> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№72 czerwiec 2010

Bydgoszcz pod flagą tęczowo-czerwoną, czyli podnieśmy indeks Emilia Walczak

Przy okazji 2. edycji Bydgoskich Dni Różnorodności (14-17 maja br.) warto zmierzyć nasz tak zwany Gay Index (wskaźnik różnorodności) i udowodnić, iż przykładając, niczym pasek lakmusowy, teorie Richarda Floridy – amerykańskiego socjologa miasta, twórcy ww. pojęcia – do naszego lokalnego gruntu, oczom naszym ukaże się zatrważający wynik. Otóż odcień tegoż „paska lakmusowego” po takim badaniu nie będzie miał absolutnie nic wspólnego z bogactwem kolorów tęczy, wręcz przeciwnie – okaże się szary, smutny i w ten sposób niczego dobrego nie będzie w stanie dla nas wszystkich wywróżyć. Ale zacznijmy od początku.

Gay Index (lub Diversity Index) to wskaźnik różnorodności. Jest miarą odsetka ludzi otwarcie deklarujących odmienną od heteroseksualnej orientację w danej społeczności. Co ciekawe, wskaźnik różnorodności jest silnie powiązany z koncentracją wysokich technologii w mieście: im wyższy jest w nim wskaźnik różnorodności, tym lepiej rozwijają się wysokie technologie. Nie oznacza to jednak, iż wszyscy lub zdecydowana większość technologów pracujących na rzecz rozwoju wysokich technologii w mieście o wysokim GI to osoby nieheteroseksualne. Chodzi o to, że miasta z wysokim GI, tolerancyjne, otwarte na nowości i ekscentryczność, to jednocześnie miasta kreatywne, nastawione na rozwój. Do takich miast jak do mekki ciągną więc i osoby nieheteroseksulane szukające „azylu”, i technologowie szukający intratnej pracy. A także nieheteroseksualni technologowie szukający obu tych dóbr.

Warto wspomnieć w tym miejscu również o innych wskaźnikach wykoncypowanych przez Richarda Floridę, gdyż są to teorie wręcz rewolucyjne w socjologicznym namyśle nad tematyką miejską, a z drugiej strony, prawie że zupełnie w Polsce nieeksploatowane, chociażby przez „speców” od strategii rozwoju miast. A szkoda.

Dynamika rozwoju miast jest bezpośrednio związana z umiejętnością przyciągnięcia do danego miejsca tak zwanej „klasy kreatywnej”, czyli osób wytwarzających dobra niematerialne: naukowców, artystów, ludzi mediów, prawników, menedżerów itd. Im jest ich więcej, tym większy jest kapitał kreatywny danego miejsca. Tym, co charakteryzuje takie kreatywne centra, są: otwartość, różnorodność oraz wieloetniczność, gwarancja wysokiego standardu życia, ciekawej rozrywki, swobody realizowania siebie. Florida nazywa te cechy „3T”: Technologia, Talent, Tolerancja.

W badaniach indeksu kreatywności poszczególnych centrów Florida bierze pod uwagę nowoczesne wskaźniki, np.: ** wskaźnik bohemy artystycznej (Bohemian Index) – określający odsetek aktywnych zawodowo artystów i muzyków w danej miejscowości; ** wskaźnik „odlotowości” (Coolness Index) – wskaźnik tworzony w oparciu o odsetek populacji w wieku 22 do 29 lat, intensywność życia nocnego (ilość barów, klubów nocnych itd.) i kultury (liczba galerii sztuki i muzeów); ** wskaźnik talentu (Talent Index) – określa odsetek osób o wysokich kwalifikacjach oraz wyższym wykształceniu w danej społeczności; wskaźnik ten jest bardzo silnie skorelowany ze wskaźnikiem różnorodności, co oznacza, że utalentowani ludzie wybierają do życia i pracy miejsca o wysokim stopniu różnorodności demograficznej, wysokim stopniu otwartości i stosunkowo niskich barierach wejścia w środowisko; ** wskaźnik wielokulturowości (Melting Pot Index) – określa w danej populacji odsetek osób, których miejscem urodzenia jest inny kraj.

Kiedy organizowaliśmy w zeszłym roku 1. BDR, na skrzynkę mailową Lambdy Bydgoszcz przychodziły m.in. listy od osób nieheteroseksualnych, mieszkających w Bydgoszczy, nieżyczących sobie, aby organizować tego typu eventy. Bo żyją w ukryciu, milczeniu, nie przeprowadzili procesu coming outu, mają „dobre” kontakty z rodzicami, nie mówiąc im o swojej orientacji seksualnej, bądź też dobrą pracę – a tego typu wydarzenia sprawiają, iż mieszkańcy Bydgoszczy, rodzice, znajomi czy pracodawcy, stają się na te kilka dni szczególnie wyczuleni na sprawy homoseksualizmu i a nuż zaczną się im baczniej przyglądać i czuć pismo nosem.

Pewnym jest, iż np. Parady Równości, Marsze Milczenia, Manify czy inne jaskrawe formy zaznaczania swojej obecności w przestrzeni publicznej przez osoby o nieheteroseksualnych czy innych „niecodziennych” strategiach bycia budzą w polskim społeczeństwie skrajne emocje. Są być może dyskusyjne, lecz są też jednocześnie ich JEDYNYM – czasowym – skutecznym orężem w walce o równe prawa i równe szanse. Zrozumiejmy: NIE MA – i nie będzie – DEMOKRACJI BEZ DEMONSTRACJI. A wszelkie manifestacje przestaną być potrzebne. Wspomnijmy tu niegdysiejszy apel Harveya Milka, aby zrobić masowy coming out, razem wyjść z szafy i wylec na ulice – bo tylko razem, w silnej grupie, homoseksualiści mają szansę na to, aby oficjalnie zostać włączonymi do społeczeństwa. Ale muszą to sobie wywalczyć. Co kluczowe: wywalczyć WSPÓLNIE.

Tymczasem Bydgoszcz skutecznie i z żelazną konsekwencją zamiata temat pod dywan. Przypomnijmy chociażby zeszłoroczną wypowiedź zastępcy prezydenta Bydgoszczy Macieja Grześkowiaka odnośnie niewykazywania na stronie Urzędu Miasta informacji o udziale bydgoskiej Lambdy w dorocznej paradzie gejów i lesbijek Christopher Street Day w Mannheim, mieście partnerskim grodu nad Brdą, brzmiącej: „Wolę promować Bydgoszcz przez coś mniej kontrowersyjnego”. Takie nastawienie miejskich włodarzy bezapelacyjnie blokuje wzrost GI – i może w tym właśnie momencie odnajdujemy odpowiedź na pytanie, czemu jesteśmy tak słabo rozwijającym się, głównie kulturalnie, w szerokim rozumieniu tego słowa, miastem, i czemu młodzi ludzie stąd uciekają. Poznań, jako przykład dobrej praktyki, „najbardziej gejowskie miasto w Polsce”, gdzie odsetek samych tylko zdeklarowanych osób nieheteroseksualnych sięga 7 proc., „wie jak”, rozwija się wielotorowo, jest miastem studenckim, miastem przedsiębiorców, miastem alternatywnych artystów itd. A jest takim, ponieważ jest miastem w pełni akceptującym inność. I ta inność stanowi jego nieoceniony kapitał kreatywny. To sprzężenie zwrotne, wzajemna wymiana dóbr. Niski Gay Index (jak również inne ww. wskaźniki Floridy) = niska różnorodność = miasto nierozwijające się, zacietrzewione, z którego kapitał kreatywny wycieka do innych miast. Czy tego właśnie chcemy?

BDR to zaledwie kilka dni w naszym szarym, mdłym i miałkim, absolutnie nieróżnorodnym bydgoskim roku. A chcielibyśmy różnorodności na co dzień. I nie jest to „promocja homoseksualizmu” ani „homoseksualne lobby” (jakimi to sformułowaniami straszyła nas, niczym czarną wołgą, homofobiczna nowomowa nienawiści powstała w nie tak dawnych czasach tzw. IV RP), co zarzucać chcą nam, organizatorom, osoby temu wydarzeniu nieprzychylne. Nasze działania to – nierówna – walka z uprzedzeniami. Walka o lepsze i ciekawsze życie, w lepszej, ciekawszej, bardziej kreatywnej, przyjaznej i otwartej, rozwijającej się metropolii.

© 2010 Emilia Walczak

Korzystałam z „Zielonego Miasta Nowej Generacji” oraz raportu „Zrównoważony rozwój Metropolii Silesia” autorstwa Beaty Maciejewskiej i Dariusza Szweda.

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Bydgoszcz pod flagą tęczowo-czerwoną, czyli podnieśmy indeks

z Google

© 2004-2010 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Monika Mohylowska