W dobie powszechnej chomikofobii, gdy wszelkie przejawy bycia chomikiem spotykają się z usilną próbą zwalczania, gdy stworzenia te są prześladowane za to, kim są, zdaje się — jak nigdy dotąd w dziejach Polski, zmuszona jestem poddać się lustracji.
Oświadczam, iż nigdy, pomimo wszelkich podejrzeń, nie brałam udziału w żadnej akcji mającej na celu niszczenie egzotycznego świata chomików. Nie brałam udziału w ich prześladowaniach, nie donosiłam, nie składałam podpisu pod żadnym dokumentem, w którym występowało to straszne słowo: „chomik”.
W swoim życiu miałam styczność z zaledwie czterema stworzeniami z gatunku „chomik”. Zajścia te, korzystając z okazji, opiszę poniżej.
Mieszkając w Łodzi, przetrzymywałam na terenie swej posesji chomika imieniem „Humbulum”, w pojemniku szklanym, przyznaję, ale stworzenie miało zapewnione godziwe warunki bytowania, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Wszelkie niedociągnięcia tłumaczę swym młodym wiekiem i brakiem doświadczeń w obchodzeniu się ze zwierzętami. Chomik uciekł przez balkon, pozwoliłam mu na to, gdyż miał prawo do wolności. Przeżył ucieczkę, o czym dowiedziałam się z ogłoszenia wywieszonego w windzie. Najprawdopodobniej zamieszkał potem z innymi ludźmi. Zawsze miło go wspominałam i mówiłam o nim dobrze, broniąc dobrego imienia małego, niewdzięcznego uciekiniera.
Po przeprowadzce do Bydgoszczy, będąc narażoną na stresy związane z chodzeniem do tak zwanej „zerówki”, przetrzymywałam kolejnego, tym razem bezimiennego chomika w pojemniku szklanym. Obcowanie ze zwierzęciem futerkowym miało przynieść ulgę moim zszarganym nerwom, tak zapewniał lekarz rodzinny (są na to papiery). Chomik ten uległ uduszeniu pokarmem roślinnym o niewiadomym pochodzeniu, najprawdopodobniej został otruty przez wroga chomików, który wtargnął na teren mojej posesji pod nieobecność moją i pozostałych prawnych opiekunów zwierzęcia. Płakałam po jego śmierci. Był dobrym zwierzakiem.
Chomik płci żeńskiej, z grupy albinosów, imię „Adela”. Kolor oczu: czerwone. Przetrzymywana w klatce białej, zginęła śmiercią tragiczną, skacząc na domek plastikowy, koloru jasny beż. Opiekowałam się nią dobrze, nie mam sobie nic do zarzucenia. Chomik cierpiał na psychozę maniakalno-depresyjną. Śmierć wstrząsnęła wszystkimi, choć w głębi duszy każdy spodziewał się, że stworzenie źle skończy… Źle mu z oczu patrzyło, budził trwogę.
Chomik czarny w białe łaty (lub odwrotnie). Imię: „Tekla”, otrzymany w prezencie od koleżanki z podstawówki. Tym razem pod stałą opieką, czego nauczył mnie czyn Adeli. Zawsze czysta klatka, zawsze świeża woda. Ziarna polskie najwyższej jakości. Zwierze zginęło zaduszone wśród trocin w zabójczym domku plastikowym koloru jasny beż, tym samym, który przyczynił się też do śmierci Adeli. Był to dosłownie moment nieuwagi, gdy poświęcałam się odrabianiu lekcji. Nigdy nie mogłam sobie tego wybaczyć, toteż raz na zawsze skończyłam z chomikami.
Jak widać, nie mogę ponosić odpowiedzialności za śmierć tych stworzeń. Wszystkie one wykazywały tendencje samobójcze, od samego początku dążyły do autodestrukcji i nie pozwalały sobie pomóc. Jest mi przykro, lecz nie mogę żyć przeszłością. Nie chciałabym również, aby tamte zdarzenia sprzed kilkunastu lat rzutowały na mą dzisiejszą pozycję i na przyszłość moją, mojej przyszłej rodziny i moich dzieci. Proszę, zostawmy chomiki w spokoju. Niech pozostaną w naszych sercach, a nie na językach.
Z poważaniem,
© 2007 Emilia Walczak
verte.art.pl > Myśl > Oświadczenia lustracyjne > Oświadczenie lustracyjne
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski