka. Można śmiało powiedzieć, że przywoływana tu wizja socjologiczna nie byłaby możliwa, gdyby nie świetne ucho jej autora. Trzeba bowiem umieć słuchać doświadczeń codzienności bardzo wyraźnie i w skupieniu, by usłyszeć tam tak bogatą przestrzeń odniesień / przeniesień. Zupełnie inną, i nie mniej urzekającą, jest zdolność autora do przekładania wizji na papier. Czytanie Baumana jest czynnością przyjemną. Poruszanie się po powierzchni słów, w ich układzie na pierwszy rzut oka nie przywołującym rozkoszy, jest czynnością niezwykle łagodną. Chwilowe uświadomienia, że czytam o sobie i swoim świecie, zupełnie nie niweczą doznań artystycznych, pozostawiając głębokie przekonanie o niedociągnięciach samodzielnego rozumienia siebie.

Zygmunt Bauman jest jednak socjologiem. I prezentowana praca jest pracą, jak byśmy to kiedyś nazwali — metodologiczną. Jest metodologiczną w tym sensie, że poddaje krytyce socjologię tradycyjną, którą na użytek tego tekstu, będziemy nazywali socjologią naukową, w przeciwieństwie do projektu zaproponowanego przez autora, który nazywać będziemy za nim samym: socjologiczną hermeneutyką.3 Sam autor był kiedyś socjologiem w sensie naukowym, choć już pod koniec jego pobytu w Polsce, kiedy przesunął się wyraźnie z szali afirmatywnej wobec rzeczywistości na szalę krytyczną, można było zauważyć u niego elementarne prześwity myślenia rozumiejącego. I mimo, że mówił o socjologii jako o inżynierii społecznej, to inżynierię tę, którą, jak sądzę uznawał za dopuszczalną, a nawet pożądaną, dziś nie wahałbym się określić jako swego rodzaju rozumnego zaangażowania w sprawy społeczeństwa. Już wówczas pozwalał przemawiać metaforze, choć nadal jeszcze miał „potrzeby” porządkowania zastanego obrazu świata w rozumny i racjonalny ład.

Zanim przejdziemy do wyłuszczenia głównej, jak się wydaje, myśli prezentowanej pracy, uważam za stosowne przedstawienie wizji socjologicznej Baumana, z okresu, który tutaj nazwałem okresem socjologii naukowej etapu krytycznego.4

Społeczeństwo — na pewno i bez żadnych wątpliwości — jest tu

Inżynieria społeczna jako wyraz zaangażowania

W „Wizjach ludzkiego świata” czytamy: Wśród różnych aspektów działalności społecznej ludzi poznaniu przypada rola szczególna. Polega ona na, najogólniej biorąc, nieustającej systematyzacji gromadzącego się społecznie doświadczenia działających osobników; efektem tych prób jest ustalenie dyrektyw bardziej niż dotąd skutecznego i wydajnego postępowania.5 I dalej czytamy: W tym sensie działanie ludzkie jest zarazem punktem wyjścia i punktem dojścia ludzkiej wiedzy; wiedza zaś jest narzędziem nieustannego przystosowywania form działania do potrzeb społecznych ludzi.6 Wyraźnie więc widzimy jak Bauman definiuje i określa zaangażowanie społeczne człowieka nauki (wiedzy). Zaraz za tym ogólnym określeniem idzie charakterystyka zaangażowania socjologa. Otóż socjolog jest technologiem powyższego zaangażowania. Socjologia zaś okazuje się de facto inżynierią społeczną. Bauman wyróżni dwa rodzaje inżynierii: inżynierię przez racjonalizację oraz inżynierię przez manipulację. W tym tekście scharakteryzujemy wyłącznie tę pierwszą, gdyż to w zupełności wystarczy do uzyskania wyraźnego kontekstu dla wizji socjologicznej utkanej w „Społeczeństwie w stanie oblężenia”.

Zaangażowanie 1: inżynieria przez racjonalizację

Pisze Bauman: Tradycyjna, od wielu stuleci snuta przez ludzi refleksja na tematy społeczne wynikała z chęci uzmysłowienia sobie i bliźnim logiki wewnętrznej społecznego życia i roli, jaką w nim jednostki ludzkie. Każda teoria byłą propozycją definicji sytuacji społecznej i programu jej zmiany lub konserwacji. Jej zamierzenia inżynieryjne były realizowane przez sugerowanie masom ludzkim określonej wizji świata i organizowanie ich działań zgodnie z tą wizją. Refleksja społeczna występowała w tym wypadku bezpośrednio w postaci ideologii; jej sens polegał na koordynowaniu działań zbiorowych wielkich grup ludzkich — klas, narodów, współwyznaniowców. Ten typ inżynierii społecznej nazywa Bauman inżynierią przez racjonalizację. Charakteryzuje również wstępnie warunki proceduralne jakie inżynieria taka musi spełniać. Wśród nich wyróżnia dążność do czynienia myślenia działających historycznie mas bardziej: racjonalnym, rozumnym, adekwatnym do historycznej sytuacji.

Taki typ funkcji inżynierii społecznej realizuje się przez wizję ludzkiego świata zawartą w wiedzy społecznej, w szczególny sposób: zwykło się nazywać „inżynierią” działania praktyczne ludzi, oparte na wykorzystaniu wiedzy teoretycznej, ale nie tożsame z tą wiedzą.7 Należy jednak przestrzec przed myśleniem utożsamiającym niniejsze i potoczne rozumienie inżynierii. Tutaj następuje zespolenie inżynierii w sensie potocznym i działalności naukowo-badawczej. Bauman twierdzi, że samo formułowanie teorii, konstruowanie, jak to nazywa, organizującej wizji ludzkiego świata, jest już inżynierią, bowiem zmienia społeczny układ sił i stosunków i w jakiś sposób oddziaływa na bieg historycznego procesu. Dlatego, ze wiedza społeczna już zawsze zawiera jakąś wizję ludzkiego świata, jest zarazem zawsze już inżynierią przez racjonalizacje w potencji.

Dla uwyraźnienia problemu Bauman przywołuje świetną analizę Antonio Gramsciego, którą ten dał takiemu typowi inżynierii społecznej: Jeżeli stawia się problem utożsamienia teorii i praktyki, to stawia się go w sensie zbudowania na gruncie pewnej określonej praktyki teorii, która, zbiegając się i utożsamiając z decydującymi momentami tej praktyki, przyspiesza proces historyczny w trakcie stawania się, czyniąc praktykę jednorodną, koherentną i skuteczną we wszystkich jej elementach, a więc potęgując ja maksymalnie. Albo też identyfikacja ta może przybrać taki sens: przyjąwszy pewne stanowisko teoretyczne, można organizować elementy praktyczne, niezbędne do nadania operatywności temu stanowisku. Identyfikacja teorii i praktyki jest aktem krytycznym, w którego świetle albo praktyka zostaje ukazana jako racjonalna i konieczna, albo teoria jako realistyczna i konieczna.8

Gdzie jest społeczeństwo?

Nowe „wyobrażone wspólnoty” tworzą się wbrew państwu, jego terytorium, jego roszczeniom do całkowitej suwerenności, jego wrodzonej skłonności do wytyczania i formułowania granic oraz do utrudniania czy wstrzymywania ruchu granicznego. Lokują się w tej samej eksterytorialnej przestrzeni, w którą spadła władza, jaka wymknęła się ze słabnących rąk państwa. Pragną zająć pozycję w trwającej bitwie przeciwko granicom państwa i wspieranego przez państwo prawa do terytorialnego wyodrębnienia.9 Słowa te, pochodzące z otwarcia prezentowanego tomu, łatwą dają się uchwycić w kontraście do wypowiedzi poprzednich: społeczeństwo, które jeszcze czterdzieści lat wcześniej było, nie dość, że uchwytne, to jeszcze kontrolowalne i powolne procesom inżynierii. Dziś staje się bytem raczej mgławicowym, płynnym, jak powiedział autor. Jego płynność obnaża podstawowy tu fakt: ciecze różnią się od ciał stałych tym, że porządek rozciąga się jedynie na odległość paru drobinowych średnic. Cząsteczki ciał stałych są więc o wiele mocniej niż w cieczach zespolone. O wiele trudniej zerwać więź je łączącą, o wiele ciężej cząsteczce wyrwać się z otoczenia, zmienić pozycję i podłączyć się do innych sprzężeń. (…) W odróżnieniu od ciał stałych ciecze nie potrafią utrzymywać swego kształtu na długo — zmieniają kształt pod wpływem słabych nawet sił zewnętrznych.

Na tym właśnie płynność cieczy i gazów polega. I na tym też zasadza się przydatność cieczy, ciekliwości, płynności, jako metafor współczesnego nam stadium nowoczesności.10

Stoimy zatem na dość niewygodnej dla socjologii pozycji, w którym pojęcie „społeczeństwa” dotychczas uzasadniające socjologiczny dyskurs, staje się pojęciem gruntownie wątpliwym. Bauman świetnie tę wątpliwość wyłapuje i poddaje coś, co zwykliśmy dotąd nazywać społeczeństwem, obróbce hermeneutycznej na swój sposób. To coś, moglibyśmy nazwać nowymi konfiguracjami społecznymi. Rzecz jednak nie jest tak prosta. Twierdzi bowiem Bauman, że odtąd, w płynnej nowoczesności, pojęcia społeczeństwa we wszystkich odmianach, nawet zupełnie pozbawione mocy „konfiguracje społeczne” stoją jako pojęcia coś reprezentujące pod znakiem zapytania. Innymi słowy one dziś nic nie reprezentują. Idąc dalej, dokładnie w kierunku głównej intencji autora „Społeczeństwa w…”, socjologia utraciła przedmiot badań.

Stoimy zatem przed poważnym problemem. Jak radzić sobie, myśląc socjologicznie, bez społeczeństwa. W jaki sposób dopasować metodę do czegoś, czego nie ma. Co zatem jest? co mogłoby się stać przedmiotem socjologii? I, nie ukrywajmy tego dłużej, całej humanistyki w ogóle. Myśląc w duchu autora prezentowanej pracy, należałoby zrezygnować z tradycyjnego rozumienia metodologii. Przestać wierzyć w to, iż przedmiot wyznacza metodę. Skoro przedmiotu nie ma, a jest metoda, to należy pogodzić się z decyzją Baudrillarda: również metodologia, podobnie jak znaczenia wszelkiego przekazu, ulegają zdystansowaniu od miejsca z którego pochodzą. Socjologia nie opisuje zatem społeczeństwa.

Socjologia pracuje rozumnie nad doświadczeniem człowieka. I z tego faktu, wywołanego brakiem, znalezieniem się na marginesie narracji, wyrasta nowa perspektywa metodologiczna, a za nią zupełnie nowy byt. Okazuje się, że proces symulakrytyzacji metodologii ma charakter stwórczy. Pojawia się byt na miarę myśli. A nie jak dotychczas — myśl na miarę bytu. Niech nas jednak nie zwiedzie pozorne odwrócenie porządków. Nowy byt jest czymś (o ile można nadal używać tej metafizycznej konstrukcji: czymś?), co funkcjonuje zupełnie nie jak dotychczasowy byt. Nie jest konstruktem niesprzecznym, opisywalnym językiem zbudowanym w oparciu o logikę dwuwartościową. Jest tak długo przestrzenią obecności komunikacyjnej, jak długo nośne są metafory powołujące go do istnienia. Tak długo czyjeś imię ma obraz twarzy, jak długo ktoś je wypowiada. W chwili milczenia zapada się w rozszarpującą wszelką tożsamość sieć.

Istotą obecnej „Wielkiej Transformacji drugiego typu” jest erozja ambicji „inżynierii społecznej” oraz czynników gotowych i zdolnych do ich zrealizowania. Zanim Francois Lyotard zdołał ogłosić śmierć „wielkich metanarracji”, na poważnie rozpoczął się zmierzch wielkich modeli zaplanowanego i skrupulatnie oraz wszechstronnie zarządzanego ładu socjalnego; nastapiło prawdziwie przełomowe przesunięcie w dziedzinie praktyk społecznych, najlepiej wychwyconych (dzięki korzyściom, jakie daje perspektywa czasu) w zwięzłym haśle Petera Druckera: „nigdy więcej zbawienia przez społeczeństwo”.11

Gdzie zatem jest społeczeństwo? Bauman odpowie z pełnym przekonaniem, że w momencie wzmożonego wypełniania się świata w procesie globalizacji, jedyną przestrzenią ujawniania się zachowań społecznych pozostaje sieć — Internet.

Nowa lepkość myśli

(…) „społeczeństwo” jest pierwszym terminem wchodzącym w skład słownika socjologii, który zostaje wydrwiony i — zastąpiony przez „sieć” — wychodzi z użycia.12

Jeśli socjologia ma dzisiaj docierać do doświadczenia musi wydobyć ze „społeczeństwa” to, z czego pojęcie zostało zbudowane. Właśnie jego składowe, są, do pewnego stopnia reprezentacją doświadczenia — samym doświadczeniem. Przedsocjologiczne „społeczeństwo” zatem obejmuje sobą wyobrażenia intymności, bliskości, wspólności, jakiegoś stopnia zażyłości czy wzajemnego zaangażowania.13 Wobec tego, oraz faktu zinformatyzowania (zarówno w sensie technicznym, jak komuniakcyjnym) doświadczenia oraz w obliczu silnego porcesu zagęszczania i wypełniania świata, socjologia musi zacząć charakteryzować się metodologicznie pewną grą mimikry. Może nie tyle upodabniania się, co „przyklejania” do konfiguracji przez siebie tworzonych. Myśl socjologiczna powinna nadążać za nowym bytem mając zdolność wykorzystywania siły bytu a nie swoje. W tym sensie winna stać się bogiem / pasożytem — stwórcą i niszczycielem jednocześnie. Jak farmakon Platona, tak chętnie przywoływany przez Derridę.

Jeśli w latach trzydziestych zeszłego wieku Heidegger twierdził, że czas jest sensem bycia, a potem, aż do dziś, strukturalizm wielbił przestrzeń, to dziś, a zwłaszcza jutro sytuacja ulega radykalnej zmianie. Już nie czas i przestrzeń są, jak chciał Kant transcendentalnymi formami zmysłowości. Dziś, a zwłaszcza jutro, oba terminy zostaną, czyli już są, zastąpione innymi. Sensem bycia będzie przyspieszenie, a nowy strukturalizm wielbił będzie szybkość.

Trzeba nam zatem nowego Kanta, nie mówiąc o Einsteinie. Książka Baumana, idąc zatem tropem tych zmian, jest taką nową rozprawą o metodzie, metodzie która zbudowana jest z myśli o nowej zupełnie lepkości. Bo dziś, już zawsze, jest jutro.

I jeśli następne polskie wydanie będzie wydane inaczej: dobry papier, jakaś okładka dająca książce życia więcej niż rok, to będziemy mieli w księgarniach coś.

© 2006 Karol Zamojski

1 Society under Siege, Polity Press, Cambridge 2002; wyd. pol.: Społeczeństwo w stanie oblężenia, tlum. J. Margański, Sic!, Warszawa 2006.

2 Liquid Modernity, Polity Press, Cambridge 2001.

3 (…) hermeneutyka socjologiczna — czyli interpretacja rozmaitych odmian myśli jako strategii działania poczętych ze zbiorowego doświadczenia jej autorów. Zygmunt Bauman, Prawodawcy i tłumacze, IfiS PAN, Warszawa 1998, s. 258.

4 Podział na „okres krytyczny” i „okres afirmatywny” jest podziałem umownym i narzuconym na biografię naukową autora na użytek w miarę wyraźnej jej periodyzacji. Określenie moje, podobnie jak „socjologia naukowa” i „socjologia hermeneutyczna”.

5 Wizje ludzkiego swiata. Studia na społeczną genezą i funkcją socjologii, KiW, Warszawa 1964, s. 22.

6 Tamże, s. 22.

7 Tamże, s. 38.

8 A. Gramsci, Wstęp do studiów nad filozofią i materializmem historycznym, [w:] „Pisma wybrane”, t. I, s. 47.

9 Z. Bauman, Społeczeństwo w stanie oblężenia, Sic!, Warszawa 2006, s. 15.

10 Z. Bauman, O tarapatach tożsamości w ciasnym świecie, [w:] „Dylematy wielokulturowości”, red. Wojciech Kalaga, Uniwersitas, Kraków 2004, ss. 13-14.

11 Z. Bauman, Społeczeństwo w stanie oblężenia, Sic!, Warszawa 2006, s. 43.

12 Jw., s. 53.

13 Por. jw. ss. 31-64.

verte.art.pl > Myśl > Czytając Baumana > Nowe konfiguracje społeczne

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski