> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№62 sierpień 2009

Zmiany w przepisach o ściganiu narkomanów. Kolejne pudło? Maciej Twardowski

Nie jest żadną tajemnicą, że do rządzących mamy wielkiego pecha. I to niezależnie od politycznej opcji, którą nasi „władcy” reprezentują, lub raczej udają, że reprezentują. Pozostając od niepamiętanych czasów „w tyle” za Zachodem, wiele Polek i Polaków marzy o tym, aby kraj nad Wisłą choćby w najmniejszym stopniu dorównał swym sąsiadom (i to wcale nie tym „zza Bugu”). Problemy dotyczą oczywiście nie tylko kwestii ekonomicznych, ale również spraw publicznych czy szeroko pojętej świadomości społecznej. Osobiście liczyłem, jak być może wielu moich rodaków, że sytuację choć trochę poprawi nasza akcesja do Unii Europejskiej. I owszem – pewne zmiany zaszły, ale do ostatecznego zwycięstwa normalności zbliżyliśmy się zaledwie o kroczek. Markujące drogę kamienie milowe okazują się niestety niczym więcej, jak tylko fatamorganą wobec ignorancji rządzących. Elity udają, że chcą, ale nie mogą. A w rzeczywistości zwyczajnie nie chcą. Bo i po co?

Doskonałym przykładem błędnych rozwiązań jest kwestia polityki narkotykowej. Kilka dobrych lat temu polski rząd sprowadził na rodzimy grunt politykę „zero tolerancji”, propagowaną przez naszych „sojuszników zza oceanu”. Zafascynowanym wujem Samem rządzącym nie przyszło do głowy, że nie wszystko, co amerykańskie, jest dobre. Skutki tego rozwiązania okazały się katastrofalne – spożycie narkotyków nie spadło, a za kratki zaczęli trafiać zwykli, w zasadzie Bogu ducha winni obywatele. Na szczęście w ostatnim czasie do świadomości społecznej z wolna przebijają się sygnały mówiące, że „zawsze i wszędzie karać” nie jest najlepszym rozwiązaniem. Mimo to, nadal mamy do czynienia z próbami utrzymania status quo. Za wszelką cenę. Kilka dni temu premier Donald Tusk wraz z ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą doznali oświecenia, o czym oczywiście nie omieszkali poinformować mediów. Okazuje się, że w planach polityków Platformy Obywatelskiej jest nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. W przypływie dobrego humoru obydwaj panowie doszli bowiem do wniosku, że być może posiadanie jointa na własny użytek nie jest wcale zbrodnią przeciwko ludzkości czy realnym zagrożeniem dla społecznego ładu. Nie jest to wszakże nic odkrywczego, jednak zamiast depenalizacji czy polityki redukcji szkód, dostaliśmy alternatywę dość kuriozalną.

Minister sprawiedliwości zamierza „rozbić więź diler–konsument”. Inicjatywa całkiem realna, bowiem co jak co, ale w rozbijaniu mamy jako naród ogromne doświadczenie. W praktyce prokuratura ma dostać do ręki narzędzie, które umożliwi odstąpienie od wykonania kary na „okazjonalnym użytkowniku” w zamian za współpracę z organami ścigania. Z jednej strony, jak na polskie realia, jest to spory krok naprzód. Z drugiej zaś otwarta furtka dla wszelkiego rodzaju nadużyć. Twórcy projektu wzorowali się bowiem na prawie niemieckim, według którego to organy ścigania decydują, jaka ilość posiadanego narkotyku jest jeszcze mała, a jaka już (za)duża. Moje pytanie brzmi: na ile ilość posiadanej substancji świadczy o poziomie uzależnienia? Czy „użytkownikiem okazjonalnym” jest ktoś, kto zażywa „działkę” co kwartał, czy cztery „działki” raz na rok? O ile za zachodnią granicą system ten funkcjonuje dość dobrze, o tyle nie jestem przekonany co do skuteczności jego implementacji na gruncie polskim.

Jak działa nasz rodzimy wymiar (nie)sprawiedliwości, nie trzeba nikomu tłumaczyć. W praktyce okazać się może, że będziemy mieli do czynienia z łamaniem konstytucyjnej zasady równości obywateli wobec prawa. Kara, jaka może nas spotkać za posiadanie „działki”, będzie różna w zależności od humoru prokuratora, na którego trafimy. W przypadku, gdy zarzuty stawiać będzie stary konserwatysta, prawdopodobnie istnienie lub nieistnienie znowelizowanych przepisów nie zmieni naszej sytuacji w jakikolwiek sposób. Ponadto, mając do czynienia z wymogiem zbierania informacji przez kuratora sądowego, nieprzyjemności tak czy inaczej będą dotkliwe. O naszym potencjalnym „przestępstwie” dowie się bowiem rodzina, sąsiedzi, pracodawca czy nauczyciele. Tak czy inaczej, znajdziemy się na przegranej pozycji, bowiem świadomość społeczna w kwestii narkotyków (szczególnie tych miękkich) jest w naszym kraju prawie zerowa. W efekcie wszystko zakończy się tak czy owak „bajzlem” i kłopotami w życiu osobistym.

Nic nie dzieje się jednakże bez przyczyny. Wprowadzenie tego rodzaju nowelizacji przyniesie rządzącym pewne korzyści. Medialne, ma się rozumieć. Trzeba bowiem dbać o elektorat młodzieży, a tego rodzaju półśrodki mogą okazać się ku temu dostatecznie dobrym rozwiązaniem. Tak czy inaczej, prawo nadal działać będzie na zasadzie: zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich. W odniesieniu tak do dilera, jak i osoby uzależnionej. Znając mentalność polskich prokuratorów, możliwość anulowania kary w przepisach znaleźć się może, ale li tylko jako ładna ozdoba w ustawie. Jako dowód, że niby tacy „nowocześni” w tej Polsce jesteśmy. Oczywiście udawać możemy, bo czemu nie? W końcu jest wolność i rząd liberalny. Zmiana kilku zdań w ustawie wiosny nie czyni, gdy brak społecznej debaty. Rewolucją byłoby, gdyby któryś z polityków przyznał w końcu, że palenie marihuany nie jest wcale niebezpieczne (i nie jest wyłącznie „błędem młodości”), jak zwykło się uważać. Myślenie życzeniowe i zamiłowanie do symulakrów ze strony naszych polityków nie zmieni faktu, że zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia, przy obecnych formach używania konopie stwarzają o wiele mniej poważne, niż alkohol i tytoń, problemy zdrowotne w zachodnich społeczeństwach.

Oczywiście rozważania tego typu pozostają nadal w sferze teorii. Mówiąc szczerze, nie wydaje mi się, aby kiedykolwiek przybrały wymiar praktyczny. Nowelizacja, o ile powstanie, znajdzie swoje miejsce w koszu, a w najlepszym wypadku: na dnie którejś z szuflad przy ulicy Wiejskiej. Z punktu widzenia rządzącej partii takie rozwiązanie wydaje się najbardziej racjonalne – z jednej strony politycy dają sygnał: chcieliśmy, zależało nam. Co będzie oczkiem puszczonym w stronę młodzieży, która z narkotykami, czy chcemy, czy nie, kontakt ma spory. Odrzucenie nowelizacji będzie z drugiej strony sygnałem dla bardziej konserwatywnych wyborców PO. Wszystko da się przecież odpowiednio wytłumaczyć. W ten sposób, no cóż, wilk pozostanie syty, a i owca będzie cała.

© 2009 Maciej Twardowski

verte.art.pl > Myśl > Esej > Zmiany w przepisach o ściganiu narkomanów. Kolejne pudło?

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski