> verte ISSN 1689-524X
Krytyczny Magazyn Internetowy

№37 lipiec 2007

Skąd do wolności? — czyli narodziny alternatywy (od „Buntu Młodych” przez „Politykę” aż do „Kultury”) Małgorzata Zamojska

Celem artykułu jest ukazanie genezy oraz formowania się poglądów alternatywnych w środowiskach intelektualnych na przykładzie przedwojennego środowiska skupionego wokół Jerzego Giedroycia, które najpierw tworzyło wraz z nim pisma takie, jak: „Bunt Młodych” od 1937 roku ukazujący się pod tytułem „Polityka”, a po wojnie — „Kulturę”.

Przedmiotem artykułu będzie zatem udzielenie odpowiedzi na pytanie: co było zanim powstała „Kultura”? — kultowe, w przekonaniu współczesnych, pismo formułujące bardzo alternatywne wobec ówczesnego systemu poglądy, w których realizację nikt nie wierzył…1

Z kolei bezpośrednią inspiracją do podjęcia rozważań nad wskazaną problematyką stał się tekst Leopolda Ungera — notabene wieloletniego współpracownika „Kultury” — pt. „Intelektualista — kto to taki?”2, drukowany 14 marca 2007 na łamach „Gazety Wyborczej”. W swym arcyciekawym i ważnym felietonie autor lapidarnie odpowiedział na postawione przez siebie samego pytanie o rolę oraz status intelektualisty we współczesnym świecie. Według niego: intelektualista to ktoś, kto w poczuciu własnej odpowiedzialności i w konkretnej sytuacji odmawia udziału w nadużyciu prawa, w wymiarze niesprawiedliwości, odrzuca monopol ideologii, której celem jest uzasadnienie gwałtu i fałszu, a odrzucając zależność od jakiejkolwiek partii politycznej, zachowując pełen dystans krytyczny i pełną autonomię słowa, (…) powinien zaangażować cały swój prestiż narodowy i międzynarodowy w krytykę nadużycia prawa i zagrożenia rozumu. Bowiem, jak zauważył Albert Camus: Pisarz, a więc intelektualista, nie może być w służbie twórców historii, lecz w służbie ich ofiar, bo jego racją bytu (…) jest mówić w imieniu tych, którzy mówić nie mogą.

Krótko mówiąc, intelektualista — w ocenie Leopolda Ungera — to ktoś wyznający i broniący niezależnych od wszelkich konfiguracji politycznych, a więc alternatywnych poglądów, w imię wyższych, mocno ugruntowanych i właściwie rozpoznanych w danej sytuacji wartości. Sprawdźmy zatem, czy środowisko tworzące przed wojną pisma poprzedzające w sensie zarówno organizacyjnym, jak i ideowym „Kulturę” spełnią wyżej wskazane postulaty, co jednocześnie pozwoli nam ustalić: czy „Bunt Młodych” i „Polityka” stanowiły dla „Kultury” swoisty zaczyn i czy była ona tym samym ich ideową, a może bardziej organizacyjną, spadkobierczynią?3

Warto w tym miejscu odnotować, że powstanie samego „Buntu Młodych” poprzedza istnienie efemeryd w postaci pism związanych z Myślą Mocarstwową, do której przynależało młodsze pokolenie konserwatystów, współpracujące później z Giedroyciem. Sam „Bunt Młodych” ukazywał się od 1931 roku, przy czym w 1937 został przemianowany na „Politykę” i pod tym tytułem wydawany był do sierpnia 19394.

W latach 30. pismo wychodziło ze zmiennym szczęściem w nakładzie 5-6 tysięcy egzemplarzy, co — biorąc pod uwagę — utrzymywaną także za czasów „Kultury” niezależność finansową periodyku oraz głoszone na jego łamach poglądy, było niekwestionowanym sukcesem. Treść bowiem sprawiała, że częstokroć groziły pismu konfiskaty, zwłaszcza, gdy zespół poruszał na jego łamach ważkie sprawy społeczne: przede wszystkim socjalne (w czym specjalizował się Mieczysław Pruszyński) oraz problematykę sposobu egzystencji mniejszości narodowościowych na ziemiach polskich. Warto wspomnieć, że przez wzgląd na propozycje dotyczące rozwiązania kwestii ukraińskiej przedstawione na łamach pisma przez Aleksandra Bocheńskiego Giedroyciowi groziło nawet zesłanie do Berezy Kartuskiej, której paradoksalnie nie był zagorzałym przeciwnikiem.

Już z tego pobieżnego opisu łatwo zorientować się, że zespół „Buntu Młodych” i „Polityki” tworzyli ludzie nietuzinkowi, z których każdy był ekspertem w danej dziedzinie, co znalazło swoje bezpośrednie odzwierciedlenie na łamach pisma. I tak, np. wspomniany już Aleksander Bocheński zajmował się kwestiami historycznymi oraz narodowościowymi, z kolei jego młodszego brata — Adolfa Marię — interesowała najbardziej polityka zagraniczna, ale i zagadnienia ustrojowe. Natomiast Kazimierz Studentowicz uchodził za bezdyskusyjnego znawcę ekonomii, a Piotr Dunin-Borkowski — ze względu na swe pochodzenie oraz szerokie kontakty zawodowe i towarzyskie — był specjalistą od kwestii ukraińskiej.

Warto zauważyć, że w wielu momentach poglądy czołowych publicystów „Buntu Młodych”, a później „Polityki” nie zgadzały się zarówno ze sobą, jaki i z poglądami Giedroycia, który decydował jednak przez cały czas o linii programowej pisma, sam określając siebie jako marginesowego piłsudczyka. Ideą przewodnią było jednak udzielanie łamów dla różnych, polemicznych wobec siebie poglądów, dlatego częstokroć w obrębie samego zespołu dochodziło do spięć. Polaryzacji poglądów sprzyjały także organizowane pod koniec lat 30. spotkania w gronie 40-60 osób w ramach klubu „Polityki”. Warto dodać, że każdy zaproszony przez redakcję gość biorący udział w debacie mógł z powodzeniem uchodzić za znawcę spraw społecznych i politycznych.

Owa możliwość jawnej i nieskrępowanej wymiany myśli zarówno w czasie wspomnianych dyskusji — odbywających się w redakcji i z niej przenoszonych na łamy pisma — powodowała, że „Buntowi Młodych”, a później „Polityce” można było przykleić łatkę od kryptokomunizmu do konserwatyzmu. Owa niejednoznaczność ideowa periodyku brała się stąd, że Giedroyc już wtedy skupiał wokół siebie ludzi ze wszech miar inteligentnych, powiem więcej: indywidualności i luminiarzy epoki z całej Polski, których poglądy różniły się znacznie między sobą5.

Mimo że Redaktor określał się mianem „marginesowego piłsudczyka”, to — według mnie — miało to większe znaczenie ze względów organizacyjnych niż ideowych, bo przecież o możliwościach prowadzenia pisma przesądzały znajomości i umocowanie w środowisku, które musiało być — rzecz oczywista — prorządowe. I Giedroyc swej — tak rozumianej — prorządowości wcale nie kryje6. Jednocześnie — co bardzo ważne dla czynionych tu przeze mnie spostrzeżeń — owa „prorządowość” stwarzała pośrednio możliwość głoszenia na łamach „Buntu Młodych” czy też „Polityki” poglądów niepopularnych, niezależnych, grożących pismu konfiskatą, a wiec alternatywnych wobec polityki rządu.

W tym miejscu można by postawić pytanie: w jakim stopniu poglądy publicystów pisma prowadzonego przed wojną przez Giedroycia były alternatywne, a w jakim musiały lub chciały być prorządowe? I choć temat ten jest bardzo rozległy, chciałabym podjąć go i udzielić odpowiedzi na powyższe pytanie, opierając się na tekście „Polskiej idei imperialnej” wydanej w 1938 roku, który jest uznawany za manifest ideowy „Polityki”7.

Autorzy tejże „Polskiej idei imperialnej” dzielili przekonanieo konieczności sprawowania silnej władzy państwowej nad armią i polityką zagraniczną, które to dziedziny miały pozostać niezależne od opinii publicznej oraz wszelkich zakusów partii8. Tym samym władza nad armią i polityką zagraniczną miała być sprawowana przez jednostkę, która mogłaby spowodować, by naród polski stał się narodem realizującym ideę imperialną9 — bowiem tylko taki przywódca mógł zapewnić Polsce możliwość spokojnej egzystencji między Rosją a Niemcami.

Realizacja idei imperialnej łączyła się w przekonaniu publicystów „Polityki” także z wcielaniem w życie koncepcji federalistycznej Józefa Piłsudskiego, co było równoznaczne z potrzebą utworzenia tzw. strefy buforowej złożonej z Ukrainy, Litwy i Białorusi, która chroniłaby Polskę przed zakusami Rosji. Postulat ten łączył się zatem z bezwzględnym opowiedzeniem się za niepodległością wspomnianych krajów, a jego kontynuacją stała się koncepcja U-B-L, której reprezentantami i orędownikami już na łamach „Kultury” byli przede wszystkim: sam Redaktor oraz jego przyjaciel i współpracownik — Juliusz Mieroszewski.

I choć dwie pierwsze omówione powyżej kwestie, tj.: postulat opowiedzenia się za silną władzą gwarantującą Polsce osiągnięcie pozycji mocarstwowej oraz realizację idei imperialnej, możemy uznać za zgodne z polityką rządu, to już trzecia kwestia, a mianowicie propozycja asymilacji państwowej mniejszości narodowych oraz ustanowienia autonomii dla Małopolski Wschodniej (Galicji) ostro przeciwstawiała się poczynaniom sanacji.

Trzeba jednak w tym miejscu także zauważyć, że te trzy główne koncepcje cieszyły się pełną akceptacją autorów „Polskiej idei imperialnej”, co nie znaczy, że nie istniały zagadnienia, na temat których poglądy zespołu różniły się między sobą w znaczącym stopniu. Zarzewiem konfliktów była na przykład kwestia podjęcia współpracy z Niemcami zgodnie ze zdroworozsądkową zasadą, że nie walczymy z Niemcami, ale z hitleryzmem, co było sądem, wyjątkowo niepopularnym przed wojną — zwłaszcza wśród szerokich rzesz opinii publicznej — a sformułowanym z całą odpowiedzialnością na łamach „Polityki” w sierpniu 1939. Biorąc też pod uwagę strategię przyjętą przez ministra Becka, powyższy dyskusyjny pogląd wyrażony przez zespół „Polityki” można — obok projektu asymilacji państwowej mniejszości narodowych, a w odróżnieniu od postulatów silnej władzy, imperializmu oraz mocarstwowości — interpretować jako alternatywny wobec obozu rządzącego.

Warto dodać w tym miejscu, że przedwojenne pismo redagowane przez Jerzego Giedroycia odznaczało się alternatywnością głoszonych na swoich łamach poglądów także w sferze kulturalnej. Za przykład może posłużyć tu chociażby obrona przez Stefana Kisielewskiego polityki oraz osoby Stanisława Poniatowskiego, wobec którego rządy sanacyjne odnosiły się stanowczo wrogo i tym samym deprecjonowały prestiż ostatniego króla polskiego10.

Reasumując to krótkie zestawienie wybranych poglądów reprezentowanych przez środowisko „Buntu Młodych” oraz „Polityki”, należy zauważyć, że ludzie skupieni przed wojną wokół Jerzego Giedroycia, choć — z oczywistych względów — byli czasem ściśle związani z piłsudczykami, to mieli odwagę krytykować uprawianą przez nich politykę, jeśli tylko propozycje elit rządzących nie były — w przekonaniu publicystów — korzystne dla państwa oraz zgodne z jego racją stanu.

Poglądy alternatywne rodzą się bowiem nie w próżni, ale zawsze wobec czegoś, w opozycji do czegoś, w niezgodzie na coś. A owo „coś” należy najpierw dobrze, czasem od wewnątrz poznać, aby móc konstruktywnie krytykować i szukać płodnej alternatywy.

Sądzę, że opisaną w przeze mnie strategię, którą starałam się ilustrować przykładami jej wykorzystania, stosował Jerzy Giedroyc oraz jego współpracownicy przed wojną wobec reżimu autorytarnego pisłudczyków, jak i po wojnie — wobec systemu realnego socjalizmu. I choć w czasach PRL warunki się zmieniły, metoda postępowania, a więc swoisty rewizjonizm oraz krytyka11 z czasów przedwojennych, pozostała ta sama, gwarantując, że alternatywa wobec systemu proponowana przez współpracowników „Kultury” była prognozą, która się urzeczywistniła12.

© 2007 Małgorzata Zamojska

1 Owo niedowierzanie i wątpliwości w ewentualną zasadność diagnoz czy też możliwość urzeczywistnienia się projektów poszczególnych publicystów współpracujących z „Kulturą” jest zjawiskiem bardzo znamiennym, od zawsze charakteryzującym stosunek do poglądów alternatywnych. Niech za przykład ilustrujący postawioną wyżej tezę, która — w moim przekonaniu — słusznie może uchodzić za truizm, posłużą np. konsekwencje działalności i poglądów Vaclava Havla prowadzące suma sumarum do aksamitnej rewolucji. Wszak kto by pomyślał, jak komentuje to Z. Bauman, że policja przestanie się w Czechach [kiedykolwiek — uzupełnienie moje — MW] interesować tym, o czym mówi kilku ludzi przy stole… Por. audycja z udziałem Zygmunta Baumana pt. Idea rewolucji ciągle żywa? wyemitowana 10 XI 2006 o godz. 12.00 przez 2 Program Polskiego Radia.

2 Wskazany tekst jest dostępny także na stronie internetowej, gdzie znajdziemy i inne felietony Leopolda Ungera. Zob. unger.blox.pl.

3 W szerszym kontekście problem ten rozstrzyga Rafał Habielski w swej książce poświeconej opisowi ewolucji ideowej „Buntu Młodych” i „Polityki”, w której wskazuje wielorakie powinowactwa i współzależności między tymi pismami przedwojennymi a „Kulturą”. Zob. Tenże, Dokąd nam iść wypada? Jerzy Giedroyc Od „Od Buntu Młodych” do „Kultury”, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2006, passim.

4 Powodom zmiany nazwy pisma winno się poświęcić osobny artykuł. Miało to bowiem związek z ewolucją ideową i organizacyjną gazety. Wstępną hipotezę dotyczącą czynników, które mogły wpłynąć na decyzję grupy, stawia Rafał Habielski: Wcześniej, w 1937 roku, „Bunt Młodych” zmienił nazwę na „Polityka”. Nie jest wykluczone, że było to demonstracyjne zerwanie przez Giedroycia ostatnich więzów, łączących pismo z Myślą Mocarstwową. Zob. Tenże, dz. cyt., s. 56. Natomiast zwięzłe wyjaśnienie samego Giedroycia dotyczące okoliczności tego faktu zawarte w Autobiografii na cztery ręce, które brzmi: Nazwę „Bunt Młodych” zmieniliśmy na „Polityka”, bo uważaliśmy, że przestajemy być młodymi. (Zob. J. Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, Czytelnik, Warszawa 1999, s. 64) powinno się traktować anegdotycznie.

5 Klimat redakcji, jak i spotkań inspirowanych przez Jerzego Giedoycia opisuje Stefan Kisielewski w Sprzysiężeniu. Zob. Tenże, Sprzysiężenie, Iskry, Warszawa 1995, s. 183-196. Por. też interpretację Kazimierza Michała Ujazdowskiego w: tenże, Żywotność konserwatyzmu, Iskry, Warszawa 2005, 57-64.

6 Zob. J. Giedroyc, dz. cyt., passim.

7 Zob. Naród, Państwo, Władza, red. A. Dudek, B. Szlachta, Wyd. Aureus, Kraków 1996, s. 101-110.

8 To oparcie całej polityki państwa na dwóch filarach: armii i polityki zagranicznej było — moim zdaniem — w pełni zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację historyczną, w której znajdowała się Polska przed 1938. Tym niemniej zespół „Polityki” chciał, by jednocześnie we wszystkich sferach dbać o zwiększanie świadomości obywatelskiej, co skutkowałoby dobrowolną, a nie wymuszoną, akceptacją poczynań rządu przez opinię publiczną, a co za tym idzie — przez naród.

9 Warto przy tej okazji zwrócić uwagę, że „imperializmu”, jak i tytułowej „idei imperialnej” nie należy rozumieć jako podboju sąsiednich państw, ale łączyć z przekonaniem, że Druga Rzeczpospolita, jeśli ma cieszyć się niepodległością, musi być dużym i silnym państwem o sprawnie i nowocześnie prowadzonej polityce zewnętrznej i wewnętrznej. Zatem siła naszego państwa nie powinna przejawiać się w zdobywaniu terytoriów, ale w dbałości o wpływy tylko na terenach ważnych dla naszych interesów. Por. A. M. Bocheński, Rewizja polityki narodowej, [w:] tenże, Historia i polityka, oprac. M. Król, PIW, Warszawa 1989, s. 191-192. M. Król, Style politycznego myślenia: wokół „Buntu Młodych” i „Polityki”, brak wydawnictwa, Paryż 1979, s. 9-10.

10 Zob. beletrystyczny opis pokątnego pogrzebu szczątków Stanisława Poniatowskiego sprowadzonych do Polski z Sankt Petersburga w: T. Breza, Mury Jerycha, Czytelnik, Warszawa 1946, s. 7-51.

11 Przy czym stanowisko „Buntu Młodych”, „Polityki” oraz „Kultury” nigdy nie zamykało się na możliwość współpracy z adwersarzami, jeśli miałoby to służyć krajowi Por. np. linię redakcyjną „Polityki” wobec sanacji czy „Kultury” po wydarzeniach Października ’56.

12 Por. rozpad ZSRR, odzyskanie przez Polskę oraz kraje obszaru U-B-L niepodległości.

verte.art.pl > Myśl > Eseje > Skąd do wolności?

z Google

© 2004-2009 Pracownia Kultury Współczesnej
Opracował Karol Zamojski, zaprojektował Tomasz Kojder. HTML CSS RSS
Administracja Maciej Twardowski