> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№1 lipiec 2004

Pudel (amatorsko-dyletancka notatka o charakterze filozoficzno-kynologicznym) Karol Zamojski

Znakomita większość mieszkańców cywilizowanego świata widziała kiedyś pudla. Pudel jest psem. I jako pies ma to, co pies mieć powinien. Przede wszystkim więc pudel ma cztery nogi, pysk, uszy, osierścienie i co jakiś czas (to akurat dzieli z ludźmi) potrzebę przedłużenia linii. Pudel ma sierść pokręconą i bywa częściowo wygolony, co urody mu nie dodaje, ale w oczach fachowców jest to mile widziane. Ja w każdym razie fachowcem w tu używanym terminie nie jestem. Wprost przeciwnie, jestem w temacie tym amatorem i dyletantem. Choć w zarysowanym kontekście przeciwieństwo nie jest takie wprost. Oto dzieje zarówno amatorstwa, jak i dyletanctwa nie są tak prostackie, jak widzi je opinia publiczna. Jednak wszystkiego napisać się nie da, więc i wyjaśnień bezpośrednich zabraknie. Niech czytelnik zrobi coś sam. Podpowiem tropy: amator — źródłosłów łac. amo, amare, zaś dyletant — niech kieruje do Towarzystwa Dyletantów przy Koronie Brytyjskiej, tam tkwi źródło sensu dyletanta, choć zapewne również w pochodzeniu słowa.

Powróćmy jednak do pudla, on bowiem interesuje nas niezmiernie. Jak zachowuje się pudel. Pudel pochodzi od psa myśliwskiego, jednak szalony rozwój kanapowego sposobu bycia (czytaj: mieszczańskiego) zupełnie wytrzebił z pudla cechy łowieckie, aczkolwiek pamięć pozostaje; nie może jej nie być. Może zatem spędzić pudel cały dzień na kanapie, wylegując się, najlepiej w promieniach słonecznych, w czym niechybnie podobny jest do kota. Bynajmniej chwały to kotu nie dodaje — kot zawsze będzie kotem. Psu jednak powinno się to niepodobać. Powiedz zatem pudlowi: jesteś kotem, machnie ogonem myśląc, że chcesz się bawić. Ale, ale, nie o różnicach międzykulturowych mieliśmy tu mówić, a o pudlu.

Jest więc pudel psem myśliwskim zmodyfikowanym przez kulturę mieszczańską. Pudel nie ma świadomości, więc mu to generalnie wisi. Kiedy go wypuścić poza próg mieszkania, pudel zachowuje się jak idiota. Nie dlatego, żeby idiotą był. Dlatego, że ma w sobie coś, co u ludzi nazywa się schizofrenią, powiedzmy niejawną. W tym sens całej modyfikacji.

Pudel, jako pies kanapowy, zupełnie zatraca zmysł obronno-zachowawczy. Nie interesuje go więc wielka historia jego przodków. Zajmuje się tym tylko, co wyrywa go z marazmu bezczynności. Kiedy więc widzi otwarte drzwi — biegnie. Ale to nie zew krwi, to po prostu niezamknięte drzwi. Tak go przerobiła kultura mieszczańska, że w głębokim poszanowaniu ma wielkość ducha, jaka przejawiała się w dziejach jego rasy, że tak samo szanuje doświadczenie własne, że nie rozumie, czym jest wewnętrzna wierność wyzwaniu; oczywiście pod warunkiem że może tego wszystkiego doświadczyć. A przecież wiemy, że nie może. Jego pan jednak może. Chwila, chwila, a czyżby pan nie był mieszczaninem? Czyżby sam nie był zmodyfikowaną przez kanapowość egzystencją, która tyle ma z pudlem wspólnego, że czasami czuje przeogromną lekkość łona.

Jego pan, który zowie się współczesnym filozofem w dobie mieszczańskiej, niczym się przecież od pudla nie różni. Ma w głębokim poszanowaniu to wszystko, co i pudel. Tyle że nasz pudel filozoficzny ma to gdzieś zupełnie poważnie, bo poważnie mógłby to przeżywać.

Jednak nie. On nie chce doświadczyć swego człowieczeństwa. Coraz liczniejsze są dzisiaj kanapy zasiedlone pudlami ducha. Ci, co w aurze mieszczańskiej dawno zatracili w sobie bohaterstwo człowieka. Mienią się filozofami, by co miesiąc odebrać swe prawo do chleba. Prawo, które zdobyli chowając się jak tchórze najgorsze, gorsze od swych pudli, które dumnie oprowadzają po ulicy, jako wielcy magistrowie, doktorzy i profesorowie, za mocą instytucji. Prawo, którego nie mają. Chleb podtrzymujący ich fałszywą egzystencję jest chlebem niesprawiedliwym, jest chlebem zdrady.

Pudel ducha powinien odebrać sobie życie. Bowiem na życie zasługuje tylko ten, kto raz chociaż położył na szali swoją egzystencję, swoje JA, swoje życie. Tylko ten, kto wie, że może być ofiarą, bądź wygraną swojej interpretacji. Ten, który wie, że to nie jego życie, nie jego pełen brzuch, nie ten chleb, a… prawda.

Filozoficzny pudel nie dostrzega mocy wyciskającej na nim piętno życia. Nie widzi, że jest tylko narzędziem mocy. On sięgnie do historii, ale nie rzuci się w odmęty dziejowości. Woli kanapę. Woli być intelektualistą, który nie rozumie wierności podstawowemu wyzwaniu. Woli wiedzieć, że nie wie czego chce. To pozwoli mu na usprawiedliwianie głupot. Miłość jest dla niego tylko relacją, którą zerwać jest łatwiej niż nawiązać. Nie myśli, że być może, iż ktoś dla niej kładzie swą duszę pod topór. Pudel intelektualista nie chce iść za namową Samego, on nie lubi drogi, bo droga jest wyzwaniem. On sięgnie do egzystencjalizmu, ale na Boga, nie zrozumie głębi absurdu tkwiącego w nim. Otwarte drzwi są dla niego zachętą do erudycyjnych podrygów intelektualizmu kanapowego, a nie wyzwaniem otwartym przez drogę prostoty. Dla niego nie ma ludzi szalonych przekroczeniem, są tylko chorzy psychicznie, o których z uporem maniaka będzie twierdził, że nie powinno się ich zamykać, bo szpital psychiatryczny jest wymysłem nowoczesności; no bo tolerancja. Ulubione słowo pudli. Słowo, które ma dla nas właściwości torsyczne. Zresztą tak jak i pudle.

Bóg niszczący naród nie jest Bogiem mściwym. Jest Bogiem objawiającym pełnię człowieczeństwa. Niwecząc teraźniejszość pewnego narodu, nie niweczy jego przyszłości. Wprost przeciwnie, wyciskając tak ogromne piętno na jego historii, wzmacnia przyszłość tego narodu do mocy absolutnej. Naród zniszczony przez Boga to naród, który nie umrze nigdy. Jego imię to imię, które przywołało go do bytu, będzie go przywoływało już na zawsze, przy każdym ognisku (dziejów), gdy sławić się będzie dzieje bohaterów. Odtąd każdy czyn bohaterski będzie znaczony piętnem tej bohaterskości — bohaterskości śmierci z Woli Boga.

Pudle powinny uśmiercić się same, a ich historia powinna zniknąć, ze względu na wstyd, jaki przynoszą człowieczeństwu. To samobójstwo byłoby usprawiedliwione. A nawet pożądane. Może warto już myśleć o wysłannikach drogi, funkcjonariuszach prostoty

I z perspektywy kynologicznej: na Boga, psy zostawcie w spokoju!

© 2004 Karol Zamojski

verte.art.pl > Myśl > Felietony > Pudel

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski