Jadę samochodem. Marzec dwa tysiące siódmego roku. Docieram do Bydgoszczy. Słucham (teraz już słuchałem) radia Bis. Na chwilę, acz z przyjemnościa, przestawiam się (przestawiałem się) z „dwójki” na bardzo inną stację. Rzeczywiście coś się stało. Bis jest inne. Czy ja jeszcze ten sam?
Zawsze wydawało mi się, że radio Bis jest stacją nie poddającą się formułom ideologicznym obecnie nam panującym (niezależnie od tej, która panowała). Aż tu raz wystarczyło przejechać się samochodem do Bydgoszczy (a jeżdżę i aż boję się znów).
Jadę sobie zatem moim małym samochodzikiem i słyszę zapowiedź audycji reportażowej, czy jakiejś innej. Lubię reportaż radiowy, lubię dokument radiowy — lubię również obie formy telewizyjne. Ucieszyłem się zatem. Jednak po chwili radości zastrzelił mnie tekst główny zapowiedzi (powtarzanej kilkanaście razy na dobę): Prawda jest tylko jedna. Fakty bywają medialne. I zbaraniałem.
Bo oto rozgłośnia, o której śmiałem twierdzić, że stoi na straży normalności medialnej, samo uległo i padło pod ciosami bzdury rządowej. Dotąd uważałem, że „wielość prawd” (rozumiana jako akceptowalność i pełnoprawność różnych punktów widzenia) jest podstawowym gwarantem wolności. Że w kraju bez wojny (choć wojnę po prawdzie toczymy; daleką) dążenia wolnościowe definiuje się zdolnością do zabierania głosu; nie zabierania komuś — dawania go sobie bez strachu o dyskryminację. I tylko świat wielowątkowy, różnowartościowy, raczej multiwersalny niż uniwersalny jest przestrzenią narodzin wolności. Że trzeba zatem walczyć o wolność i rozległość słowa i myśli.
Wierzyłem, że radio Bis walczy o taką sprawę. Zawiodłem się. Macki ideologii, jedynej, o której warto rozmawiać, dotarły i tutaj. Szkoda, że nadszedł czas pogrzebu. Być może wyrosłem już z Bis. Tylko sugeruję zmienić jeszcze nazwę stacji. Szkoda opluwać dobrą historię…
Gdy kończę pisać ten felieton, przechodzi mi przez głowę myśl: jak uratować historię? I stoję bezradny wobec ogromu władzy. Z tej bezradności, może już niedługo, wykluje się siła zdolna przewrócić to, co jedynie słuszne. Bezradności, i pogodzie ducha, też trzeba dać czas. Rośnie w siłę, gdy wiatr historii wieje w oczy. Stoję więc, bezradny, choć coraz silniejszy na ziemi odmówionej własnej ojczyzny, rozglądając się, bardziej rozumem niż oczyma, w poszukiwaniu ziemi obiecanej. Bliski kroku, czekam cierpliwie.
Wracam, bezpowrotnie, do „dwójki”. Choć i o jej przyszłości krążą plotki. Dziś nic juz nie jest święte. A szkoda. Smutek, żal… i nadzieja coraz silniejsza.
© 2007 Karol Zamojski
verte.art.pl > Myśl > Felietony > Prawda jest tylko jedna?
© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski